Nowy numer 43/2020 Archiwum

Smoleńskie pytania

Czy pytania, na które brakuje odpowiedzi, to polityka?

Jeszcze niedawno, wkrótce po smoleńskiej tragedii, większość komentatorów była zgodna, że polityka po niej będzie inna, że musimy podjąć pogłębioną refleksję nad stanem państwa i społeczeństwa. Dziś coraz częściej słyszymy, że komentowanie tej tragedii czy pytanie o jej przyczyny stanowi jej upolitycznienie. Problem jednak w tym, że o przyczynach śmierci 96 wybitnych Polaków z Prezydentem RP na czele wiemy nadal bardzo mało. Czy pytania, na które brakuje nadal odpowiedzi, to polityka? Jeśli troska o państwo to polityka, to nie bójmy się tego słowa. Mimo że trwa kampania prezydencka, pytania te stawiają sobie bowiem wszyscy, którym bliska jest Polska, jej bezpieczeństwo i powodzenie. Im dłużej czekamy na odpowiedzi, tym pytania te będą stawiane bardziej natarczywie. Trudno uniknąć podstawowego pytania: jak mogło w ogóle dojść do tragicznej katastrofy? Jakie były jej przyczyny? Czy można z czystym sumieniem zrzucać winę za nią na stosunkowo młodych pilotów, podczas gdy wiadomo, że szwankował cały system szkolenia, że tragedia Tu-154 była kolejną katastrofą w polskim lotnictwie wojskowym, a między rządem i Pałacem Prezydenckim dochodziło nieustannie do konfliktów o organizowanie podróży prezydenta Lecha Kaczyńskiego? Czy jest możliwe, by samolot, spadając ze stosunkowo niewielkiej wysokości, doznał tak straszliwych zniszczeń? Dlaczego w początkowej fazie śledztwa podawano mylną godzinę katastrofy, odbiegającą od prawdziwej o 15 minut?

Dlaczego rząd RP przyjął od razu konwencję chicagowską o lotach cywilnych za jedyną podstawę prawną rozmów z Rosjanami w sprawie powołania komisji śledczej? Dlaczego nie pamiętano o polsko-rosyjskiej umowie z 1993 r., którą przypomniała dopiero „Rzeczpospolita”, a która reguluje wypadki samolotów wojskowych, takich jak feralny Tu-154? Czy jedyną alternatywą tych zaniechań było „zimnowojenne”, jak stwierdził premier Donald Tusk, postawienie sprawy wobec Rosjan? Dlaczego minister obrony stwierdził, że nie wie, co mogliby do śledztwa wnieść Amerykanie, skoro potem przedstawiciele obu komisji śledczych – i rosyjskiej, i polskiej – skonsultowali się z nimi? Dlaczego za wszelką cenę nie starano się zabezpieczyć dokumentów i nośników informacji, znajdujących się na pokładzie prezydenckiego samolotu, stanowiącego przecież część terytorium Polski, państwa członkowskiego NATO? Jak widzą to nasi sojusznicy z NATO? Czy nie skompromitowało to naszego państwa w ich oczach? Dlaczego Rosjanie nie zabezpieczyli miejsca katastrofy, co doprowadziło to niebywałej sytuacji, w której postronne osoby zbierają na jej miejscu przedmioty ważne dla prowadzonego śledztwa? Dlaczego rząd RP dowiedział się o tym od przypadkowych polskich pielgrzymów do Smoleńska po tym, jak pani minister zdrowia zapewniała, że przeczesano już dokładnie cały teren? Dlaczego interwencje polskie w tej sprawie są nadal nieskuteczne? Dlaczego mówiono nam, że lada chwila otrzymamy od Rosjan czarne skrzynki, będące, tak jak samolot, własnością Polski, a teraz termin ich oddania oddala się w niejasną przyszłość? Czy prawdą jest, że przekazaliśmy Rosjanom także trzecią skrzynkę, tę, której nie potrafili odczytać?

Kto ma odpowiedzieć na te wszystkie pytania? Czy tylko Rosjanie? Rosjanie natomiast nie będą na pewno odpowiadać na pytania, które sami musimy sobie postawić. Dlaczego, jeśli katastrofa i żałoba po ofiarach mogła wywołać poważną debatę o kondycji naszego państwa, mówi się nam teraz, że nie wolno wykorzystywać tragedii do celów „politycznych”? Komu i dlaczego zależy na wyciszeniu narzucających się pytań? Czy rzeczywiście wymaga tego dobro śledztwa? Dlaczego rząd RP nie zauważa, że każdy dzień zwłoki w wyjaśnieniu tragedii prowokuje tylko fantastyczne i rzeczywiście szkodliwe spekulacje? Dlaczego w czasie, gdy wskazuje się, że pod wpływem narodowej tragedii możliwa jest przemiana jakościowa w naszym życiu politycznym, zwolennicy przodującej siły politycznej zaostrzają ton kampanii? Co chciał osiągnąć Andrzej Wajda, mówiąc o „wojnie domowej”, która rzekomo toczy polskie społeczeństwo? Jak zdefiniowałby strony owej „wojny domowej”? Czy rzeczywiście kampania wyborcza musi pogłębić przepaść między zwolennikami walczących stron? Czy ten, kto wykaże się większą odpowiedzialnością, ma szanse wygrać?

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama