Nowy numer 33/2022 Archiwum

Zdążyć przed Rosją. Za późno?

Rada Europejska przyznała wreszcie status kandydata do Unii dwóm krajom, które czekały na to latami: Ukrainie i Mołdawii. I można by zakończyć tę informację stwierdzeniem, że na tym statusie oba kraje poprzestaną, bo kandydatem można być długie dekady i mimo wszystko nie doczekać się pełnego członkostwa (Turcja „kandyduje” od 1999 roku).

Czy to nie nazbyt pesymistyczna diagnoza? I tak, i nie. Po pierwsze, decyzja unijnych przywódców z pewnością jest wypełnieniem jakiegoś minimum sprawiedliwości, zwłaszcza wobec Ukrainy. Bo to właśnie prozachodnie aspiracje Ukraińców doprowadziły najpierw do Euromajdanu w listopadzie 2013 roku, a następnie do rosyjskiej agresji w 2014 roku (wtedy jeszcze pod przykrywką zielonych ludzików na Krymie i seperatystów w Donbasie) i wreszcie do trwającej obecnie otwartej agresji. Krótko mówiąc: Ukraina wywalczyła sobie tę kandydaturę krwią. Problem w tym, że jak na tak wysoką cenę, oferta unijna jest mimo wszystko mocno spóźniona. Zniszczeń i dokonanych przez Rosjan zbrodni nie da się już cofnąć. Z drugiej strony sami Ukraińcy zdają sobie sprawę, że na razie nie mają poważniejszej alternatywy niż wierzyć, że jednak wygrają z Rosją, a następnie rozpocząć długi marsz do pełnej integracji z Zachodem. Problem w tym, że nic na razie nie wskazuje na to, by Rosja miała zostać pokonana w takim wymiarze, żeby rzeczywiście nie mogła już więcej zatrzymywać marszu Ukraińców na Zachód. Ukraina w tym momencie potrzebuje nie tyle niewiele kosztujących politycznie deklaracji, ile realnego i potężnego wsparcia militarnego.

Z drugiej strony nie jest też tak, że problem w opóźnieniu integracji z Unią leży tylko po stronie zachodniej. Sami Ukraińcy, mimo prozachodnich deklaracji, długo ociągali się z niezbędnymi reformami, bez których nie ma szans na wstępowanie do jakiegokolwiek klubu. To sądownictwo i walka z korupcją, a także przede wszystkim „deoligarchizacja” państwa, czyli pozbawienie oligarchów możliwości szachowania władz i paraliżowania kraju swoimi interesami i wpływami. Szok wywołany wojną może pomóc w radykalnym zerwaniu z tym wszystkim, co dotąd blokowało reformy.

Podobne jest z Mołdawią, która w każdej chwili może stać się kolejnym celem rosyjskiej agresji. Tam też widoczny jest cały pakiet spraw, które wymagają uzdrowienia, ale czy jest jeszcze na to szansa, w sytuacji gdy krajowi grozi wchłonięcie przez agresora? Zachód jest spóźniony w kwestii Ukrainy i Mołdawii o co najmniej 10 lat. Skoro perspektywa członkostwa i tak oznacza długie lata kandydowania, nic nie stało na przeszkodzie, by taki sygnał i moralne wsparcie wysłać na długo przed tym, zanim spadły pierwsze rakiety na Kijów, Charków czy Ługańsk.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się