Nowy numer 48/2020 Archiwum

Obywatele i media...

Społeczeństwo obywatelskie potrzebuje jak powietrza dobrych mediów

Społeczeństwo obywatelskie potrzebuje jak powietrza dobrych mediów
Nadchodzący szybkimi krokami koniec wakacji to zarazem początek rywalizacji mediów elektronicznych o widza. Telewizja zapowiada wiele nowości: tańce z gwiazdami i tańce na lodzie, nowe seriale, filmowe hity, rozrywka, kabarety oraz sensacje i afery ze świata polityki. Czy rzeczywiście widzowie TV tylko tego oczekują, jak zdają się sądzić prezesi mediów i liczne grono dziennikarzy? Czy społeczeństwo obywatelskie, o którym w minionym roku tak wiele mówiono i pisano to tylko mit i element politycznej gry? Dlaczego nie zapowiada się programów, które pomogą mu zaistnieć? Podobno mają zniknąć dyskutujący ze sobą „Polacy”...

Rzeczywistość z telewizora
Moja 17-letnia córka uważa, że spędzamy zbyt wiele czasu przed telewizorem. Jej zdaniem, oglądanie tych samych polityków, mówiących to samo w kilku konkurujących ze sobą stacjach, nie ma sensu. Tak myśli wielu młodych ludzi znudzonych jałowymi, ich zdaniem, sporami. Nic dziwnego, że takie poglądy owocują niską frekwencją – wyborcy do 25. roku życia najrzadziej biorą udział w wyborach. To jeden z powodów, dla którego różnice między sondażami a rzeczywistymi wynikami osiąganymi przez partie popierane przez młodzież są tak duże.

Współczesne społeczeństwo obywatelskie potrzebuje jak powietrza dobrych, co znaczy także – poważnych – mediów. Bez rzetelnej informacji, wiedzy oraz merytorycznej debaty prowadzonej w mediach dla nas i w jakimś sensie – także za nas – trudno o postawy obywatelskie. Bez wspólnoty, która istnieje pomimo politycznych podziałów i partyjnych sympatii, nie ma obywateli. Możemy różnić się w sprawie oceny działania CBA w Ministerstwie Rolnictwa oraz w sprawie mundurków w szkołach, możemy inaczej widzieć użyteczność podatku liniowego oraz sposób obecności Polski w UE, a mimo to, a może nawet właśnie dlatego, że spieramy się o te kwestie, stajemy się społeczeństwem obywatelskim i narodem zarazem.

Pod jednym warunkiem, że spieramy się uczciwie, otwarcie i merytorycznie oraz akceptujemy dzielące nas różnice. Polacy darzą dziennikarzy znacznie większym zaufaniem niż polityków i inne instytucje publiczne. To różni nas od społeczeństw w stabilnych demokracjach, gdzie, jak pokazują sondaże, myśli się o politykach, dziennikarzach i prawnikach podobnie, co znaczy nie zawsze najlepiej. W Polsce ani „demos”, ani „pierwsza” władza nie mają większych szans w zderzeniu z „czwartą” władzą. To dziennikarze, a nie politycy, urabiają opinię publiczną, a „społeczeństwo obywatelskie” ma niewiele do powiedzenia, gdy próbuje mówić swoim, a nie „poprawnym medialnie” głosem.

W sierpniu mieliśmy okazję porównać „medialne” społeczeństwo z tym realnym, faktycznie istniejącym. To pierwsze zastanawiało się na łamach prasy nad „pierwotnym”, czyli niebezpiecznym instynktem patriotycznym, który 1 i 15 sierpnia „wygonił” prawie sto tysięcy warszawiaków na ulice stolicy. To drugie, realnie istniejący obywatele, po prostu tłumnie świętowało rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego i Cudu nad Wisłą. Trzy dni później niemieccy wypędzeni obchodzili w Berlinie swój Dzień Ziem Ojczystych i komentarzy kwestionujących sensowność takich spotkań w polskiej prasie nie było.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama