Nowy numer 48/2022 Archiwum

Ciężko wywalczone zwycięstwo Polek! Są szanse na ćwierćfinał mistrzostw świata

Polska wygrała w Łodzi z Kanadą 3:2 w meczu siatkarskich mistrzostw świata kobiet. To był prawdziwy dreszczowiec, ale ostatecznie Polki zachowały szanse na awans do ćwierćfinału.

Pierwszego seta Polska wygrała głównie blokiem. Na początku Kanadyjki dość łatwo dobijały się piłką do pomarańczowego (zwłaszcza Hilary Howe), prowadziły, ale potem Polki zagrały znakomicie w obronie (Kamila Witkowska w bloku!). Do tego dwa asy serwisowe i mniej więcej w połowie seta było już 16:10 dla Polski. Nie bez kłopotów, ale udało się dowieźć tę przewagę do końca tej partii, która zakończyła się wynikiem 25:18.

W drugim secie zdarzały się Polkom dobre bloki, ale znacznie więcej było błędów własnych. Trener Stefano Lavarini apelował do Biało-Czerwonych o zachowanie koncentracji, ale na nic się to nie zdało. Kanadyjki prowadziły przez całą tę partię i wygrały ją pewnie - do 19.

Trzeci set wyglądał podobnie jak drugi - a nawet gorzej. Lavarini rotował składem - nadaremnie. Kanadyjki wygrały tę partię zdecydowanie - do 16. Im wychodziło wszystko, Polkom - niewiele.

Żeby liczyć się w walce o ćwierćfinał Polki musiały wygrać w meczu z Kanada co najmniej dwa sety, dające jeden punkt. Czwartego seta nasze dziewczyny grały więc z nożem na gardle. Dobrze weszły w tę partię, prowadziły, ich gra wreszcie zaczęła się układać. Po dwóch setach męczarni miło było wreszcie popatrzeć na Polki grające z przewagą czterech, pięciu punktów. Potem jednak Kanadyjki podciągnęły wynik. Zrobiło się strasznie nerwowo po polskiej stronie siatki. Kanadyjki doprowadziły do remisu przy stanie 23:23. Na szczęście kolejne dwa punkty padły łupem Polek - ostatni po błędzie dotknięcia siatki przez Emily Maglio, która bez bloku przebijała piłkę na polską stronę!

Na początku tie-breaka znów świetnie zafunkcjonował polski blok. Było 5:1, potem 6:2 i 10:4. I znów wielka była w tym zasługa Kamili Witkowskiej. Niesione dopingiem i kolejnymi zdobytymi punktami Polki wygrał tie-breaka do 5 i cały mecz 3:2!

Jutro Polki będą prowadziły korespondencyjną walkę o miejsce w ćwierćfinałach mistrzostw świata. Nasze dziewczyny zagrają z pozbawionymi już szans na awans Niemkami, prowadzonymi przez - uwaga! - Vitala Heynena (godz. 20.30), zaś Dominikana zmierzy się z Kanadą. Poza zasięgiem są już reprezentacje Serbii, USA i Turcji.

Po meczu powiedzieli:

Stefano Lavarini (trener reprezentacji Polski): "W takich meczach zawsze najważniejsze jest zwycięstwo. Dziś czuję jednak, że to nie był pojedynek jeden na jednego, tylko dwóch na dwóch. Nam pomagała fantastyczna publiczność i dlatego było nas dwóch, ale jednocześnie walczyliśmy ze świetnie grającą Kanadą i sami z sobą. W wielu chwilach nie byliśmy sobą, brakowało nam przede wszystkim pewności siebie. Chyba po wygranej z USA (3:0) zabrakło nam właściwego balansu, bo wszyscy mówili już o meczu z Niemcami, zapominając, że wcześniej czeka nas trudne starcie z Kanadą. Przestrzegałem przed tym wczoraj zawodniczki, że to będzie tak samo ważny i ciężki dla nas pojedynek. To dla nas nauka, tak samo jak ten bardzo wyrównany mecz jest dobrym doświadczeniem. W końcu zwycięstwo dało nam możliwość zagrania jutro o ćwierćfinał".

Zuzanna Górecka (przyjmująca reprezentacji Polski): "To był mecz z piekła do nieba. Najważniejsze, że wygraliśmy, bo to było niezwykle istotne. Wiedziałyśmy, że to będzie trudny pojedynek, trudniejszy niż ze Stanami Zjednoczonymi i tak właśnie było. Nasza gra nie zachwycała, ale wygrałyśmy. Od drugiego seta Kanadyjki się rozkręciły, a my w tym im bardzo pomogłyśmy. Popełniłyśmy masę błędów. Po prostu wyciągnęłyśmy do nich rękę, a one nam odjechały. Ciężko było nam wrócić do swojego rytmu. Takie mecze też się jednak zdarzają i najważniejsze, że udało nam się odwrócić losy. Cieszę się, że takie spotkanie zdarzyło się teraz, a nie późnej".

Olivia Różański (przyjmująca reprezentacji Polski): "Spodziewałyśmy się, że będzie to dla nas bardzo ciężki mecz. Kanada walczyła o to samo co my i prezentuje bardzo dobry poziom. Spotkanie zaczęłyśmy bardzo dobrze, wygrałyśmy seta, ale potem nasza gra się popsuła i popełniałybyśmy coraz więcej błędów. Najważniejsze, że udało nam się wrócić i ten mecz wygraliśmy całym zespołem. Ja też mogłam dziś liczyć na koleżanki, które weszły i pomogły zespołowi. Kluczowy był czwarty set, on nas obudował i pozwolił wygrać w tie-breaku".

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama