Nowy numer 2/2021 Archiwum

In vitro czy napro technologia?

– Naprotechnologia to pseudonauka – twierdzi pionier metody in vitro w Polsce prof. Marian Szamatowicz. Jeśli tak, to jakim cudem ta „pseudonauka” skutecznie pomogła w poczęciu dziecka 30 proc. par, które wcześniej bezskutecznie skorzystały z metody in vitro?

In vitro idzie na skróty
Przyjrzyjmy się jeszcze zarzutowi, że naprotechnologia nie wnosi niczego oryginalnego do diagnostyki i leczenia niepłodności. Z tezą tą polemizuje dr Maciej Barczentewicz, lekarz z Lublina, który planuje uruchomienie w tym mieście placówki wykorzystującej naprotechnologię. Według cytowanej przez niego pracy naukowej (Gomel V., Salpingostomy by microsurgery), odsetek pacjentek, które przeszły klasyczne leczenie operacyjne niedrożności jajowodów i zaszły w ciążę, wynosi 29 proc. Ten sam wskaźnik ciąż w przypadku leczenia przy pomocy metod chirurgii, rozwiniętych przez twórcę naprotechnologii prof. Hilgersa, sięga 58 proc. Gdyby w ten sam sposób badać skuteczność chirurgicznego leczenia endometriozy (występowania błony śluzowej macicy poza jamą macicy), to klasyczne metody chirurgiczne dają skuteczność na poziomie 53,9 proc., zaś leczenie chirurgiczne w założonym przez prof. Hilgersa Instytucie Papieża Pawła VI pozwoliło na zajście w ciążę 78 proc. pacjentek. Zwolennicy in vitro używają czasem argumentu, że zapłodnienia używa się, gdy już wszystkie inne środki zawiodą. – Założę się, że tak nie jest – mówi ginekolog prof. Bogdan Chazan. Dodaje, że zdaniem praktyków in vitro, dłuższa obserwacja cyklu kobiety jest zbyt czasochłonna. Uważają, że wystarczą badania ultrasonograficzne i hormonalne. – Idą na skróty – podsumowuje prof. Chazan, dodając, że lekarze ci kwalifikują pary do in vitro, zanim wykorzystają wszystkie możliwości diagnostyczne.

Dajcie pieniądze na in vitro!
Taka praktyka zyskała nawet poparcie ekspertów Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego. W specjalistycznym piśmie „Ginekologia po Dyplomie” ze stycznia ubiegłego roku piszą oni, że „w diagnostyce przyczyn niepłodności medycyna rozrodu posługuje się wieloma narzędziami, wśród których najistotniejszymi są: prawidłowo zebrany wywiad chorobowy, badanie nasienia, ocena stanu anatomicznego narządów płciowych kobiety (endoskopia, ultrasonografia) i badania hormonalne”. Jak więc widać, obserwacja cyklu kobiety nie należy, według nich, do najistotniejszych narzędzi diagnostycznych. Zresztą – jak podkreślają otwarcie – „badanie przyczyn niepłodności nie prowadzi do osiągnięcia podstawowego celu, jakim jest urodzenie zdrowego dziecka. Główny wysiłek, w tym przede wszystkim środki finansowe, powinny zostać przeznaczone na leczenie”. A za jedną z metod leczenia uważają oni in vitro, które powinno być – ich zdaniem – refundowane (w domyśle: przez Narodowy Fundusz Zdrowia). Nazywając rzecz po imieniu, profesorowie z PTG uważają, że zamiast wydawać pieniądze na staranniejsze szukanie przyczyn niepłodności i ich leczenie, lepiej wydać je na produkcję dziecka in vitro. I niech zapłaci za to NFZ. (Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że niektórzy z podpisanych pod omawianym dokumentem prowadzą ośrodki zajmujące się in vitro). Aspekt finansowy tej sprawy jest oczywiście ważny. Ale jeszcze bardziej razi brutalna szczerość ekspertów PTG, gdy piszą: „w postępowaniu terapeutycznym zdrowe dziecko zabrane do domu stanowi jedyne prawdziwe kryterium jego zasadności”. Czyli: cel uświęca środki. Czyli: liczy się tylko dziecko szczęśliwie urodzone, a te które „przy okazji” zostały skazane na śmierć albo zamrożone – już nie. Liczy się szczęście rodziców, ale nie liczy się szczęście ich dzieci, a w każdym razie nie wszystkich spośród ich dzieci.

Pomogła naprotechnologia
Wróćmy jednak do naprotechnologii. Okazuje się, że może ona pomóc także tym, którzy bezskutecznie korzystali z in vitro. Dane na ten temat zostały opublikowane w czasopiśmie „Journal of American Board Family Medicine” z w4 września ubiegłego roku. Artykuł był recenzowany, czyli analizowany pod względem naukowym jeszcze przed publikacją. Jednym z jego czterech autorów był dr Phil Boyle, najbardziej znany europejski lekarz, stosujący naprotechnologię. Tekst przedstawia efekty leczenia niepłodności metodą naprotechnologii w jego ośrodku w irlandzkim Galway. W ciągu 5 lat zgłosiło się tam 1239 par małżeńskich, cierpiących z powodu niepłodności. Średni wiek kobiet wynosił 35,8 lat, średnia długość trwania niepłodności 5,6 roku. 33 proc. korzystało wcześniej z in vitro. Wskaźnik ciąż uzyskanych dzięki pomocy irlandzkich specjalistów wyniósł aż 52 proc. (Dla przypomnienia: skuteczność in vitro to około 27 proc.). Ale jeszcze ciekawsza jest informacja, że lekarze zajmujący się naprotechnologią skutecznie pomogli aż 30 proc. par, które wcześniej bezskutecznie korzystały z in vitro.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama