Nowy numer 48/2020 Archiwum

Czym nas Pan zadziwi?

O przygotowaniach do ŚDM z Anią i Tomkiem Stephan, wolontariuszami w Biurze ŚDM w Sydney, roz-mawia Urszula Rogólska.

Urszula Rogólska: Jesteście jedynymi wolontariuszami z Polski w Biurze Światowych Dni Młodzieży. Jaka była Wasza droga do Sydney?
Tomek Stephan:
– Już w Kolonii, gdzie pracowałem przez 13 miesięcy, usłyszeliśmy o tym, że następne spotkanie ma się odbyć w Sydney. I tam, w roku 2005, zrodził się pomysł ubiegania się o pracę w Australii. Byłem w Kolonii, kiedy Ania napisała mi SMS-a, że otrzymaliśmy odpowiedź i mam zadzwonić. Zadzwoniłem i usłyszałem, że oboje mamy wyjechać do Australii. Dostaliśmy pracę na zasadzie wolontariatu – sydnejski komitet opłaca nam mieszkanie, transport, wyżywienie i daje nieco kieszonkowego. Ania Stephan: – A pracujemy w dziale zakwaterowania w domach prywatnych, starając się naszym entuzjazmem i miłością do Światowych Dni Młodzieży zarazić mieszkańców Sydney i namówić ich do przyjęcia pielgrzymów w domu. W biurze pracują wolontariusze z wielu krajów – Niemcy, Włochy, Francja, Irlandia, Kanada, USA, Hiszpania, Australia – i my z Polski.

Skąd to pragnienie, by w Sydney zaangażować się do niełatwej pracy wolontariuszy?
TS: – Niesamowita jest obserwacja historii Światowych Dni Młodzieży i tego, jak pojawiają się dokładnie wtedy, gdy potrzeba ich najbardziej w danym kraju. Tak było w Paryżu, gdzie potrzeba było świadectwa i swego rodzaju „zawstydzenia” świeckich mediów, które nie wierzyły, że jakaś młodzież może chcieć spotkać się z jednym starszym człowiekiem, jakim był już Jan Paweł II. Pisano, że „może nawet 300 000 młodych ludzi będzie na spotkaniu” – pojawiło się ponad milion!

AS: – Kolonia – Kościół w Niemczech dostrzegał wielką potrzebę odnowy, przyciągnięcia młodych ludzi z powrotem do Kościoła – dziś owocem spotkania w 2005 r. jest wiele młodych osób, które chcą aktywnie brać udział w życiu Kościoła, a szczególnie uczestniczyć w adoracji Najświętszego Sakramentu, która była jednym z głównych elementów tego spotkania. Teraz Australia z wielką niecierpliwością oczekuje spotka-nia, które chcemy, by stało się „Nową Pięćdziesiątnicą”. Potrzeba oczywiście wielu działań logistycznych – przygotowania posiłków, noclegów, miejsc na katechezy, koncerty, itd. Trzeba przygotować 22 miliony dań, potrzeba będzie około 200 tys. miejsc noclegowych, ponad 250 miejsc katechez. To wszystko jest teraz dopinane na ostatni guzik.

Jak Australijczycy przygotowują się do lipcowego święta?
TS: – Wiele grup młodzieży przygotowuje się duchowo, modli o owoce, o gotowość, by przyjąć łaskę Bożą, otworzyć się na Ducha Świętego i usłyszeć Jego wołanie, wreszcie dać świadectwo. Ale Australia to też jednocześnie kraj niedaleki dla wielu biednych członków Kościoła z maleńkich wysp Pacyfiku, które mimo niewielkich rozmiarów pokazują, że mają wielkiego ducha i chcą mieć udział w tych wydarzeniach. Wszyscy więc czekamy. Czym zaskoczy nas Duch Święty w drugiej połowie lipca...?

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama