Nowy numer 32/2022 Archiwum

Auschwitz nieznane

O Zagładzie można opowiadać na wiele sposobów. Każdy z nich dotyka innego skrawka serca…

Cztery miliony. Tyle ludzkich losów odnotowano w Księdze Imion. Ponad 16 tysięcy ogromnych stron zostało podwieszonych na ciągnącej się przez kilka metrów konstrukcji. Księga to owoc wieloletniej pracy Jad Waszem. Nie jest kompletna, wszystkich ofiar Holocaustu czy – jak mówią Żydzi – Szoa, było bowiem prawie 6 milionów. Dlatego na ostatnich stronach powtarzają się słowa Psalmu 139: „I w twojej księdze wszystkie zostaną spisane” – wszystkie, czyli i te, których nie udało się ustalić.

W styczniu 1942 roku na konferencji w podberlińskim Wannsee wysocy rangą niemieccy urzędnicy dopracowali szczegóły planu, który nosił eufemistyczną nazwę „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”, a w istocie był prowadzonym na niewyobrażalną skalę ludobójstwem Żydów. W leżącym 500 km na południowy wschód miasteczku Oświęcim, przemianowanym na Auschwitz, od półtora roku działał już obóz koncentracyjny, który powstał z myślą o Polakach. Od niedawna więziono tam również sowieckich jeńców wojennych. Po konferencji w Wannsee sytuacja uległa jednak zmianie – w marcu do obozu trafiło 69 tys. Żydów z Francji i 27 tys. ze Słowacji. W kolejnych transportach do piekła na ziemi przywieziono Żydów z Niemiec, Austrii, Holandii, Belgii, Jugosławii, Czech, Norwegii, Grecji, Włoch i Węgier, z wielu tych krajów deportowano także Romów.

Światła gasną

„Kto nie pamięta historii, skazany jest na jej ponowne przeżycie” – te słowa Georga Santayany, wypisane na wejściu na wystawę główną w Muzeum Auschwitz-Birkenau, trafnie oddają cel tego miejsca: ocalić pamięć tragicznych wydarzeń, aby nie musieć przeżywać ich powtórnie.

Pierwsze starania, aby budynki poobozowe stały się Miejscem Pamięci, byli więźniowie podjęli już w 1947 roku, zaledwie dwa lata po jego wyzwoleniu. Obecna wystawa powstała w 1955 roku i z niewielkimi zmianami przetrwała do dziś. Chyba każdy, kto odwiedzał to miejsce, kojarzy czarne plansze z prostymi, białymi literami, ogromne czarno-białe fotografie, gabloty pełne włosów, butów, okularów… Ta pierwsza ekspozycja stała się niejako ikoną naszego spojrzenia na Auschwitz. Zdecydowanie mniej odwiedzających trafia na wystawy narodowe, które za pomocą różnych środków wyrazu opowiadają o tragedii miliona ofiar obozu.

Miejscem upamiętniającym Francuzów jest blok 20. Na każdym kroku towarzyszą nam cienie na ścianach. Naturalnej wielkości mężczyźni, kobiety i dzieci, nawet kudłaty pies – wyglądają, jakby na chwilę zatrzymali się w ruchu. Choć w budynku jesteśmy sami, odnoszę wrażenie, że trafiliśmy do pełnego życia francuskiego miasteczka. W pierwszej sali pod sufitem ciągnie się pięć stalowych lin. Z każdej zwisa plansza z portretem i biogramem jednej osoby – jest wśród nich i piękna kobieta, i dojrzały mężczyzna, i mały chłopiec. Kończą się one w ścianie świetlnymi punktami. – Liny przechodzą do sal poświęconych kolejnym etapom prześladowań i Zagłady. Palące się światło oznacza, że dana osoba w tym momencie historii żyła – wyjaśnia Paweł Sawicki z Biura Prasowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. Kolejne pomieszczenie opowiada o losach Francji pod niemiecką okupacją – o narastającym terrorze, prześladowaniach czy ruchu oporu. Przechodzimy korytarzem, który symbolizuje deportację, i wchodzimy do pomieszczenia poświęconego Zagładzie. Trzy światła gasną…

Ostatnia, siódma sala francuskiej wystawy wypełniona jest zdjęciami dzieci. Spoglądamy na pyzate buzie niemowląt, śliczne dziewczynki z burzą czarnych loków czy młodzieńców patrzących w obiektyw aparatu z zawadiackim błyskiem w oku. W stojącym pośrodku tej przejmującej galerii komputerze można wyszukać nazwiska osób przywiezionych do Auschwitz z kraju nad Loarą i dowiedzieć się, czy udało im się przetrwać obóz. Większość dzieci uwiecznionych na fotografiach została zamordowana.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agnieszka Huf

Z wykształcenia pedagog i psycholog, przez kilka lat pracowała w placówkach medycznych i oświatowych dla dzieci. Absolwentka Akademii Dziennikarstwa na PWTW w Warszawie. Współpracowała z miesięcznikiem „Różaniec”, portalami „Stacja7” i „Aleteia” a także z katowickim oddziałem „Gościa Niedzielnego”. Autorka książki „Zawsze myśl o niebie: historia Hanika - ks. Jana Machy (1914-1942)”. W „Gościu Niedzielnym” od stycznia 2021 odpowiada za media społecznościowe. Interesuje się turystyką górską, literaturą faktu, życiem Kościoła i nową ewangelizacją. Obszar specjalizacji: Zagadnienia społeczne, niepełnosprawność, psychologia, tematyka rodzinna.

Kontakt:
agnieszka.huf@gosc.pl
Więcej artykułów Agnieszki Huf

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się