Nowy numer 32/2022 Archiwum

Tchnął w filmy duszę

„Nie umiem oceniać własnych utworów, dlatego moja żona zawsze pierwsza ich słucha” – mówi Ennio Morricone w opowiadającym o nim filmie.

Morricone nie doczekał premiery wspaniałego dokumentu Giuseppe Tornatorego, twórcy oscarowego „Cinema Paradiso”. Muzyk zmarł w 2020 roku, gdy trwał montaż filmu, nagrodzonego rok później kilkuminutową owacją podczas pokazu na festiwalu w Wenecji. Owacja była jak najbardziej zasłużona – nie sposób znaleźć w historii współczesnego kina biograficznego inny dokument, od którego tak trudno się oderwać. Dodajmy, że film jest dość długi, trwa prawie dwie i pół godziny. To dynamiczny, niepozbawiony humoru obraz, na który złożyły się wypowiedzi reżyserów, producentów i ludzi dobrze znających kompozytora przeplatane scenami z filmów, do których stworzył ścieżkę muzyczną, a także fragmentami koncertów z jego udziałem, również w roli dyrygenta. Oglądając film, mamy niezwykłą okazję posłuchać obszernych wypowiedzi nieżyjącego już artysty na temat swojej twórczości.

„Ennio” Tornatorego jest biografią artystyczną, poświęconą przede wszystkim twórczości artysty, a nie tradycyjną biografią pełną sensacyjnych wątków. Reżyserowi udało się namówić Morricone, który napisał muzykę do kilku jego filmów, do występu przed kamerą, od lat bowiem mężczyźni się przyjaźnili. Hans Zimmer, dwukrotny zdobywca Oscara, zauważył, że wiele osób rozpoznaje muzykę Morricone, słysząc pierwsze dźwięki jego kompozycji. Muzyk niechętnie udzielał wywiadów. Był, jak wspomina jeden z reżyserów, skryty i wierzący, wielokrotnie podkreśla ogromną rolę żony Morricone – Marii, zarówno w życiu osobistym, jak i w twórczości artysty. Była pierwszym krytykiem jego kompozycji. „Nie umiem oceniać własnych utworów, dlatego moja żona zawsze pierwsza ich słuchała” – mówi Morricone w filmie.

Napisz ładną piosenkę

Wspominając początki swojej kariery, kompozytor wyznaje, że zawdzięcza ją surowemu ojcu. „Nie wiedziałem, że muzyka będzie moim przeznaczeniem. Chciałem być lekarzem, ale ojciec zdecydował, że będę trębaczem. Miałem pięć lat, kiedy ojciec pokazał mi klucz wiolinowy (…). Lubiłem słuchać opery »Wolny strzelec«, więc pisałem muzykę na dwa rogi. Takie różne niepotrzebne rzeczy. Gdy miałem dziesięć lat, wszystko to podarłem”. I dodaje, że ojciec, który był trębaczem w orkiestrze wojskowej, chciał, by syn poszedł w jego ślady. A ponieważ był oszczędny, kupił mu trąbkę, niestety używaną. Z czasem Ennio przestał kochać ten instrument, co więcej, egzamin w szkole muzycznej z trąbki nie poszedł mu najlepiej. Złożyły się na to okoliczności życiowe, o których opowiada przed kamerą i które zmusiły go do dalszej gry na tym instrumencie.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Dziennikarz działu „Kultura”

W latach 1991 – 2004 prezes Śląskiego Towarzystwa Filmowego, współorganizator wielu przeglądów i imprez filmowych, współautor bestsellerowej Światowej Encyklopedii Filmu Religijnego wydanej przez wydawnictwo Biały Kruk. Jego obszar specjalizacji to film, szeroko pojęta kultura, historia, tematyka społeczno-polityczna.

Kontakt:
edward.kabiesz@gosc.pl
Więcej artykułów Edwarda Kabiesza

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się