Nowy numer 33/2019 Archiwum

Kiedy mąż pije

Kobieta, która ma męża alkoholika, cierpi bardziej niż on. Jola zna to cierpienie. Ale zna też drogę wyjścia.

Akt odwagi
– Trudno jest zmienić swoje myślenie i zachowanie. Ale powolutku zaczęłam się inaczej zachowywać. Mniej było kłótni, mniej wulgarności. Postępowałam mądrzej, zgodnie z zasadą twardej miłości. Na czym ona polega? Na tym, żeby akceptować alkoholika, ale nie akceptować jego zachowań. Pozwolić mu ponosić ich konsekwencje. Nie ukrywać tego przed światem. Jeśli wróci brudny, nie prać. Niech sam sobie wypierze. Jeśli nabałagani, coś zarzyga – sam musi posprzątać. Jeśli się awanturuje, okrada dzieci albo je molestuje – trzeba wezwać policję. I domagać się, żeby poszedł na terapię. Ja też, gdy dochodziło do awantur, wzywałam policję. To był akt odwagi, bo nie mieliśmy wtedy telefonu. Musiałam iść do sąsiadki i rozmawiać o tym przy niej. Albo gdy był pijany i wziął mi kluczyki do samochodu, musiałam iść do teściowej i stamtąd zadzwonić na policję. Nawet teraz, kiedy po latach opowiadam o tym w grupie Al-Anon albo wśród koleżanek w pracy, widzę, że patrzą na mnie jak na nienormalną. Ale to właśnie jest normalne.

Na szczęście nie zostawałam z tym wszystkim sama. Brałam udział w spotkaniach grup samopomocowych. Najgorzej jest, gdy kobieta nie ma z kim o tym porozmawiać. I to nie z byle kim. To nie może być rozmowa z dziećmi, które nie powinny być w ogóle obarczane sprawami rodziców. Nie może to też być jakieś obgadywanie męża. Chodzi o rozmowę z kimś, kto może pomóc, wesprzeć, doradzić. W końcu jednak doszło do separacji. – Nie chodziło mi o pieniądze, bo mąż dobrze zarabiał i zawsze mi je dawał. Po prostu chciałam mieć osobne życie. Nie chciałam rozwodu. Chciałam mu dać sygnał, że to już koniec. Że chce mieć z nim spokój. Że nie może już nic ode mnie wymagać. Że zarobię na siebie, a on będzie płacił na dzieci alimenty. I sąd mi te alimenty przyznał.

Przełom
Jacek kilkukrotnie był na odwykach, ale nie trzeźwiał. Przełom nastąpił, gdy pojechał na rekolekcje ewangelizacyjne. Tam otrzeźwiał. Z dnia na dzień. – Tam usłyszałem, że Bóg jest kimś innym, niż to sobie wyobrażałem. Do tego momentu był dla mnie kimś, kto notuje moje grzechy i czeka na potknięcie, żeby mnie ukarać. Z miłością w ogóle mi się nie kojarzył. Dopiero na rekolekcjach usłyszałem, że Bóg nas kocha, że ma dla nas wspaniały plan. To było dla mnie odkrywcze. Poszedłem do spowiedzi. Kapłan, też trzeźwiejący alkoholik, powiedział: „Spróbuj nie pić. Nic nie tracisz”. Dotąd chciałem nie pić, ale nie dawałem rady, bo... nie widziałem w tym sensu. Terapie (które wyglądały wtedy inaczej niż dziś) nic mi nie dawały. A tu pojawiła się nadzieja, że można żyć bez alkoholu. To był cud. Przebudzenie duchowe. Pobiegłem do Joli, żeby dała mi jeszcze jedną szansę. I ona dała mi tę szansę. To było w marcu 1995 roku. Odtąd nie piję. – Wcześniej słyszałam, że takie historie się zdarzają. I doczekałam się tego – mówi Jola, dodając, że wkrótce potem pojechała z mężem na wakacyjne rekolekcje oazy rodzin. – Tam przyjęliśmy Jezusa jako Pana i Zbawiciela. Zaczęliśmy nowe życie – mówi kobieta.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Polecamy

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL