Nowy numer 49/2020 Archiwum

Przepełnione kościoły

Ksiądz odwołał procesję, bo za zgodą władz przed katedrą stał namiot cyrkowy. To przykład katolickiej nietolerancji, gawiedź chętnie zobaczyłaby egzotyczną paradę

W ubiegłym tygodniu pisałem, że w sierpniu trudno dostać się do katedr we Włoszech. Nie jest to spowodowane gorliwością wiernych katolików, ale raczej żarliwością wyznawców kultu trzech gwiazdek, którymi oznaczane są w przewodnikach obiekty absolutnie konieczne do „zaliczenia”. Żarliwcy gotowi są stać godzinami, żeby w kilkanaście minut, przeciskając się przez tłumy, okrążyć świątynię. Niewiele z tego rozumieją, niewiele widzą, ale „zaliczyli”. Tak samo jest w muzeach i galeriach. Neron, według Sienkiewicza, miał skwitować wysiłki Tygellina, mówiąc, że tysiąc nagich kobiet nie robi takiego wrażenia jak jedna.

Podobnie jest chyba z obrazami: setki dzieł w znanej galerii zlewają się w malarskiego klopsa i założę się, że znakomita większość patrzy tylko na podpisy, by potem chełpić się, że widzieli Tintoretta, Rafaela, Tycjana i kogo tam jeszcze. Znacznie wygodniej poczytać w domu przewodnik, bo skutek jest ten sam, a przynajmniej nie trzeba się pchać. Parę lat temu zwiedzaliśmy z przyjaciółmi Muzea Watykańskie. W zasadzie chcieliśmy zobaczyć tylko Kaplicę Sykstyńską, ale niestety kustosz też o tym wiedział, więc zaplanował dojście w ten sposób, żeby przejść przez wszystkie sale. W najgorszej sytuacji był najmłodszy uczestnik naszej wyprawy, który z racji wzrostu zapamiętał głównie dolne kończyny tysięcy kłębiących się turystów.

Wróćmy jednak do kościołów, jeśli uda nam się w ogóle do nich dostać. W metropoliach trzeba stać w kolejce, na prowincji nie ma kolejek, bo domy Boże są zamknięte ze względu na osoby liberalnie traktujące siódme przykazanie. Podczas liturgii trudno zwiedzać, a w tygodniu to już trzeba liczyć na pogrzeb, żeby wejść do środka. Dlatego nigdy nie widziałem kościoła w Bodzentynie, choć zawsze chciałem obejrzeć obraz zesłany tu przez jednego z biskupów krakowskich z powodu końskiego zadu, który przeszkadzał ekscelencji w skupieniu. Na Zachodzie bywa różnie.

Kiedyś w Brugii nie wpuszczono mnie do kościoła w minutę po rozpoczęciu Mszy św. Dla odmiany w Niemczech i we Francji zdarzało mi się siedzieć w „zagrodzie” dla wiernych, wokół której krążył tłum adoratorów gwiazdek. Niektórzy z ciekawością spacerowiczów w zoo patrzyli, co my tam właściwie robimy pod przewodem dziwnie ubranego pana. Pamiętam takie sceny z katedry w Chartres w niedzielę po Bożym Ciele ubiegłego roku. Na koniec ksiądz odwołał procesję, bo za zgodą władz przed katedrą stał namiot cyrkowy. Był to pewnie kolejny przykład katolickiej nietolerancji, przecież gawiedź chętnie zobaczyłaby egzotyczną paradę.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama