Nowy numer 49/2022 Archiwum

Dobra inwestycja

Decyzja o zakupie obligacji skarbowych przez premiera przyczyniła się do wzrostu zainteresowania Polaków tym instrumentem finansowym. To pozytywne zjawisko.

Opublikowane pod koniec maja oświadczenie majątkowe Mateusza Morawieckiego wywołało falę komentarzy. Okazało się, że szef rządu posiada obligacje skarbowe o wartości ponad 4,6 mln zł. Zakupił je w grudniu 2021 r. Nie brakowało głosów, że już wtedy musiał przewidywać utrwalenie się inflacji, ale nie poinformował o tym opinii publicznej. – W tym czasie inflacja wynosiła ok. 7–8 proc. i wielu analityków uważało, że wkrótce będzie jeszcze wyższa. Profesor Adam Glapiński wciąż jednak uspokajał, że zjawisko to ma jedynie charakter przejściowy. Decyzja o zakupie obligacji pokazuje, że premier nie zgadzał się z opinią prezesa NBP i postanowił chronić swoje oszczędności. Szkoda, że nie powiedział tego na głos – mówi „Gościowi” dr Jarosław Klepacki z Katedry Finansów i Rachunkowości UW.

Bezpieczny sposób

Obligacje skarbowe są dłużnymi papierami wartościowymi emitowanymi przez Ministerstwo Finansów. Decydując się na ich zakup, przekazujemy swoje środki państwu, a gdy przychodzi czas wykupu, otrzymujemy je z powrotem. Jeszcze w czasie trwania inwestycji dostajemy należne nam odsetki. Częstotliwość wypłat jest uzależniona od wybranego produktu. W ofercie znajdują się m. in. obligacje trzymiesięczne, roczne, dwuletnie i trzyletnie. W obecnej sytuacji najlepszym wyborem wydają się jednak obligacje czteroletnie i dziesięcioletnie, które są indeksowane inflacją. Oznacza to, że ich oprocentowanie jest powiązane z tempem wzrostu poziomu cen w danym roku. Żaden bank nie zaoferuje nam teraz lokaty na tak korzystnych warunkach.

Osoby pobierające świadczenie 500 Plus mogą dodatkowo skorzystać z obligacji rodzinnych sześcioletnich lub dwunastoletnich, które także są indeksowane inflacją. Papiery takie można zakupić wyłącznie za środki otrzymane w ramach wspomnianego programu. Może to zrobić osoba wskazana z imienia i nazwiska w decyzji o przyznaniu świadczenia wychowawczego.

Ekonomiści podkreślają, że obligacje są najbezpieczniejszym sposobem zadbania o wartość oszczędności, nie tylko w czasach wysokiej inflacji. – Sam inwestuję w ten instrument finansowy już od kilkunastu lat. Jedynym ryzykiem, które ponoszę, jest hipotetyczna niewypłacalność państwa. Gdy w ostatnich latach Argentyna i Grecja ogłosiły bankructwo, nie zapłaciły swoim obywatelom za sprzedane im wcześniej obligacje. Z historii naszego kraju pamiętamy natomiast sytuację, w której władze Polski Ludowej postanowiły nie honorować zobowiązań zaciągniętych przez II RP. W efekcie tej decyzji osoby, które zakupiły papiery wartościowe przed wojną, nie odzyskały swoich pieniędzy. Dzisiaj trudno wyobrazić sobie taką sytuację – mówi „Gościowi” Maciej Samcik, redaktor naczelny portalu Subiektywnie o Finansach.

Wiedza tajemna?

Mateusz Morawiecki ujawnił nie tylko, kiedy zakupił obligacje, lecz także jakie produkty wybrał. Szef rządu przeznaczył 2,3 mln zł na czteroletnie obligacje indeksowane inflacją oraz 2,3 mln zł na trzyletnie obligacje oparte o wskaźnik WIBOR 6M. Co nam mówi tak skrojony portfel inwestycyjny? – Myślę, że premier wierzy w to, iż inflacja uspokoi się w ciągu najbliższych 3–4 lat. Jeśli byłoby inaczej, wybrałby bardziej opłacalne obligacje dziesięcioletnie. Być może nie chciał jednak zamrażać gotówki na tak długi okres – mówi Maciej Samcik.

Zdaniem ekonomistów w obligacje, których oprocentowanie jest uzależnione od poziomu wzrostu cen, najlepiej zainwestować na moment przed szczytem inflacji (według Ministerstwa Finansów nastąpi on w trzecim lub czwartym kwartale br., ale nie wiadomo, czy ta prognoza się sprawdzi). Wówczas można spodziewać się najwyższej stopy zwrotu. Gdy nabędziemy papiery zbyt późno, okres inwestycji będzie dłuższy niż tendencja wzrostowa inflacji, a przez to niewiele zyskamy. Z tego punktu widzenia wydaje się, że premier podjął dobrą decyzję. Maciej Samcik uważa jednak, że oskarżanie szefa rządu o insider trading, czyli dokonywanie transakcji, bazując na informacjach niejawnych w celu osiągnięcia prywatnego zysku, nie jest uzasadnione. – Wbrew opiniom prezesa NBP w grudniu 2021 r. wiele osób, które nie dysponowały żadną tajemną wiedzą, przewidywało utrwalenie się inflacji. Naturalną konsekwencją dojścia do takiego wniosku był zakup obligacji. Premier nie był jedyną osobą, która zdecydowała się na taki krok – mówi nasz rozmówca.

W sukurs państwu

W 2021 r. Ministerstwo Finansów sprzedało detaliczne obligacje skarbowe o wartości 43,3 mld zł. Był to najlepszy wynik w historii. Wiele wskazuje, że w tym roku rekord zostanie ponownie pobity. W związku z szybko rosnącym zainteresowaniem wspomnianym instrumentem finansowym w czerwcu br. rządzący zwiększyli z 3 do 7 mld zł wartość wystawionych na sprzedaż obligacji jednorocznych. – Bez wątpienia najlepszą rzeczą, która wynika z zamieszania związanego z zakupem obligacji przez premiera, jest popularyzacja tego instrumentu finansowego. Szef rządu zrobił w tej sprawie więcej niż rządowi specjaliści od promocji w ciągu ostatnich 30 lat – zauważa Maciej Samcik.

Rosnące zainteresowanie obligacjami jest korzystne dla państwa, funkcjonującego w dużej mierze dzięki zadłużeniu, które obecnie wynosi ok. 1,5 bln zł. Szacuje się, że jedną trzecią tych środków pozyskujemy dzięki obligacjom sprzedawanym inwestorom zagranicznym. Wojna za naszą wschodnią granicą sprawia jednak, że są oni coraz mniej skorzy do pożyczania nam pieniędzy. – Znajdujemy się w bliskim sąsiedztwie konfliktu zbrojnego, dlatego od lutego br. zainteresowanie naszymi papierami dłużnymi spada. Nie pomaga nawet fakt, że rentowność niektórych z nich wynosi 8 proc. W sukurs państwu przychodzi jednak społeczeństwo, które próbując chronić swoje oszczędności przed inflacją, coraz chętniej kupuje obligacje. To pozytywne zjawisko – ocenia dr Klepacki.

Z punktu widzenia rządu zadłużenie się u własnych obywateli jest bezpieczniejsze niż korzystanie ze wsparcia zagranicznych inwestorów. Gdyby czysto hipotetycznie Polacy weszli w posiadanie wszystkich wyemitowanych obligacji, państwu byłoby łatwiej rozwiązać problem niewypłacalności spowodowanej np. galopującą inflacją. – Wówczas rządzący mogliby bez przeszkód wykreować dowolną liczbę bezwartościowych złotych i spłacić nimi zaciągnięty dług. Dla obywateli byłby to oczywiście fatalny scenariusz, ale państwo nie musiałoby ogłaszać bankructwa. W przypadku zaciągnięcia długu zewnętrznego byłoby to niemożliwe. Wtedy Polska straciłaby wiarygodność na rynkach finansowych co najmniej na kilkanaście lat – tłumaczy Maciej Samcik.

Walka z inflacją

Ekonomiści zwracają uwagę, że pojawienie się w ofercie rocznych i dwuletnich obligacji skarbowych, których oprocentowanie jest wyznaczane na podstawie stopy referencyjnej NBP, może pomóc w walce z inflacją. Krok ten zmusza bowiem banki do podnoszenia oprocentowania depozytów. W niektórych placówkach można już otworzyć lokaty, gwarantujące zysk na poziomie ok. 6–7 proc. w skali roku. Coraz bogatsza oferta instrumentów finansowych sprawia, że osoby posiadające oszczędności są mniej skłonne do ich wydawania, co sprzyja spowolnieniu wzrostu cen w gospodarce.

Najprawdopodobniej wzrost zainteresowania obligacjami skarbowymi w znacznym stopniu nie przełoży się jednak na zahamowanie inflacji. Pieniądze, za które kupujemy papiery wartościowe, nie są bowiem zamrażane, ale trafiają z powrotem do obiegu. – Część z nich jest przeznaczana na wykup sprzedanych wcześniej obligacji, a część na bieżące potrzeby, takie jak wydatki socjalne, które w ostatnich latach znacznie wzrosły. W tym sensie zakup obligacji nie pomaga w walce z inflacją – wyjaśnia Maciej Samcik.

W opinii ekspertów bardziej pomocne w zwalczaniu drożyzny byłyby obligacje emitowane przez Narodowy Bank Polski. Za wprowadzeniem takiego rozwiązania opowiada się m.in. prof. Marek Belka. „Wówczas ta masa pieniądza, masa płynności, oszczędności zostałaby zamrożona na kilka lat w NBP. Ludzie by nie stracili, a na rynku nie cyrkulowałaby olbrzymia ilość pieniądza, która powoduje nasilenie się zjawisk inflacyjnych” – tłumaczył były premier i były prezes NBP w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”.

Doktor Klepacki zgadza się z tą opinią. – Żeby ograniczyć nadpłynność, NBP powinien emitować obligacje skierowane przede wszystkim do sektora bankowego. W ten sposób można „ściągnąć” z rynku pieniądze, które napędzają inflację – uważa nasz rozmówca. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy