Nowy numer 3/2021 Archiwum

Katedra we wsi Chorula

Bertold Hirsz, sołtys Choruli, pochwalił się w swoim zakładzie pracy, że nowy Ojciec Święty przyjechał kiedyś do jego wioski. Współpracownicy popatrzeli na niego nieufnie: - Do Choruli?! Do Krapkowic, to bym jeszcze uwierzył, ale do Choruli?!

Zapylenie w górę, błogosławieństwo w dół
W czasie homilii przyszły Benedykt XVI stał plecami do wznoszonych murów kościółka. Przed sobą widział mieszkańców Choruli, a za nimi kominy ogromnej cementowni Górażdże. I mówił o tym, na co patrzył: o sąsiedztwie cementowni i kościoła. O tym, że praca i modlitwa muszą chodzić w jednej parze, że między nimi musi istnieć równowaga.

Kiedy o tej homilii opowiada dzisiaj proboszcz Sobotta, jestem zdumiony. – Przecież to jest przesłanie świętego Benedykta: „módl się i pracuj”! A więc kardynał Ratzinger już w Choruli mówił wam o świętym, którego imię potem przyjął? – Tak, mówił o tej benedyktyńskiej zasadzie. Ona widocznie towarzyszyła mu od wielu lat, przez cały ten czas – mówi ksiądz Sobotta. – Choć po dwudziestu dwu latach już nie pamiętam, czy wspomniał o samym świętym Benedykcie. W każdym razie ta homilia była tak niezwykle przesycona obrazami, że do dzisiaj pamiętam jej niektóre myśli. Na przykład zdanie kardynała Ratzingera, że z kominów cementowni Górażdże idzie w górę, w kosmos, zapylenie. A tu, poprzez ten nasz kościół, zstępuje z nieba w dół Boże błogosławieństwo – wspomina ksiądz Sobotta.

Jak tam moja katedra?
Kardynał poświęcił też w Choruli kamień węgielny. Na koniec wsunął go w mur kościoła, w ścianę za ołtarzem. Prawdopodobnie, jak zwykle przy takich uroczystościach, symbolicznie rzucił na niego jedną lub dwie kielnie zaprawy murarskiej.

Po Mszy świętej proboszcz zaprosił Kardynała i biskupa Nossola na swoje probostwo w sąsiednich Kątach Opolskich. Kardynał wszedł na chwilę także do tamtejszego kościoła. – Wiemy nawet, co mu podaliśmy na kolację: specjalność naszych pań kucharek... One przy wielkich okazjach zawsze przyrządzały barszcz i wołowinę przy-prawioną na kwaśno, peklo-waną w wytrawnym winie. Przed wyjściem Kardynał poszedł do nich do kuchni, żeby im podziękować – wspomina ks. Sobotta.
Najciekawsze jednak, że kardynał Ratzinger nie zapomniał o tej małej wiosce spod Opola i o kościółku w cieniu cementowni. Kiedy spotykał arcybiskupa Nossola, wiele razy pytał go z uśmiechem: – No, a jak tam moja katedra?

Mieszkańcy Choruli czują się dowartościowani. – Mieliśmy swojego papieża, a teraz mamy naszego! – cieszył się w rozmowie telefonicznej Andrzej, studiujący w Opolu wnuk Marii Gabor z Choruli. – Tak jest! Bo Benedykt XVI też jest nasz – komentuje Maria. A jej koleżanka Elżbieta Groborz dodaje: – Ale skoro on o nas pamięta, to my musimy się za niego więcej modlić, żeby wytrzymał. I ja, i wielu sąsiadów już sobie postanowiliśmy, że codziennie za niego odmówimy tajemnicę Różańca – mówi.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama