Nowy numer 25/2022 Archiwum

Na zdrowie?

Prezydent Obama podpisze wkrótce ustawę reformującą system opieki zdrowotnej USA. Ta reforma może nie wyjść Amerykanom na zdrowie.

Reforma służby zdrowia jest podstawowym punktem programu polityki wewnętrznej prezydenta Baracka Husseina Obamy, który 20 stycznia będzie obchodził pierwszą rocznicę objęcia rządów. Wszystko na to wskazuje, że prezydent zrealizuje swój plan i podpisze ustawę, a właściwie cały pakiet ustaw zmieniających gruntownie system opieki medycznej w USA. Przez cały 2009 r. reforma zdrowotna była w Stanach tematem niekończących się dyskusji. W Waszyngtonie można było zobaczyć demonstracje raz zwolenników, raz przeciwników planów Obamy. Najważniejsza, rozstrzygająca debata toczyła się w obu izbach Kongresu. Mimo że Demokraci mają większość zarówno w Izbie Reprezentantów, jak i Senacie, przegłosowanie ustawy reformującej nie poszło wcale gładko. Reforma budzi wiele nadziei, ale jeszcze więcej obaw. O poziomie emocji może świadczyć incydent podczas przemówienia prezydenta USA do połączonych izb Kongresu 9 września ubiegłego roku. Demokraci co drugie zdanie prezydenta nagradzali owacją na stojąco. Jeden z republikańskich kongresmanów nie wytrzymał i zawołał głośno w stronę prezydenta: „Kłamiesz”. Rzecz niespotykana, bo prezydent jest nie tylko szefem rządu, ale i głową państwa.

Po co te zmiany?
W przeliczeniu na osobę USA wydają na zdrowie więcej niż jakiekolwiek państwo na świecie. Budżet służby zdrowia stanowi aż 16 proc. PKB (w Europie średnio 10 proc.). Dlaczego Amerykanie chcą zmienić istniejący system? Głównie dlatego, że 15 proc. społeczeństwa, czyli ok. 45 mln Amerykanów, nie jest objętych żadnym ubezpieczeniem zdrowotnym. Od lat wydatki na zdrowie rosną w zawrotnym tempie, rosną więc też koszty ubezpieczeń. Większość ubezpieczalni (68,6 proc.) i samej służby zdrowia (90 proc.) jest w rękach prywatnych. Amerykanie w większości załatwiają ubezpieczenia zdrowotne za pośrednictwem pracodawców. Nie ma jednak jednolitego państwowego ubezpieczenia. Na rynku działa wiele różnych podmiotów. Nie ma też obowiązku ubezpieczenia zdrowotnego. Część ludzi się nie ubezpiecza, bo po prostu tego nie chce. Wśród państw rozwiniętych takie podejście jest czymś wyjątkowym, ale wynika to w jakiejś mierze z amerykańskiej mentalności.

Amerykanie uważają, że człowiek powinien sam o siebie zadbać, państwo może mu w tym pomóc, ale nie może go wyręczać ani niczego narzucać. W rękach państwa są dwa duże programy ubezpieczeń, tzw. Medicare – dla osób powyżej 65. roku życia i Medicaid – dla osób o niskich zarobkach oraz kilka mniejszych programów dla określonych grup osób. Około 26 proc. społeczeństwa ma zapewnioną opiekę zdrowotną w ramach tych publicznych opcji. Program Demokratów, forsowany osobiście przez Obamę, zakłada zwiększenie kontroli państwa nad całym systemem, co ma podnieść jego efektywność i uczynić bardziej sprawiedliwym. Każdy obywatel USA ma odtąd obowiązkowo posiadać ubezpieczenie zdrowotne. Państwo ma stworzyć dodatkowy program tzw. publicznej opcji ubezpieczenia. Deklarowanym celem jest obniżenie kosztów opieki zdrowotnej i objęcie nią wszystkich obywateli. Brzmi to pięknie, tym bardziej w ustach dobrego mówcy, jakim jest Obama. Amerykanie coraz bardziej obawiają się, że skończy się tylko na obietnicach.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama