GN 2/2021 Archiwum

Miejsce religii jest w szkole!

Katecheza jest szkole bardzo potrzebna. Bo jest jedyną przeciwwagą dla politycznej poprawności, którą serwuje uczniom szkoła.

Jak to w szkole bywa
Nie tylko jej. W Szkole Podstawowej nr 1 w Rudzie Śląskiej pracują trzy katechetki. Wszystkie przygotowują uczniów do różnych konkursów o tematyce religijnej. Justyna Olszewska i Joanna Potaczek prowadzą zajęcia pozalekcyjne, na których przygotowują uczniów do konkursu biblijnego. Organizują też Szkolne Koło Caritas. Chętnych do udziału nie brakuje. W jednym z liceów w Bytomiu katecheta przez kilka lat prowadził kółko filozoficzno-teologiczne. Zajęcia cieszyły się zainteresowaniem także uczniów z innych bytomskich liceów. Takich przykładów można przytaczać wiele. Bo, wbrew opinii krytyków szkolnej katechezy, katecheci wcale nie są gorszymi nauczycielami i mniej oddanymi uczniom pedagogami niż nauczyciele innych przedmiotów. Podobnie jak nauczycielom innych przedmiotów, tak i katechetom różnie wychodzi przekazywanie wiedzy. Jedni bardziej się starają, inni mniej. To zwykła szkolna rzeczywistość. Z tego jednak nie należy wyciągać wniosków, że katechezę należy wyrzucić ze szkoły, bo jej szkodzi. Czy zły matematyk lub anglista uczący dzieci mniej szkodzi szkole? Czy z faktu, że po kilkunastu latach uczenia się w szkole języków obcych uczniowie nie potrafią w nich się porozumiewać, ktoś wyciąga wniosek, że należy zrezygnować z uczenia języka obcego w szkole?

Tak uczy Kościół. Co w tym złego?
Uczniowie Beaty Siwiec mogą na lekcjach dyskutować. Co nie znaczy, że nie powinni poznać stanowiska i argumentów Kościoła. Czy je przyjmą za swoje, to ich wybór. Mogą nie zgodzić się z nauczaniem Kościoła, ale powinni je poznać. Katecheta ma prawo, a nawet obowiązek sprawdzić, czy uczniowie opanowali wiedzę. To nic dziwnego ani niestosownego. Czy nauczyciel matematyki dyskutuje z uczniem o tym, czy zgadza się ze wzorem na objętość kuli? Nie. Oczekuje, że tę wiedzę uczeń opanuje i już. Albo historyk – czy nie odpytuje ze znajomości faktów historycznych, nawet jeśli uczeń ma inny pogląd na ich interpretację? I jakoś nikogo to nie oburza.

Krytyka nie zamach
Częste ostatnio w tzw. świeckiej prasie wytykanie mankamentów szkolnej katechezie wcale nie ma na celu jej naprawienia. Ma tylko dostarczyć argumentów za usunięciem nauczania religii ze szkół. Ale nawet nieżyczliwi krytycy mogą okazać się użyteczni. W tych niewątpliwie krzywdzących i przesadzonych opiniach jest ziarno prawdy. Bo prawdą jest, że szkolna katecheza nie jest idealna. I nie wszyscy uczący religii do tego się nadają. Programy nauczania, także te najnowsze, również nie są doskonałe. Ojciec gimnazjalistki i dwóch synów w podstawówce zauważył, że w zaproponowanym materiale brakuje jasnego powiązania wiedzy z życiem. W podręcznikach do religii dzieci nie znajdują odpowiedzi na swoje pytania. Ale znajdują odpowiedzi na pytania, których nie stawiają. Warto słuchać opinii krytycznych, zwłaszcza gdy pojawiają się w środowiskach kościelnych. Bo najczęściej wypływają z troski o poziom i skuteczność nauczania religii. Debata o poziomie i kształcie szkolnej katechezy jest bardzo potrzebna.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama