Nowy numer 32/2022 Archiwum

„Nie jestem niesprawny, tylko niepełnosprawny”

Każdy, kto widzi go na rowerze trójkołowym, jadącego pod górę, pyta: „Gdzie ma baterie”. A on odpowiada: „Baterie są dla niesprawnych, a ja nie jestem niesprawny, tylko niepełnosprawny. To po co mi baterie?”.

„Albo siedzimy i płaczemy, albo walczymy” – mówi Alina mama Łukasza Wilińskiego, tego, który za kilka dni rusza trajką dookoła Polski. Przejedzie blisko 3 tysiące kilometrów w 30 dni, wzdłuż granic Polski. Oczywiście nie dokonałby tego sam. Otrzymał wsparcie wielu osób, które odpowiedziały na jego apele. Łukasz przede wszystkim potrzebował pieniędzy, nadal potrzebuje, bo ciągle jeszcze nie ma pełnej kwoty na profilu, gdzie zbiera fundusze. Wierzy jednak, że ludzie wielkiego serca sfinalizują jego zbiórkę. „Choć głupio tak prosić” – mówił kiedyś w wywiadzie radiowym. „Ludzie naprawdę mają problemy zdrowotne i zbierają pieniądze, które mogą im uratować życie, a ja zbieram na marzenia” – martwił się, kiedy otwierał zbiórkę. Ale udało się. Może dzięki pogodzie ducha i waleczności, jaką nosi w sobie? Mimo problemów zdrowotnych, z którymi zmaga się już 47 lat.  

Czytaj też: Nie krzycz tak!

Dziecięce porażenie mózgowe – dla większości te słowa brzmią jak wyrok. Dla mamy Łukasza po długo trwającym porodzie też nie były wiadomością, która by jej nie zmartwiła, ale szybko wzięła się w garść i zaczęła walczyć. Leczenie, rehabilitacja, właściwie ciągłe zmaganie się ze słabościami. „Gdyby nie to, że Łukasz tak kocha ruch, gdyby nie to, że chce ćwiczyć, że chce pokonywać swoje słabości, to dziś byłby osobą nie chodzącą” – mówi pani Alina. Ale wieloletni wysiłek opłacił się. Dziś, choć z trudem, to Łukasz przemieszcza się po swoim mieszkaniu, daje nawet radę pracować. Obecnie jest to praca zdalna, zajmuje się pozycjonowaniem stron i z dumą mówi o osiągnięciach, jakie wnosi jego praca, kiedy firma, która miała stosunkowo niewielkie obroty, nagle zaczyna pozyskiwać coraz więcej klientów. Łukasz nie chce zdradzać, jak dochodzi się do takiego sukcesu, podkreśla jedynie, że to ogromna praca i wielogodzinne zaangażowanie w internecie. A że jest ambitny, to osiąga sukcesy.

Tak jak na rowerze. Pamięta, kiedy skończył 40 lat, postanowił coś zrobić w życiu takiego, co będzie niesamowite. Dla niego może wcześniej nieosiągalne. 40/40 nazwał ten projekt i przejechał rowerem 40 km. Mało? Nie dla osoby z tym stopniem niepełnosprawności. Potem były różne inne projekty, jak np. Bieg Korfantego, gdzie musiał najpierw uzyskać zgodę na start na rowerze, rywalizował przecież z wózkami inwalidzkimi, a właściwie z ich posiadaczami. Udało się. Potem wjazdy na góry: Żar, Równica, Gubałówka. To właśnie wtedy mijający go zastanawiali się, gdzie schowane ma akumulatory, bo przecież normalnie nie ma takiej opcji, by człowiek w tym stanie pokonywał takie wzniesienia. Łukasz jednak pokazał, że można. „Jest ciężko, ale nikt nie powiedział, że będzie łatwo” – mężczyzna nie odpuszcza. To pewnie dzięki tej determinacji, kiedyś jechał całe 24 godziny, non stop. Przejechał 200 km, ale „nie padł”, bo w głowie już rodziły się kolejne marzenia.

Czytaj też: Chodzi o moje dziecko

Jakiś czas temu zamarzyło mu się spanie w kamperze. Dlaczego nie? Wymyślił, że ruszy w podróż dookoła Polski, a w kamperze będzie spał. Zaczął klecić ekipę, szukać pieniędzy, sponsorów. Nie od razu był odzew. Dziś bardzo ciężko szuka się pieniędzy. W dodatku kolejne wielkie zawirowania, jak pandemia, a później wojna spowodowały, że różnie ze zbiórką bywało. Ale wreszcie  znaleźli się sponsorzy, pojawiły się pierwsze wpłaty, co najważniejsze jednak pojawili się ludzie. Każdy, kto widzi uśmiech Łukasza, chce pomóc. Jeśli na jego rowerowej trasie pojawia się przeszkoda, której nie może pokonać, to zawsze znajdą się osoby, które wezmą rower, przeniosą, inne podadzą rękę, pomogą przejść Łukaszowi i dalej w drogę. Na takich ludzi Łukasz liczy podczas podróży trajką.

Będzie jechał 30 dni. Najpierw na południu Polski, teren górzysty, tu z pewnością pojedzie się wolniej. Później może będzie już łatwiej, ale za to wówczas chce pokonać dłuższe odcinki. Nocować będzie z ekipą w kamperze. Po to go ma. By nie trzeba było szukać hoteli, miejsc noclegowych, ale tak trochę „dziko”, by doświadczyć prawdziwej przygody. Jego zmagania będzie można obserwować na profilu FB „Trajką dookoła Polski”. Łukasz liczy na obecność takich, jak on, pasjonatów pedałowania. Chciałoby się powiedzieć, „dwóch kółek”, ale w przypadku Łukasza to przecież trzy kółka, jak na trajkę przystało. Do mężczyzny można dołączyć na każdym etapie jego podróży. Trzeba tylko skontaktować się z Nim i zaproponować swoje towarzystwo. Raczej nie należy zwlekać, bo z pewnością Łukasz wyruszy zgodnie z planem 1 lipca. Czy coś może mu przeszkodzić? „Tylko śmierć mogłaby mnie odwieść od zrealizowania planów” – śmieje się Łukasz i znów przypomina sobie dowcip. Otóż przywołuje pewnego chorującego na stwardnienie rozsiane stand-upera, który pyta: „Czy wiecie, gdzie można spotkać osobę niepełnosprawną? Tam, gdzie się ją zostawiło”. Gdyby mierzyć tymi kategoriami, to Łukasz jest sprawny, tylko trochę mniej.

Posłuchaj:

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama