GN 48/2020 Archiwum

Muzułmanie za chińskim murem

Los żyjących w Chinach Ujgurów jest podobny do losu Tybetańczyków. Nierówna walka o wolność, którą toczą z Chinami, również. Ale o nich świat słyszy rzadziej. Dlaczego?

Kiedy pod koniec lat 80. myślałem o studiach na filologii tureckiej, byłem przeświadczony, iż będą one skupione na historii i literaturze Turcji. Im więcej czytałem, tym bardziej świadomy byłem istnienia wielkiego „świata tureckiego”. Należało do niego wiele republik trzęsącego się wówczas w posadach ZSRR. Mapa ludów mówiących językami tureckimi obejmowała jednak rozleglejsze tereny. Jakież było moje zdziwienie, gdy pojąłem, że także wielkie połacie zachodnich Chin zamieszkują ludzie przekazujący dzieciom i wnukom wspólną wszystkim Turkom legendę, iż pochodzą ze związku wilczycy i uciekiniera z niewoli. To Ujgurzy. A jeniec, wedle legendy, uciekał z chińskiej niewoli.

Świat Turków
Od starożytności plemiona tureckie migrowały, napędzane odwiecznym konfliktem między koczownikami i ludami osiadłymi oraz okresami głodu na stepie, który rozciągał się od bram chińskich miast po Morze Czarne. Kolejne fale ludzi stepu pędziły na Zachód, podbijały i same były asymilowane. Tylko niewielu założyło trwałe państwa. Przyjmowali religię (zwykle islam, choć są wyjątki, np. prawosławni Czuwasze w Rosji) i osiadali. Najlepiej udało się to Imperium Osmańskiemu, które nie dość, że okrzepło na trupie Bizancjum, to jeszcze samo podjęło ekspansję w Europie i w XIX w. było nazywane „chorym człowiekiem Europy”. Może i chorym, ale właśnie Europy.

Jednak większość ludów tureckich została „gdzieś po drodze” rozrzucona od Mongolii po Morze Śródziemne. Ich tereny kurczyły się, gdy świat koczowników ostatecznie uległ systematycznemu osadnictwu nowo-czesnych państw i ich sztywno wyznaczonych granic. Rosja, Chiny i Persja do końca XIX w. podzieliły między siebie „świat Turków”. Gdy rysował się monolit Związku Sowieckiego, patrzyłem z sympatią, jak emancypują się kolejne państwa tureckie: Azerbejdżan, Turkmenistan, Uzbekistan, Kirgistan i Kazachstan.

Islam – nieoparty na typowej strukturze „kościelnej” – był wyjątkowo trudny do skruszenia przez komunizm. Jednocześnie odradzające się więzi z sekularną Turcją dawały nadzieję na umiarkowany charakter renesansu muzułmańskich Turków. Słuchając Jelcyna, mówiącego autonomicznym regionom Rosji, by wzięły „tyle władzy, ile mogą unieść”, o jakiejś formie niezależności przemyśliwały nawet leżące w sercu terytorium rosyjskiego Tatarstan i Baszkiria. Ale co innego Rosja, a co innego Chiny.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama