Nowy numer 09/2024 Archiwum

Zaciemnienie

Ciemność ogarnęła ostatnio kilkaset tysięcy, a może nawet milion polskich mieszkań. Silny wiatr i niewielki śnieg zrywały linie energetyczne i łamały słupy. Straty szacuje się na wiele milionów złotych. Czy w XXI wieku naprawdę jesteśmy na to skazani?

Odpowiedź brzmi – tak. Pogoda zawsze będzie górą i nie ma żadnego sposobu, żeby się przed ekstremami za oknem obronić. W Polskich warunkach sprawa jest jednak bardziej złożona. Mamy bowiem przestarzałe elektrownie (z których część w ogóle nie powinna pracować), poważne braki w połączeniach energetycznych, a tam, gdzie sieć jest, powinna już dawno być połatana i wymieniona. W takich warunkach nie trzeba ekstremalnej pogody, by poważnie zakłócić dostawy prądu.

Bezpieczny Śląsk
Z dużych aglomeracji w Polsce bezpieczny pod względem dostaw prądu jest właściwie tylko Śląsk. W takich miastach, jak: Kraków, Wrocław, Warszawa, Poznań, Trójmiasto, Szczecin, zagrożenie wyłączeniem prądu jest naprawdę spore. Cały północno-wschodni skrawek kraju jest poważnie zagrożony w całości. Tam praktycznie w ogóle nie ma linii wysokiego (do 220 kV) i najwyższego (400 kV) napięcia. Eksperci od lat biją na alarm, ale w zasadzie to niczego nie zmienia. Bo problem budowy nowych połączeń czy przebudowy czy konserwacji starych nie leży tylko w pieniądzach, ale przede wszystkim w prawie i procedurach.

Podobnie zresztą jak problem budowy autostrad. Eksperci z państwowej firmy PSE Operator, zajmującej się przesyłem prądu, wyliczają, że budowa kilometra linii przesyłowej to koszt około 4 mln złotych. To w przypadku, gdy linia ma przechodzić przez tereny niezabudowane. Na terenach miejskich koszt wzrasta do 6 mln złotych. Rzecznik PSE Operator Dariusz Chomka twierdzi, że aż połowa tej kwoty to koszty pozyskania terenu. A z tym jest naprawdę duży problem. Właściciele dwóch działek w okolicach Trójmiasta zablokowali na cztery lata budowę 700-metrowego odcinka linii przesyłowej. Nie zgodzili się na ustawienie jednego słupa. Ośmiokilometrowy odcinek linii przesyłowej w okolicach Elektrowni Łagisza powstawał przez 3 lata, bo z 355 działek, nad którymi przechodził, właściciele trzech nie zgodzili się na zaproponowane odszkodowania. Gdy w końcu sądownie spór został załatwiony, inwestycję dokończono w trzy miesiące. Przykłady można mnożyć.

Nadchodzą kłopoty
Kilka tygodni temu Najwyższa Izba Kontroli (NIK) opublikowała raport, z którego wynika, że w remontach czy budowie nowych linii najbardziej przeszkadzają procedury biurokratyczne. Pieniędzy mogłoby być więcej, ale to nie one stanowią główne źródło przyszłych kłopotów. A o tym, że kłopoty nadchodzą, kontrolerzy NIK są przekonani. NIK twierdzi, że sytuacja jest tak dramatyczna, że spółki elektroenergetyczne mogą mieć problemy z zapewnieniem ciągłości i niezawodności dostaw prądu.

Dostępna jest część treści. Chcesz więcej? Zaloguj się i rozpocznij subskrypcję.
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy