GN 24/2018 Archiwum

Modlitewny alarm

Zło potrafi być perfekcyjne, dobro – nieudolne. Dużo mamy do nadrobienia

Włączyłem komputer, by zacząć kolejny felieton. Telefon zasygnalizował SMS. Od Gabrysi, czyli Szefowej „Małego Gościa”. Sprawa nie służbowa, a przecie i nie prywatna. Czytam: „Proszę, zrób alarm modlitewny, gdzie tylko możesz. Michał (17 lat) jest chory na raka, dowiedzieli się o tym przedwczoraj”. Włączyłem opcję „Przekaż dalej” i wysłałem do tych, na których modlitewne wsparcie mogę liczyć. Najważniejszy SMS (bez pomocy operatorów ziemskich) wysłałem do nieba. Nie znamy Michała, a przecież jesteśmy przy nim.

Współczesna technika daje środki zwielokrotnienia modlitwy. W wirtualnej przestrzeni w nowy sposób spełnia się obietnica Jezusa: „Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”. Nie pierwszy to modlitewny alarm wszczynany przez sieci telefoniczne czy Internet. Wczoraj dostałem taki SMS: „Mieliśmy wypadek, proszę o modlitwę, wszyscy żyjemy”. Kiedyś, a było to w czasie rekolekcyjnej nauki (nie wyłączyłem dzwonka), sygnał. Wyzywające twarze słuchaczy zdają się mówić „No to teraz przeczytaj”. Wyjąłem telefon z kieszeni i, nie zastanawiając się, czytam głośno: „Jesteśmy z księdzem, pamiętamy w modlitwie”. To nie było inscenizowane, tak wyszło.

Techniczne środki wynalezione przez człowieka widzę jako wpisane w historię nie tylko świata, ale w historię zbawienia. Kamienne tablice Dekalogu i papirusowe zwoje psałterza były w swoich czasach nowatorskimi rozwiązaniami. Dziś nie wyobrażam sobie pisania kazań, czy przygotowywania parafialnych uroczystości bez pomocy komputera. Radio, telewizja, Internet są coraz powszechniej wykorzystywane jako nośniki ewangelizacji.

Jezus powiedział kiedyś: „Synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światłości”. Martwi mnie więc to, że „synowie tego świata” chętniej i sprawniej niż „synowie światłości” posługują się nowoczesną techniką. Skutki tego widać gołym okiem: łatwiej w telewizji trafić na bezwartościowy program niż na program dobry. Nie mówiąc o tym, że zło potrafi być perfekcyjne, dobro – nieudolne. Dużo mamy do nadrobienia. Dlatego wszczynam modlitewny alarm w tej sprawie.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama