Nowy numer 48/2020 Archiwum

Życzę sobie umrzeć

We Włoszech tylnymi drzwiami próbuje się zalegalizować eutanazję. Trwa spór o legalną śmierć głodową i prawo do tzw. godnego umierania.

W dyskusji nie pada słowo „eutanazja”. Mówi się o „testamencie biologicznym”, w którym każdy będzie mógł zapisać, że nie zgadza się, by odżywiano go przez sondę lub podłączono do respiratora.

Czym grozi „testament biologiczny”
We Włoszech jest obecnie ponad 2 tys. osób w stanie wegetatywnym. Giuseppe Englaro od 10 lat walczy o odłączenie córki od respiratora i sondy. Eluana od 16 lat jest w stanie śpiączki. W lipcu sąd apelacyjny przyznał rację ojcu. Jednak kwestionując nieodwracalność stanu Eluany, Prokuratura Generalna zaskarżyła tę decyzję do sądu kasacyjnego. Wykonanie wyroku wstrzymano. Dyrektor ośrodka, w którym przebywa Eluana, Carlo Lucchino tłumaczył, że „personel medyczny nie może przerwać sztucznego odżywiania i oddychania Eluany, bo byłoby to sprzeczne z jego obowiązkami”. A gubernator Lombardii Roberto Formigioni stwierdził, że nie pozwala na to kodeks deontologiczny. Fala krytyki dosięgła lekarzy, którzy nie chcieli wykonać wyroku sądu, bo są od leczenia, a nie od zabijania pacjentów. Gdyby 16 lat temu Eluana – w pełni sił i świadomości – napisała „testament biologiczny”, w którym stwierdziłaby, że nie chce być podtrzymywana przy życiu przez respirator i sondę, dziś mogłaby już nie żyć. Na razie jednak włoskie prawo nie uznaje „testamentów biologicznych”. Presja jest jednak ogromna. Włoscy parlamentarzyści dziesięciokrotnie występowali z inicjatywą ustawodawczą zmierzającą do dopuszczenia takiego testamentu i rozstrzygnięcia, kto i kiedy ma prawo wydać decyzję o wyłączeniu aparatury podtrzymującej życie. Żadna z propozycji nie uzyskała wymaganej większości. Ostatnio jednak Sąd Kasacyjny w Rzymie pośrednio uprawomocnił „testament biologiczny”.

Zamaskowana eutanazja
Mirco G. jest Świadkiem Jehowy. Z motywów religijnych nie zgadza się na transfuzję krwi, nawet w sytuacji zagrożenia życia. Zawsze nosi przy sobie kartkę z napisem: „Żadnej krwi”. Miał ją przy sobie także w 1990 r., kiedy w wyniku wypadku stracił przytomność. Lekarze przeprowadzili jednak transfuzję, ale podczas zabiegu Mirco nabawił się wirusowego zapalenia wątroby.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama