Nowy numer 2/2021 Archiwum

Kobieta, że aż strach

Bezczelnie podawała się za Niemkę albo kryła się w tendrze parowozu. Przekradała się przez ośnieżone przełęcze Pirenejów i skakała w nocy ze spadochronem. Kurierka AK Elżbieta Zawacka ma dziś 99 lat.

Ruda w kapeluszu
Niemcy wkrótce wydali za Elą list gończy. Dziewczyna przemykała się więc po stolicy w kapeluszu i ufarbowana na rudo. – Nawet znajomi mnie nie poznawali – wspominała później. AK wysłało wtedy Elżbietę do Londynu jako emisariuszkę. Emisariusz to funkcja zaszczytna, ale strasznie ryzykowna. Zwykły żołnierz miał wiedzieć jak najmniej na wypadek wsypy. Jednak emisariusz musiał wiedzieć o podziemiu jak najwięcej, żeby przekazać to polskiemu rządowi w Londynie. Elżbieta wykuła na pamięć setki szczegółowych informacji. Poznała wszystkie drogi kurierskiej łączności z zagranicą. A w końcu ruszyła do Londynu. Wiozła też mikrofilmy, sprytnie schowane w rozkręcanym trzonku klucza do drzwi.
– We Francji schowała się w tendrze parowozu. Czyli w wielkim, otwartym od góry zbiorniku na wodę – mówi Dorota Zawacka-Wakarecy. – Ciocia opowiadała, że leżała tam nad wodą na desce. I że było trudne, żeby wchodząc tam, nie usmarować sobie płaszcza – dodaje. Przez pirenejskie, ośnieżone przełęcze „Zo” doszła do Andory, a potem do Hiszpanii.

Czy pani generał umie w sobie wyłączyć strach? – pytam jej przyjaciół. Oni jednak kręcą głowami. Okazuje się, że Elżbieta bała się. I że w tym strachu widać było jej kobiecość. Bo bała się innych rzeczy, niż boją się mężczyźni. – Obawiała się na przykład rozszarpania przez psy. W Pirenejach drżała, żeby nie dopadła jej obława z psami – mówią. Ela czuła też lęk na myśl, że w razie wpadki gestapowcy na przesłuchiwaniu mogą szczuć ją psami. – Często się zapomina, ile dziewcząt zostało rozszarpanych przez psy na gestapo – dodaje Anna Rojewska z Fundacji Archiwum Pomorskie AK.

Nocny skok
Z Hiszpanii dotarła do brytyjskiego Gibraltaru. I okrętem do Londynu. Przekazała rządowi m.in. prośbę AK o prawne uregulowanie statusu kobiet żołnierzy. Rząd londyński z oporami, ale jednak to zrobił. Dlatego po powstaniu warszawskim Niemcy nie rozstrzeliwali dziewczyn żołnierzy. Traktowali je jako jeńców wojennych. W Londynie „Zo” mówiła o potrzebach AK ministrom i gen. Sikorskiemu. Ale generał zamiast słuchać jej uważnie, przez większość spotkania sam się skarżył, jakie kłody rzucają mu pod nogi przeciwnicy. – Oni nie byli wcale tak zainteresowani tym, co się w Polsce działo. Służyli Polsce, ale kraju nie rozumieli – oceniała Elżbieta po latach w filmie „Miałam ciekawe życie”. – Żyli w Londynie prywatnym życiem, mieli swoje kawki, swoje śniadanka, wszystko, a myśmy w Polsce nie mieli nic – wspominała.

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama