Nowy numer 44/2020 Archiwum

W 71 dni dookoła świata?

Roman Paszke wyrusza właśnie w rejs dookoła świata. Czy pobije rekord należący do Ellen MacArthur?

Pod koniec XIX wieku opłynięcie świata zajęło Joshua Slocumowi ponad trzy lata. 100 lat później Yves Le Cornec sformułował ideę wokółziemskiej żeglugi w czasie krótszym niż symboliczne 80 dni Juliusza Verne’a. Udało się to w roku 1993 Brunonowi Peyronowi, który jednak płynął z załogą. Dopiero w 2004 roku Francis Joynon, jako pierwszy samotny żeglarz, zamknął pętlę dookoła globu w czasie krótszym niż bohaterowie Verne’a, czyli w 72 dni. Druga była Ellen MacArthur – w roku 2005 na wokółziemskiej trasie osiągnęła czas 71 dni, 14 godzin, 18 minut i 33 sekundy. Roman Paszke chce urwać przynajmniej 33 sekundy z rekordu Ellen.

Prawda i samotność
Pierwszy Słowianin, który wyruszył w rejs dookoła globu w roku 1967, Leonid Teliga, potrzebował na to ponad dwóch lat. Ostatni etap, z Fidżi do Dakaru, pokonał jednym skokiem. – Tego nie zrobił na świecie nikt przed nim – mówi Karol Teliga, bratanek słynnego żeglarza. – To był rekord samotnego rejsu na owe czasy, 165 dni na morzu bez zawijania do portów. Leonid swoje marzenie zrealizował dzięki uporowi i ciężkiej pracy. Drewniany jacht „Opty” zbudował za własne pieniądze. 5 sierpnia 1966 roku Polski Związek Żeglarski wydał zaświadczenie, w którym stwierdzał, że „jacht o nazwie »Opty« został zbudowany przez armatora kapitana Leonida Teligę sposobem gospodarczym i stanowi jego własność”. – Znakomity jacht, znakomity żeglarz. Pewna, solidna marynarska robota – stwierdza Karol Teliga, który brał udział w jego budowie.

„Szukam tam prawd, które zgubiły się w ludziach, a może i we mnie” – mówił Leonid Teliga o swoich wyprawach. Podczas samotnych 165 dni został silnie uderzony bomem spinakera w podbrzusze, osłabiony gorączką omal nie wypadł za burtę, stracił bezanmaszt podczas trąby powietrznej… A jednocześnie posiadł tę rzeczywistość, która nadaje smak życiu – przyprawia je pieprzem niebezpieczeństwa, solą wody morskiej, świeżością wiatru, wysiłkiem mięśni, przestrzenią dla oczu i duszy. „Fakty niewiele mówią o istocie tego wszystkiego, co przeżywa się w samotności” – napisał w Dakarze. Dziennikarz Andrzej Jasielski, wspominając spotkanie z Teligą, powie: – To, co najmocniej utkwiło mi w pamięci, to blask euforii, jaki wypełniał jego twarz i wzrok.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama