Nowy numer 47/2020 Archiwum

Sobie...?

Taka postawa ludzi, których poza sobą samym nic nie obchodzi, to nic nowego. Czymś nowym i niepokojącym wydaje się atoli jej powszechność, prawie że oczywistość i brak zażenowania w jej nie tylko pokazywaniu, ale wręcz demonstrowaniu

Wyraz użyty w tytule dzisiejszego felietonu to – jak wiemy z gramatyki – celownik i miejscownik zaimka zwrotnego siebie. W mowie potocznej używamy go bardzo często, ale moją specjalną uwagę wzbudził w wypowiedzi pewnego młodego człowieka, który w jednej z audycji telewizyjnych (takiej, co to można mówić, nie mając nic do powiedzenia) uzasadniał, dlaczego on nie uznaje małżeństwa: bo on lubi pójść sobie na piwo, pogadać sobie z kolegami, poimprezować sobie i w ogóle robić sobie, co chce. Mówił to tonem nonszalanckim, z miną wyrażającą totalnie lekceważący stosunek do otoczenia, rozwalony na krześle w pozie tyle niedbałej co nieestetycznej. On żyje sobie...

W tym samym programie inny młokos (trudno go nazwać inaczej) dumnie obwieszcza, że siedzi sobiew więzieniu, a gdyby mu umożliwiono pracę, podjąłby ją pod warunkiem, że mógłby sobie odpowiednio zarobić, bo utrzymanie w więzieniu musi mu zapewnić państwo, skoro go skazano. A kradł, by sobie poprawić byt. On przecież musi sobie radzić.

We wszystkich tych bajdach użyto słowa sobie gramatycznie prawidłowo. W języku codziennym znajduje ono wielorakie zastosowanie i trudno byłoby obejść się bez niego, zwłaszcza dla zaznaczenia pewnej przeciętności („taki sobie student”), pobrzmiewa w tym ton lekkiego lekceważenia.
Owa nuta lekceważenia dźwięczała też w cytowanych wyżej wypowiedziach. Tyle że było to lekceważenie wszystkiego i wszystkich dookoła, ten wychodzący sobie na piwo młody człowiek koncentrował się wyłącznie na sobie samym, horyzonty życiowe zamykały się na jego własnych potrzebach, odczuciach, doznaniach. Bo też – jak czytamy w słownikach – wyraz sobie „łączy się często z czasownikami oznaczającymi zaspokojenie jakichś potrzeb, np.: podjeść sobie, pospać sobie”. Gdyby się ożenił, musiałby liczyć się z potrzebami żony, dzieci, przejąć na siebie cząstkę odpowiedzialności, żyć nie tylko sobie, ale też dla drugich...

Niewątpliwie trzeba najpierw odpowiadać za siebie samego, zadbać o siebie, starając się przy tym jak najmniej obciążać bliźnich. „Jak sobie kto pościele, tak się wyśpi”, powiada przysłowie. Ale w innym porzekadle tkwi już przestroga: „każdy sobie rzepkę skrobie” znaczy nie tylko, że robi coś na własną rękę, lecz też, że troszczy się tylko o siebie, lekceważąc dobro innych.

Taka postawa ludzi, których poza sobą samym nic nie obchodzi, to nic nowego. Czymś nowym i niepokojącym wydaje się atoli jej powszechność, prawie że oczywistość i brak zażenowania w jej nie tylko pokazywaniu, ale wręcz demonstrowaniu. Media chcąc pokazać jak jest, tym samym jednak ją lansują. Wytwarza się pewien styl sobie-życia. Dlatego ilekroć przytrafi się nam użyć tego niewinnego słówka sobie, warto – sądzę – zastanowić się, czy nie przekształcamy się z istoty społecznej w taką, co to żyje tylko sobie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama