Nowy numer 4/2023 Archiwum

Tutaj wszystko przemawia

W okolicach pagórków położonych na zachód od Jeziora Galilejskiego młodość spędzał Jezus. Dzisiaj na zboczu jednego ze wzgórz, tuż za żydowskim kibucem, życie pustelnicze prowadzi wspólnota betlejemitek.

Monastyczna tradycja

– Kochamy nasze życie ukryte w Tajemnicy – mówi siostra Misaël, przełożona pustelni, która należy do wspólnot monastycznych od Betlejem, od Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i od św. Brunona. – Dwóch mnichów melchickich, którzy byli fundatorami Lavra Netofa, zaprosiło tu nasze zgromadzenie w 2006 roku. Życie, które tutaj prowadzili, było zainspirowane długą tradycją monastyczną. Podobne ławry powstawały na Pustyni Judzkiej. Nasza rodzina monastyczna przejmuje to dziedzictwo życia w ciszy, samotności, braterskiej komunii i prostocie – opowiada przyciszonym głosem siostra Misaël.

Zaproszenie dwóch mnichów nie było dziełem przypadku. Wspólnoty betlejemskie, które w Ziemi Świętej obecne są w Beit Jama od 1987 roku, prowadzą życie oparte na monastycznej tradycji Wschodu i Zachodu. Ich początki sięgają samego serca Kościoła. Inspiracja do ich powstania pojawiła się w sercach kilku osób, które w listopadzie 1950 roku uczestniczyły w uroczystościach na placu św. Piotra w Rzymie. Papież Pius XII ogłaszał wówczas dogmat o Wniebowzięciu NMP, a kilkoro pielgrzymów z Francji, którzy wcześniej się nie znali, odkryło powołanie do życia poświęconego Bogu w samotności i adoracji. Rok później powstała żeńska gałąź nowego zgromadzenia kontemplacyjnego. Wspólnota czerpała wiele z duchowości Wschodu. Na zboczu galilejskiego wzgórza prawda ta ujawnia się w sposób szczególny w liturgii, która nawiązuje zarówno do tradycji kartuzów, jak i do liturgii bizantyjskiej. O 7.00 rano w grocie Lavra Netofa siostry zgodnym chórem wysławiają Nieogarnionego. Modlitwa wznosi się z groty ku niebu w trzech językach – francuskim, arabskim i hebrajskim. To połączenie może wydawać się zaskakujące. Ale nie tutaj. Siostry zajmują spory teren położony na wzgórzu, tuż za odgrodzonym od świata kibucem. W dole widać miasteczka arabskie, w których pośród ludności muzułmańskiej i druzów żyją chrześcijanie. Tygiel kultur i religii, połączenie, które w Galilei nie rodzi takich napięć jak na przykład w Jerozolimie. Ten geograficzny kontekst sprawia, że obecność siedmiu sióstr, ich głęboka i pełna pokoju modlitwa, zanurzona jest nie tylko w doświadczeniu mnichów. Naznaczona jest także kontaktami z lokalną społecznością.

Spotkania

Tafla Jeziora Galilejskiego coraz wyraźniej odbija słońce. Jest wczesne popołudnie, a z oddalonego o kilkanaście metrów sklepiku prowadzonego przez siostry dobiegają głośne rozmowy. Jedna z mniszek dyskutuje w języku hebrajskim z mieszkańcami lokalnego kibucu. Przychodzą oni do ławry regularnie, jedni po to, aby zakupić produkty wytwarzane przez siostry – miody, konfitury i chrupiące ciastka – inni składają kurtuazyjną wizytę w lokalnym sklepiku przy okazji spaceru. Z zaciekawieniem oglądają znajdujące się na półkach ikony, gipsowe i drewniane figurki, medaliki, krzyżyki, skórzane okładki na Biblię, księgi liturgiczne, a także kadzidło, ornaty czy stuły. Wiedzą, że o tej porze dnia jedna z sióstr pełni dyżur w sklepiku, podczas gdy pozostałe w modlitewnym milczeniu przygotowują produkty do sprzedaży.

Serdeczna atmosfera towarzyszy kontaktom nie tylko z Żydami z lokalnego kibucu. Na ustawionych na placu obok sklepu ławkach w weekendy gromadzą się chrześcijanie z okolicznych arabskich miast. Często przyjeżdżają tu dzieci i młodzież. Wraz ze swymi duszpasterzami odnajdują atmosferę, która sprzyja dojrzewaniu wiary.

Ławra

Zbliża się wieczór, słońce kończy swój bieg i za chwilę schowa się za jednym ze wzgórz. Z wieży kościoła dobiega odgłos dzwonu. Jak co dzień siostry wyjdą ze swoich pustelni i pokonają kilkadziesiąt metrów, by dojść do świątyni i wyśpiewać nieszpory.

Ich życie zorganizowane jest tak jak w każdej ławrze – pustelnie wybudowane są w niewielkiej odległości od kościoła, jedynego miejsca wspólnych spotkań w dni powszednie, które siostry spędzają w samotności. Tylko w niedziele mniszki przebywają razem, we wspólnocie. Podobny styl życia monastycznego występował od wieków w chrześcijaństwie, m.in. na Pustyni Judzkiej. Na stromych zboczach gór znajdowało się wiele grot, które stanowiły naturalne schronienie, miejsce dogodne do zamieszkania dla kogoś, kto pragnął prowadzić surowy tryb życia. Mnisi opuszczali groty jedynie w sobotę, by dojść do kościoła, miejsca braterskich spotkań i całonocnego czuwania zakończonego niedzielną liturgią. Do takiego sposobu życia w Kościele zachodnim nawiązują m.in. kameduli czy kartuzi. Od tych ostatnich betlejemitki przejęły m.in. strój – biały habit, na który składają się tunika, pas z różańcem, szkaplerz z kapturem oraz jasnoniebieski welon.

Zdaje się, że tutaj, na północno-zachodnim zboczu „góry tajemnicy”, podział na Wschód i Zachód zaciera się. Podobnie jak odległość pomiędzy górami Tabor i Hermon, które są stąd widoczne. Z Taboru, który znajduje się na południe od wzniesienia, dociera delikatne światło. Odległość sprawia, że trudno określić, czy jego źródłem jest budynek łacińskiego, czy greckiego kościoła. Najprawdopodobniej ledwie widoczny punkt światła dociera z obu znajdujących się tam klasztorów. Patrząc na północ, w stronę granicy pomiędzy Syrią i Izraelem, zobaczymy ośnieżony szczyt Hermonu wybijający się ponad inne, również pokryte śniegiem wzniesienia. Pomiędzy nimi, na zboczu galilejskiego pagórka, w ciszy wieczoru nic nie zagłusza wołania do Boga wznoszonego przez mniszki. Jak u psalmisty, który wołał: „Ty stworzyłeś północ i południe; Tabor i Hermon wykrzykują radośnie na cześć Twego imienia” (Ps 89,13). W Lavra Netofa wszystko przemawia. Milcząca obecność sióstr i krajobraz, biblijne historie i napięcia obecne pomiędzy mieszkającymi obok siebie ludźmi. Wszystko też zaprasza do modlitwy.•

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy