Pod koniec XIX wieku opłynięcie świata zajęło Joshua Slocumowi ponad trzy lata. 100 lat później Yves Le Cornec sformułował ideę wokółziemskiej żeglugi w czasie krótszym niż symboliczne 80 dni Juliusza Verne’a. Udało się to w roku 1993 Brunonowi Peyronowi, który jednak płynął z załogą. Dopiero w 2004 roku Francis Joynon, jako pierwszy samotny żeglarz, zamknął pętlę dookoła globu w czasie krótszym niż bohaterowie Verne’a, czyli w 72 dni. Druga była Ellen MacArthur – w roku 2005 na wokółziemskiej trasie osiągnęła czas 71 dni, 14 godzin, 18 minut i 33 sekundy. Roman Paszke chce urwać przynajmniej 33 sekundy z rekordu Ellen.
Prawda i samotność
Pierwszy Słowianin, który wyruszył w rejs dookoła globu w roku 1967, Leonid Teliga, potrzebował na to ponad dwóch lat. Ostatni etap, z Fidżi do Dakaru, pokonał jednym skokiem. – Tego nie zrobił na świecie nikt przed nim – mówi Karol Teliga, bratanek słynnego żeglarza. – To był rekord samotnego rejsu na owe czasy, 165 dni na morzu bez zawijania do portów. Leonid swoje marzenie zrealizował dzięki uporowi i ciężkiej pracy. Drewniany jacht „Opty” zbudował za własne pieniądze. 5 sierpnia 1966 roku Polski Związek Żeglarski wydał zaświadczenie, w którym stwierdzał, że „jacht o nazwie »Opty« został zbudowany przez armatora kapitana Leonida Teligę sposobem gospodarczym i stanowi jego własność”. – Znakomity jacht, znakomity żeglarz. Pewna, solidna marynarska robota – stwierdza Karol Teliga, który brał udział w jego budowie.
„Szukam tam prawd, które zgubiły się w ludziach, a może i we mnie” – mówił Leonid Teliga o swoich wyprawach. Podczas samotnych 165 dni został silnie uderzony bomem spinakera w podbrzusze, osłabiony gorączką omal nie wypadł za burtę, stracił bezanmaszt podczas trąby powietrznej… A jednocześnie posiadł tę rzeczywistość, która nadaje smak życiu – przyprawia je pieprzem niebezpieczeństwa, solą wody morskiej, świeżością wiatru, wysiłkiem mięśni, przestrzenią dla oczu i duszy. „Fakty niewiele mówią o istocie tego wszystkiego, co przeżywa się w samotności” – napisał w Dakarze. Dziennikarz Andrzej Jasielski, wspominając spotkanie z Teligą, powie: – To, co najmocniej utkwiło mi w pamięci, to blask euforii, jaki wypełniał jego twarz i wzrok.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








