Nowy numer 47/2020 Archiwum

O Boże! Krzyża nie ma!

Krzyże to stałe punkty orientacyjne w życiowej przestrzeni. Dobrze, że kolejne pokolenie odnawia krzyże-drogowskazy.

„W imię Ojca i Syna... O Boże! Krzyża nie ma!.” Bo jeszcze wczoraj był. Był tu od zawsze. Już trochę pochylony, zmurszały, farba nie miała na czym się trzymać. Jest tych przydrożnych krzyży kilka. Musiało ich być kiedyś więcej. Ale pewnie w latach umacniania się „demokracji ludowej” był w okolicy jakiś gorliwy jej bojownik i nie wszystkie krzyże się ostały. Bo mieszkam w stronach, w których po wojnie z dobrodziejstwa Stalina wymieniono ludność.

Dlatego uderzenie ateizmu – wymierzone choćby w przydrożne krzyże – bywało skuteczne. Na szczęście nie do końca. I ten krzyż się ostał. I przetrwał zwyczaj żegnania się przed krzyżami i kapliczkami. Funkcjonuje to jak jakiś „GPS”. No bo krzyż któregoś dnia zniknął. Sąsiadka, z której okna wszystko było widać, opowiada, jak to ludziska przechodząc, przejeżdżając rowerem, żegnali się, nie zauważając, że krzyża nie ma. Ktoś jednak zareagował inaczej. Przeżegnał się, z rozpędu miejsce minął, stanął, przeżegnał się jeszcze raz i stłumionym głosem zawołał: „W imię Ojca i Syna! Krzyża nie ma!”. Postał chwilę, pojechał dalej.

Ale krzyż znowu jest. Bo okoliczni mieszkańcy przygotowali nowy. Kilka dni trzeba było na wymianę. I któregoś wieczoru, w otoczeniu mieszkańców wioski, poświęciłem nowy krzyż. Nowy i stary zarazem. Oby przetrwał jak najdłużej i był znakiem przypomnienia, choćby takiego z nawyku, że dla starych i młodych, dla dziadków i wnuków muszą być – i są – stałe punkty orientacyjne w życiowej przestrzeni. Nie ma już tych, którzy te znaki usuwali z krajobrazu. Czy było im łatwiej? Jak znam życie, było im trudniej. Pamiętam niektórych, do cna zgubili się w życiu. I nie mogło być inaczej, skoro drogowskazów przy ich drogach nie było. Dobrze, że kolejne pokolenie odnawia krzyże-drogowskazy.

Zastanawiam się nad inną sprawą. Nieraz można spotkać ludzi – czy to na ulicy, czy zobaczyć na ekranie telewizora – z zawieszonym na szyi dużym, nieraz ozdobnym krzyżem. Nieodparcie nasuwa mi się pytanie: Czy to wyznanie wiary, tak wielkie jak ów krzyż? Czy to ozdoba pozbawiona treści? Nieraz odpowiedź znam. Raz odpowiedź cieszy, bo potwierdza żywą wiarę. Raz boli, bo znowu ktoś obcy zawłaszczył nasz święty znak. Na koniec obrzędu wszyscy podeszli ucałować drzewo krzyża. I najstarsi, i najmłodsze dzieci. To była katecheza o życiu i krzyżu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także