Nowy numer 14/2020 Archiwum

Czy istnieje powszedni wakacyjny dzień?

O to, żebyśmy mieli powody do radości latem, dbają organizatorzy wciąż rosnącej ilości imprez wszelakich

I ja tam byłem, miód i wino piłem… Tak chciałoby się napisać po weselu, na którym nie tylko byłem, ale i tańcowałem z pewną czytelniczką GN. Niestety, miodu nie podano, może dlatego że – jak się dowiedziałem podczas Święta Miodu, celebrowanego w chorzowskim skansenie – w tym roku w ogóle z miodem jest kiepsko, pszczoły nie miały dobrej wiosny i nie zebrały dostatecznej ilości nektaru. Na szczęście podano do wiadomości, że może jesienią będzie więcej miodu. Niedawno miód kurpiowski został zarejestrowany jako podlegający unijnej ochronie, tak więc serdecznie uprasza się P.T. pszczoły, żeby dostarczały regularnie produkt chroniony przez UE. O to, żebyśmy mieli powody do radości latem, dbają organizatorzy wciąż rosnącej ilości imprez wszelakich.

W Polsce można podczas lata urządzić prawdziwy rajd szlakiem gastronomicznym: jest święto kaszy, dzień grilla, godzina zupy pomidorowej. Mam nadzieję, że grzyby również kwalifikują się do osobnego wyróżnienia, nie mówiąc już o oscypkach, kwaśnicy, jabłkach, śliwkach (i wytworach z tychże) czy redykołce (sam nie wiem, co to jest, ale brzmi wystarczająco tajemniczo, żeby ją w tym spisie zacytować, zwłaszcza że też chlubi się chronioną nazwą pochodzenia). Oprócz wycieczek gastronomicznych szlakiem polskich specjałów regionalnych, w tym roku można z czystym sumieniem polecić wyprawy od imprezy do imprezy, bo tych z każdym rokiem przybywa. Niektóre terminy trzeba znacznie wcześniej rezerwować, bo wkrótce może zabraknąć kalendarza.

Polska krajem świętowania, mógłby brzmieć slogan reklamujący naszą ojczyznę. Mógłby, ale nie brzmi, bo ta cecha nie wyróżnia nijak naszego kraju: wszędzie jest podobnie. Wszędzie widzimy takie same imprezy, można by powiedzieć postępuje „macdonaldyzacja” świata rozrywek (nawiasem mówiąc, nie powinniśmy tak ostro potępiać McDonalda: podróżnicy przemierzający Chiny, narażeni na ekscesy kuchni, z ulgą widzą znaną markę, bo wreszcie będą mogli zjeść coś znanego). Dochodzą jeszcze pączkujące rocznice bitew, nierozerwalnie związane z inscenizacjami. Ta pod Grunwaldem może być przykładem. Dowiedziałem się, że istnieje funkcja „pojki”, tj. białogłowy pojącej spragnionego rycerza (i to za darmo). Na pytanie „a czym się różni pojka od markietanki?”, ta pierwsza odrzekła: „zakresem usług”. Dokąd zmierzamy? W Ameryce kiedyś była miejscowość, która niczym nie mogła przyciągnąć turystów. Gdy tylko wystawili przy drodze tablicę o tym informującą, zaraz rzucili się ludzie, pragnąc na własne oczy ujrzeć miejsce, w którym nic nie ma.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji