Nowy numer 48/2020 Archiwum

Muzułmanie za chińskim murem

Los żyjących w Chinach Ujgurów jest podobny do losu Tybetańczyków. Nierówna walka o wolność, którą toczą z Chinami, również. Ale o nich świat słyszy rzadziej. Dlaczego?

Podwójny konflikt
Czołgi rozjeżdżające demonstrantów na placu Tienanmen, niemal dokładnie w chwili polskich wyborów 4 czerwca 1989 r., dały wyraźny sygnał, że wicher wolności odbija się od chińskiego muru. Dowiedziały się o tym boleśnie także mniejszości żyjące w Chinach: Tybetańczycy i mniej od nich „medialni” Ujgurzy. 6 kwietnia 1990 r. ujgurskie miasteczko Barin stało się sceną protestów przeciwko nasilającej się chińskiej kolonizacji. Po ich stłumieniu władze chińskie postanowiły – w atmosferze postępującej w całym kraju jednoczesnej liberalizacji gospodarczej i skostnienia politycznego – zadać cios dotychczasowej, przynajmniej teoretycznej swobodzie nauki języka.

W samym centrum historycznego Stambułu, koło Błękitnego Meczetu, jest restauracja ozdobiona flagą z półksiężycem i gwiazdą. Jest błękitna, a nie czerwona jak flaga Turcji. Lokal prowadzą imigranci ujgurscy z – jak mówią – Wschodniego Turkiestanu. „Nie mów o naszym kraju Sinkiang. Tak mówią Chińczycy, komuniści” – strofują. Bo ich konflikt z Pekinem jest podwójny: narodowy – tureckich Ujgurów z Chińczykami (Han) i religijny – wierzących muzułmanów z władzą wrogą wszelkiej religii. Po 11 września 2001 r. Chiny z premedytacją wykorzystały ten aspekt: odtąd przedstawiają ujarzmianie Ujgurów jako walkę z fundamentalizmem islamskim. Pomysł, sprawnie wykorzystany przez Rosję w stosunku do Czeczenów, sprawdził się i tutaj: zachodnia opinia publiczna, gotowa do masowych demonstracji w obronie buddyjskich Tybetańczyków, nie interesuje się podobnie beznadziejnym położeniem muzułmańskich Ujgurów. – No i nie mamy swojego Dalaj Lamy – powszechnie znanego, uwielbianego przez media pokojowego przywódcy przemawiającego językiem ludzi Zachodu – narzekają ujgurscy emigranci koncentrujący się w stambulskiej dzielnicy Sefaköy. Mają podobną postać. Jest nią Rebija Kadir – przewodnicząca Światowe-go Kongresu Ujgurów, żyjąca na emigracji w USA.

Co ty wiesz o Ujgurach!
Kelnerzy w ujgurskiej restauracji położyli przede mną talerze ze swoimi przysmakami: manty (maleńkie pierożki ze szczyptą baraniny zalane jogurtem przyprawionym czosnkiem i papryką) i samsa („kieszonka” z ciasta z mieloną wołowiną w środku). Pytali, co wiem o Ujgurach, i gdy zacząłem coś nudzić o geografii i liczbach, przerwali: „A Mahmud? Przecież mówisz, że jesteś turkologiem!”. No tak – może ów żyjący w XI w. encyklopedysta nie był Ujgurem, ale każde dziecko w Turcji uczy się o nim jako o Mahmudzie z Kaszgaru, dawnej stolicy kraju Ujgurów, Turkiestanu Wschodniego. Jego „Słownik języka tureckiego” – encyklopedia ówczesnej wiedzy o plemionach tureckich – jest milowym krokiem w dziejach ich cywilizacji. Do grobu Mahmuda w miejscowości Opal pod Kaszgarem pielgrzymują Ujgurowie i Turcy z całego świata, jak do narodowego pomnika i zarazem sanktuarium religijnego.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama