Nowy numer 47/2020 Archiwum

Po kolanach!

Miejsc potrzebujących obecności ludzi poświęconych Bogu jest więcej, niż zwykle sądzimy. Musimy umieć w te miejsca wnosić jakieś tchnienie ducha

Prawie środek wakacji. W górach, nad jeziorami, tudzież nad morzem można spotkać także duchownych. Widok zakonnicy w habicie na grani Tatr nie jest zaskoczeniem. Gdy siedziałem wśród tłumu turystów na progu Czarnego Stawu pod Rysami, usłyszałem, jak jakaś dziewczyna głośno zawołała: „Siostro, taternicy!”. Nie popatrzyłem na ścianę Kazalnicy, bo ten widok znam na pamięć. Popatrzyłem w tę stronę, w którą zwrócona była owa dziewczyna. Ani śladu habitu – ni czarnego, ni białego, ni brązowego, ni niebieskiego. Ale któraś z dziewczyn, nieco starsza, odpowiedziała: „Widzę”.

Ano tak, bezhabitowa, tylko jak rozpoznać zgromadzenie? Bardziej zadziwił mnie kiedyś widok dwóch zakonnic w habitach na plaży – wokół setki plażowych golasów i one dwie, jakby znak sprzeciwu. Nie wyglądały ani na speszone, ani na uwięzione w habitach. Śmiały się z czegoś, radość aż z nich tryskała. Jeśli to był sprzeciw – to właśnie sprzeciw radości.

Opowiadał mi niedawno pewien mnich, zacny, uczony, znany w Polsce i w świecie. Wychodził z morskiej wody, ubrany oczywiście stosownie do okoliczności (czyli bez habitu). Z plaży do wody wchodził jakiś chłopak. „Pochwalony Jezus Chrystus!”. Zdziwione spojrzenie mnicha i odpowiedź: „Na wieki! Po czym mnie poznałeś?”. Słowa chłopaka warte odnotowania: „Po kolanach”. Podobna sytuacja kiedyś mnie się zdarzyła. Do dziś nie wiem, po czym zostałem zidentyfikowany. Na pewno nie po kolanach, bo byłem w wodzie do pasa, a poza tym kolana mnicha chyba bardziej wyklęczane niż moje. Ale to tak półżartem. A całkiem serio – czy nie powinniśmy być wszędzie?

Oczywiście potrzebny ksiądz jako liturg, kaznodzieja i pasterz parafii. Potrzebna zakonnica w modlitwie i służbie chorym, opuszczonym, błądzącym. Potrzebny mnich na modlitwie. Ale gdy tak stałem i patrzyłem na owe dwie, pełne radości zakonnice w zgoła nieplażowych habitach, uświadomiłem sobie, że miejsc potrzebujących obecności ludzi poświęconych Bogu jest więcej, niż zwykle sądzimy. Choćby tylko po to, by sporej części naszych rodaków uświadomić, że jesteśmy. I że jesteśmy z tego świata, nie ponad nim. Tyle że nie wolno nam pozostać obserwatorami, musimy umieć swoją obecnością w te przeróżne miejsca wnosić jakieś tchnienie ducha. My? Tylko o księżach i zakonnicach mówię? O wszystkich chrześcijanach mówię.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama