Nowy numer 49/2020 Archiwum

Generał wśród królów

Trzeci już pogrzeb czeka w najbliższą środę Władysława Sikorskiego. Jego szczątki, ubrane w nowy mundur generalski, spoczną po raz drugi na Wawelu, między królami Polski. Generał jest jednak jedynym spośród leżących tu polskich przywódców, który prawdopodobnie został zamordowany.

Według oficjalnej wersji, generał zginął w katastrofie lotniczej, 16 sekund po starcie z lotniska w Gibraltarze. Jednak przy wyjaśnianiu okoliczności tej śmierci Brytyjczycy dokonali wielu matactw. Istnieją powody do przypuszczeń, że ktoś zabił polskiego generała, zanim jeszcze jego samolot pogrążył się w morskich falach u stóp Gibraltarskiej Skały. Prawdy zapewne można się doszukać w brytyjskich archiwach. Brytyjczycy nie chcą ich jednak ujawnić. Być może dlatego, że nie mają w tej sprawie czystych rąk. Instytut Pamięci Narodowej ma nadzieję, że coś wyjaśnią obecna ekshumacja i dokładne zbadanie szczątków generała. Kim był jednak ten człowiek? Dlaczego generał dostąpił zaszczytu pochowania w najważniejszej polskiej nekropolii, w słynnej romańskiej krypcie św. Leonarda na Wawelu?

Inżynier z karabinem
Władysław urodził się w 1881 roku w wiosce Tuszów Narodowy pod Mielcem. Z wykształcenia był... inżynierem budownictwa wodnego. W 1908 roku skończył lwowską Politechnikę. Ale już w czasie studiów działał w tajnych polskich organizacjach. Razem z przyjaciółmi snuł plany następnego powstania narodowego. A ponieważ po rocznej służbie wojskowej w armii austriackiej Władysław dostał stopień podporucznika rezerwy, dawał swoim kolegom szkolenia z wojskowej taktyki. Wśród tych kolegów byli późniejsi generałowie Kazimierz Sosnkowski i Marian Kukiel. Spotykali się w ramach tajnych „kółek milicyjnych”. Sikorski zakładał z nimi tajny Związek Walki Czynnej i już legalnie działający Związek Strzelecki. A po wybuchu I wojny światowej razem zaangażowali się w tworzenie legionów. Wtedy Sikorski wierzył w gwiazdę Józefa Piłsudskiego. Ściśle z Komendantem współpracował już od swoich czasów studenckich. Jednak w czasie I wojny światowej polityczne drogi obu panów zaczęły się rozchodzić. Może było w tym też trochę rywalizacji i ambicji? Skończyło się tak, że pod koniec lat 20. Sikorski i Piłsudski serdecznie się już nie znosili.

Wódz znad Wkry
Wcześniej jednak, mimo różnic, współpracowali. Sikorski błysnął wojskowym talentem w czasie walk z Ukraińcami i Sowietami. „Doskonały bojowy dowódca dywizji, pełen energii, inicjatywy” – oceniał go jego przełożony, generał Stanisław Szeptycki. W 1920 roku masy sowieckich żołnierzy dotarły do serca Polski. Ich dowódcy chcieli przekroczyć Wisłę na północ od Warszawy i podejść do stolicy od zachodu. Na drodze stanęła im jednak 5. Armia Wojska Polskiego pod dowództwem Sikorskiego. Tym starciem generał wszedł do wielkiej historii. Piłsudski wydał wtedy Sikorskiemu rozkaz uderzenia na Sowietów znad rzeki Wkry. A Sikorski wywiązał się z tego zadania po mistrzowsku. 15 sierpnia 1920 roku jego 5. Armia runęła na zaskoczonych bolszewików, którzy za bardzo rozciągnęli swoje linie. W Ciechanowie oddziały Sikorskiego dopadły sztab sowieckiej 4. Armii i zniszczyły jej radiostację. Sowieci na tym odcinku zupełnie stracili łączność. Samochody pancerne marki Ford, którymi dysponowała 5. Armia, dzięki cichej pracy silników przemykały między oddziałami bolszewików, a potem z karabinów maszynowych niszczyły ich tabory i stanowiska łączności.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama