Nowy numer 47/2020 Archiwum

Teatr jednego widza

Czy nie jesteśmy przy ołtarzu Boga jak bawiące się w teatr dzieci?

Pierwszokomunijny sezon już za nami. Można spokojnie popatrzeć na temat. Niektóre media nie patrzyły spokojnie. Dziennikarze odkrywali na nowo pierwszokomunijną Amerykę. Księża akurat o tym wiedzą więcej niż dziennikarze. I przed wszystkimi to nam jest ciężko na duszy, gdy zza „imprezy” nie widać Jezusa. Zaskoczył mnie wyczytany zarzut, że Pierwsza Komunia to „robienie teatru”. Ależ oczywiście! Nieraz powtarzam ministrantom: Pamiętajcie, jesteśmy w „Teatrze Jednego Widza”. Dobrze przygotowana i uroczyście sprawowana liturgia to nasz teatr dla Pana Boga. Wszystko jedno, czy to w powszedni dzień, gdy przyszło kilka osób, czy na Pasterce, czy właśnie na Pierwszej Komunii.

Ponadto dobrze przygotowana, piękna i dostojna liturgia jest jednym ze sposobów wyznawania wiary. To samo mówię parafianom przed świętami, przed odpustem, przed bierzmowaniem – gdy mamy gościć młodzież dekanatu. Po latach takiej pedagogiki cieszę się jej owocami. Nie tylko harmonijną i uroczystą liturgią, ale i tym, że przyciąga ona ludzi spoza parafii. „Teatr Jednego Widza”... Czy nie jesteśmy przy ołtarzu Boga jak bawiące się w teatr dzieci? I chyba o to chodzi! Przecież tak myśląc, dobrze wpisujemy się w logikę modlitwy „Ojcze nasz”.

Dzieci bawią się różnie, wiem i to. Lubimy patrzeć na zabawę umownie określaną jako grzeczna. Nie lubimy zaś popisywania się przed gośćmi. A oni doskonale to widzą i źle się wtedy czują. Gdy ich znów zaprosić, będą się od wizyty wymawiać. Liturgię, niestety, można zamienić w takie popisywanie się. Tego nie znoszę. Ale to nie powód, aby liturgię pozbawiać jej piękna. A pierwszokomunijne dzieci ćwiczę już od poniedziałku. A właściwie ćwiczę z nimi przez lat dziewięć.

Bo jeśli od dziecka (bardziej czy mniej regularnie) są obyte z liturgiczną przestrzenią kościoła, to ostatni tydzień jest tylko zaproponowaniem nowej roli. Pomagają w tym dziewczęta ze służby liturgicznej. Dzieci są dziś obyte także z kamerami, łatwo więc akceptują swoją rolę i w tym względzie. Tak, nie tylko nie wybrzydzam na filmowanie, ale uwzględniam to w założeniach. Oczywiście – jeden kamerzysta i jeden fotograf. Zaufany, który sam wie i czuje, czym jest liturgia. Obraz uroczstej liturgii oglądany w domu jest nie tylko wspomnieniem, staje się katechezą o wierze. Dlaczego więc nie filmować?

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także