Nowy Numer 26/2019 Archiwum

Sushi vs pierogi

Rosną jak grzyby mun po deszczu. Na prowincji i w wielkich miastach. Moda to, orientalny lansik czy umiłowanie kwaśnego ryżu i kwasów omega 3 w surowej rybie?

Blech! Śniegowe błoto pod nogami, zimno i źle. Początek grudnia w pełnej krasie. Na dość prowincjonalnej uliczce w Otwocku (złośliwi twierdzą, że tu same takie), między jedną ciuchownią, drugą a trzecią, jakimś cudem uchowała się oaza młodych intelektualistów – księgarnia dla dzieci. A vis-à-vis kolejne dziwo: napis Sushi&pierogi.; Ludzie przeskakują kałuże i podejrzliwie zerkają na knajpiane drzwi. Jedni – z japońską tajemniczą miną mrużą oczy. Inni – po sarmacku, jakby przegryzając pieroga z mięsem, ruszają wąsem: może jeszcze ktoś wynajdzie grochówę o smaku tiramisu?

Miska oświaty
Anna Skorupska mieszka w Otwocku już 10 lat. I polubiła ten swoisto-błotny folkor, szarawy koloryt miejsca, gdzieniegdzie przeplatany starymi sosnami. Dawno temu polubiła też pierogi i socjologię. Pierogi lepiła, socjologię skończyła. I przez wiele lat jako pani specjalistka od ludzkich gustów – pracowała. Kilka lat temu poczuła jednak, że się wypaliła zawodowo. Bywa. A że zawsze czuła również, że pichcenie to jej druga natura, to o własnej knajpce pomyślała. O takiej wyjątkowej, z duchem (czasu i miejsca) i klimatem. – Ale żeby tak profesjonalnie i poważnie to wyglądało, zrobiłam badania, czego otwocczanie najbardziej potrzebują – opowiada Anna. – Jakoś specjalnie mnie nie zaskoczyło, że chcą… pierogów. I najlepiej z okrasą. Myślę sobie: dobra nasza. Ale moja wspólniczka – taka bardziej modna i cywilizowana – dodała, że do tych pierogów pasować będzie… sushi.

I zaczęły się kobiety uczyć. Kaganek (japońską miskę raczej) orientalnej oświaty niósł im prawdziwy sushi-master. Taki specjalista od ryby surowej, ryżu, pałeczek i wszelkich dodatków. Bo chociaż wbrew pozorom polepić kawałki ryby z lepkim ryżem i płachetką wodorostów trudno nie jest, to żeby zrobić to DOSKONALE, nauki i cierpliwości potrzeba. Więc sushi-master majstrował przy rybie, ryżu, warzywach, wodorostach, sosach. A wspólniczki dzielnie naśladowały. A że pojętne były, szybko tajniki japońskiej sztuki zgłębiły i własne menu stworzyły. I tak obok „miksa pierogów z okrasą”, można u nich zamówić futomaki, hosamaki i wasabi nori maki. A napić się można i swojskiej herbaty z cytryną na grudniowe rozgrzanie, i ryżowej z przedziwnym, lekko skrobiowym posmakiem. Na japońskie poznanie, rzecz jasna. – Najpierw większość klientów zamawiała pierogi. Po dwóch latach działalności, powolutku, powolutku, próbują sushi, i… smakuje im – mówi pani Ania i zaczyna sushione (choć świeże) polsko-dalekowschodnie czary.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji