Nowy numer 2/2019 Archiwum

Prowokacja Benedykta

– Nie możemy milczeć, kiedy wierni porzucają Kościół – mówił abp Rino Fisichella, który stanął na czele Rady ds. Nowej Ewangelizacji. – Nadszedł czas, by wyraźnie i odważnie zabrać głos, bo jesteśmy głosicielami Ewangelii.

Z naszego świata wyparowały dwa podstawowe pojęcia, które przez wieki napędzały zapał chrześcijańskich misjonarzy: „zbawienie” i „prawda”. Jan Paweł II pisał o zjawisku „stopniowego zeświecczenia zbawienia”, polegającego na tym, że „owszem, walczy się o człowieka, ale o człowieka pomniejszonego, sprowadzonego jedynie do wymiaru horyzontalnego”. Dlatego misje w krajach biednych kojarzą się raczej z pracą charytatywną na rzecz poprawy doczesnego losu niż z troską o wieczne zbawienie. Z kolei powiedzieć głośno, że chrześcijaństwo jest religią prawdziwą, to narazić się na zarzut nietolerancji i fanatyzmu. Benedykt XVI od lat upomina się o to, by dialog międzyreligijny nie rezygnował z pytania o prawdę religii. Odejście od tego pytania zamienia ten dialog w konwencjonalną pogawędkę bez większego znaczenia. Tylko prawda wyzwala.

Idee mają swoje konsekwencje. Zjawiska obecne w kulturze przenikają do Kościoła. Po Soborze Watykańskim II wyraźnie ostygł zapał misyjny wśród katolików. Wielu pyta: skoro można zbawić się poza widzialnym Kościołem i wszyscy ludzie są w gruncie rzeczy „anonimowymi chrześcijanami”, to po co właściwie misje? Pewien werbista, który ponad 30 lat spędził na typowej misji w Afryce i Azji, mówił mi kiedyś, że w jego zgromadzeniu, z definicji misyjnym, jest coraz mniej misjonarzy, a coraz więcej badaczy, religioznawców, etnografów, specjalistów od dialogu itd. W samym Kościele panuje w tej dziedzinie zamieszanie. „Często uważa się, że wszelkie próby przekonywania innych w sprawach religijnych są ograniczaniem wolności. Uprawnione byłoby jedynie prezentowanie własnych poglądów i zachęcanie innych, aby postępowali w zgodzie z własnym sumieniem, bez zabiegania o ich nawrócenie do Chrystusa i na wiarę katolicką: twierdzi się, że wystarczy pomagać ludziom, aby byli bardziej ludźmi lub wierniejsi własnej religii, że wystarczy budować wspólnoty zdolne zabiegać o sprawiedliwość, wolność, pokój i solidarność”. Ta obserwacja pochodzi z Noty Kongregacji Doktryny Wiary z 2007 r.

Wszędzie i zawsze
W programie „Katechizm poręczny” ks. Piotra Pawlukiewicza jeden ze słuchaczy, bodaj po doświadczeniu wieloreligijnego Londynu, pytał, czy jest sens nawracać muzułmanów, hinduistów czy buddystów, czy nie należy raczej uszanować ich tradycje i zostawić w spokoju. Odpowiedź ks. Pawlukiewicza brzmiała w ten sposób: „Jeśli poznam jakiegoś dobrego lekarza, który odkrył lek np. na raka, to wszystkim chorym będę podawał jego adres. Dla ich dobra. To naturalne, że chcemy dzielić się z innymi wiadomością o najlepszym Lekarzu – o Jezusie Chrystusie”. Głoszenie Ewangelii nie ma nic wspólnego z nawracaniem na siłę, z narzucaniem czegoś komukolwiek. Misja jest zawsze apelem do wolności człowieka. Czy jednak nie daliśmy sobie skutecznie wmówić, że dawanie świadectwa o swojej wierze jest przejawem agresji i nietolerancji wobec inaczej wierzących?

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji