Nowy numer 47/2020 Archiwum

Między młotem i sierpem

Ucieczka Stanisława Mikołajczyka z kraju w 1947 roku wstrząsnęła Polską. O jej kulisach opowiada przygotowywany właśnie spektakl Sceny Faktu TVP.

Zdjęcia trwają już od rana. Ekipa właśnie przygotowuje się do realizacji jednej z kluczowych scen. Przed gmachem Instytutu Weterynarii na Grochowskiej w Warszawie, gdzie kręcone są dzisiaj zdjęcia, czeka ciężarówka. Zastanawiamy się wraz z Kubą, fotoreporterem „Gościa”, czy ciężarówka jest w stanie w ogóle ruszyć. Zaglądamy pod plandekę. Ładunek stanowią drewniane skrzynie. Za chwilę między nimi ukryje się Stanisław Mikołajczyk, a tak naprawdę grający go Adam Ferency. To ostatnie chwile pobytu byłego wicepremiera i szefa PSL w stolicy. Wkrótce wyruszy ciężarówką do Gdańska.

Witany jak bohater
Stanisław Mikołajczyk, były premier rządu polskiego w Londynie, wrócił do okupowanej Polski dwa lata przed dramatyczną ucieczką. Witany był jak bohater. Stał się symbolem walki z narzucanym Polsce komunizmem. Mikołajczyk był realistą, jednak wierzył, że są szanse na to, by kraj nie uległ zupełnej sowietyzacji. Ale komuniści terroryzowali ludowców, sfałszowali plebiscyt i wybory. Parlament uchwalił ustawy, które dały im całą władzę. Zagrożony aresztowaniem Mikołajczyk podjął decyzję o potajemnym opuszczeniu kraju. Ucieczka była jego osobistą porażką. Jeszcze rok wcześniej, kiedy na posiedzeniu Rady Ministrów omawiano sprawę pozbawienia polskiego obywatelstwa wyższych oficerów Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, Stanisław Mikołajczyk zwrócił uwagę, że na tej liście nie było gen. Andersa. „Tak się złoży, że główny winowajca nie będzie objęty uchwałą, a inni dobrzy żołnierze poniosą konsekwencje” – powiedział. Rok później spotkał go taki sam los. – Scenariusz napisaliśmy razem z Robertem Miękusem. Uznaliśmy, że jest to postać zapomniana – mówi w przerwie między zdjęciami reżyser, Janusz Petelski.

– Młodzi w ogóle nie wiedzą, kim był, co robił. Wydawało nam się, że jest to postać ciekawa jako przykład człowieka z dawnej epoki. Polityka i człowieka, który znał takie określenia jak honor i uczciwość. Ale to, w świecie, w którym przyszło mu funkcjonować, nie miało zupełnie znaczenia. Wierzył w to, co mówili Stalin, Churchill i Amerykanie. Przyjmował za dobrą monetę deklaracje składane przez polityków. Ta naiwność wynikała ze staromodnego pojęcia prawdomówności i honoru. To był etos, w którym wychowywano ludzi, a jemu przyszło się zmierzyć z nową epoką. Ktoś kiedyś powiedział, że naiwność u polityka jest zbrodnią. Mikołajczyka ta naiwność bardzo wiele kosztowała. Broni go jednak to, że był człowiekiem wychowanym na innych zasadach. Pisząc scenariusz, autorzy oparli się na wspomnieniach Mikołajczyka, opracowaniach naukowych i raportach ambasady amerykańskiej dotyczących organizacji ucieczki. Pominęli partyjne tarcia w PSL-u. Chcieli pokazać tylko to, czego Mikołajczyk był świadkiem lub o czym mógł wiedzieć z relacji. Nie pokazują np. narad komunistów, bo bohater spektaklu nie znał ich przebiegu. Wydarzenia związane z niszczeniem PSL-u przedstawili syntetycznie. Jest to raczej ich kompilacja, ale nie ma wątpliwości, że takie fakty miały miejsce.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Dziennikarz działu „Kultura”

W latach 1991 – 2004 prezes Śląskiego Towarzystwa Filmowego, współorganizator wielu przeglądów i imprez filmowych, współautor bestsellerowej Światowej Encyklopedii Filmu Religijnego wydanej przez wydawnictwo Biały Kruk. Jego obszar specjalizacji to film, szeroko pojęta kultura, historia, tematyka społeczno-polityczna.

Kontakt:
edward.kabiesz@gosc.pl
Więcej artykułów Edwarda Kabiesza

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także