Nowy numer 48/2020 Archiwum

Dorosłe znaczy samodzielne

Mamy dwoje dorosłych już dzieci. Córka, studentka, rozpoczęła pracę wakacyjną, którą kontynuuje podczas weekendów. Z tego powodu jest nieobecna w domu wtedy, gdy mamy możliwość wyjazdu do rodziny lub gdy ktoś nas odwiedza.

Także Msza św. niedzielna stała się nieregularna, bo przecież nie można się spóźnić do pracy. Problemem są także późne powroty do domu, które wynikają z pracy, ale też z powodów towarzyskich. Nowym zwyczajem stało się nocowanie u koleżanek. Rozmawialiśmy z nią wielokrotnie i dopiero ostatnio nastąpiła pewna poprawa. Miała odejść z pracy, ale ten termin ciągle się przedłuża. Czuję się bezradna. Mąż ma podejście radykalne i był gotowy wygonić córkę z domu.
Zatroskana Mama


Pewnie rodzice studentów czytają ten list ze zdumieniem i zazdrością. Gratulują świetnej córki. Przez lata tak przyzwyczajamy się do odpowiedzialności za nasze dzieci, że potem nie potrafimy im dać samodzielności. A rola opiekunów się kończy. Zaczyna się inna, może nawet trudniejsza, bo wymagająca bardzo dużo mądrości, pokory, cierpliwości, zawierzenia Bogu. Córka wyrasta na samodzielną, energiczną kobietę, która ma swoje pomysły na życie. Uwaga – za kilka lat zacznie dopiero naśladować wzorce, które wyniosła z domu. Najważniejsze to modlić się za nasze dorosłe dzieci, kochać, szczerze rozmawiać, śmiało mówić, co nam się nie podoba, ale w coraz większym zakresie pozwolić im podejmować decyzje.

Oczywiście z uwzględnieniem kilku spraw, w których nie popuścimy. Dziecko zawsze będzie naszym dzieckiem, nawet, jeśli bardzo pobłądzi. Wciąż przypominajcie sobie ojca syna marnotrawnego – że pozwolił synowi odejść, a potem cierpliwie czekał, aż syn zmądrzeje. W zasadzie dorosłe dziecko powinno mieszkać osobno. Wtedy młoda osoba uczy się odpowiedzialności i konsekwencji. Wspólne mieszkanie wymaga cierpliwości, bo przecież nie można traktować studentów jak dzieci. Wszystko, co mieliście córce zaszczepić, czego nauczyć i co pokazać, już zrobiliście. Ja na Waszym miejscu położyłabym nacisk na praktyki religijne. Może warto popytać, w którym z kościołów są dobre kazania? A może warto namówić córkę na duszpasterstwo akademickie? Bo jeśli ktoś raz odsunie się od Boga, to powroty wymagają ogromnej odwagi.

Każdy dom ma swoje wzorce. Ale córka poznała już inne modele życia rodzinnego. Czy naprawdę uważacie Państwo, że obecność dorosłego dziecka na każdym rodzinnym spotkaniu jest konieczna? A może to Wam trudno przyjąć dorosłość dzieci? Może to Wy musicie się uczyć z powrotem życia we dwoje? Niektórym małżeństwom słabo to wychodzi. Koniecznie przypomnijcie sobie swoją młodość. Bycie rodzicem dorosłych dzieci to wielka lekcja pokory. Czasami trzeba cierpieć, widząc, że dziecko błądzi i odrzuca naszą pomoc lub radę. Wyrzucanie z domu to nie jest dobry pomysł. Przecież córka nic złego nie robi – uczy się samodzielności, godzi pracę i naukę. Polecam w Starym Testamencie historię króla Dawida. Miał gromadę dzieci, a kłopotów tyle, że włos się jeży. Warto to poczytać, by się trochę uspokoić, że nasze problemy to nie jest koniec świata, że wszystko już było.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama