Nowy numer 25/2022 Archiwum

Niepamięć zbiorowa

O nowej podstawie programowej historii dla szkół średnich i nowym przedmiocie historia i teraźniejszość mówi dr Robert Derewenda.

Jacek Dziedzina: Dla dzisiejszych nastolatków stan wojenny, rok 1989 i cała historia najnowsza to niemal prehistoria. Winny temu jest tylko dotychczasowy system nauczania historii?

Dr Robert Derewenda: Niewątpliwie młodzieży nie dano wystarczającej szansy na poznanie dziejów najnowszych. Nie stworzono jej warunków, by historię najnowszą Polski i świata poznała. W poprzednich latach praktycznie wycofano przedmiot historia ze szkół średnich, a przynajmniej z ostatnich klas. Młodzi zaczynali w I klasie gimnazjum od historii starożytnej, a w I klasie liceum kończyli historią XX wieku. O czasach Solidarności, latach 80. uczyli się na ostatnich zajęciach z historii w I klasie liceum, najczęściej w okolicach połowy czerwca, czyli w czasie zbierania się rady pedagogicznej, wystawiania ocen. Trudno liczyć, że uczniowie wtedy pilnie poznawali te zagadnienia, przykładali do nich wagę. Dlatego dzisiejszej młodzieży bardzo trudno jest zrozumieć polską drogę do demokracji.

Była jeszcze możliwość wyboru historii w II klasie liceum.

Ale dla uczniów starego liceum, niezdających matury z historii, pozostawał przedmiot uzupełniający historia i społeczeństwo, a to już nie był linearny wykład historii, tylko pewna ścieżka tematyczna, w której można było wybierać zagadnienia. W czteroletnim liceum powrócono do klasycznego sposobu nauczania historii. Sam przez kilkanaście lat uczyłem w szkole, ale też kształciłem studentów, przyszłych nauczycieli. Nadal prowadzę zajęcia z dydaktyki historii i widzę, jak nieprzygotowani często są ludzie, którzy przychodzą na studia. Rozmawialiśmy o tym nie tylko w naszym zespole, który przygotowywał podstawę programową nowego przedmiotu historia i teraźniejszość oraz zmienił podstawę programową przedmiotu historia, ale również z historykami na konferencjach, zjazdach naukowych. Oni także dostrzegali ten problem.

Część środowisk naukowych stawia jednak zarzut, że nowa podstawa programowa jest momentami zbyt ogólna, a momentami zbyt szczegółowa.

Wyjaśnijmy jedną rzecz: podstawa programowa to nie jest program nauczania. Dopiero bazując na tej podstawie, będzie można tworzyć programy nauczania i podręczniki. I to w podręcznikach okaże się, w jaki sposób dana tematyka zostanie zaprezentowana. Owszem, pewne treści są uszczegółowione, na przykład tam, gdzie chcieliśmy wskazać takie zagadnienia, które mogłyby zostać pominięte na lekcjach, bo nie skojarzą się wprost z tematem z podstawy programowej. Zarzuca się nam, że chcieliśmy kogoś usunąć z historii, o kimś nie mówić, traktować historię instrumentalnie… A my staraliśmy się jak najbardziej obiektywnie wskazać na fakty i postawić na tradycyjny, linearny przekaz historii od 1945 roku do pierwszych lat XXI wieku.

Polskie Towarzystwo Historyczne zarzuca, że dokonaliście pewnego ideologicznego wyboru, przedstawiając historię Polski wyłącznie w ujęciu martyrologiczno-heroicznym, z pominięciem tych wydarzeń, z których niekoniecznie powinniśmy być dumni.

Jeśli mówimy o wieku XX, to jest to w dużej mierze historia martyrologii narodu polskiego. Trudno, byśmy nie oddali czci, pamięci wszystkim, którzy zostali zamordowani i byli prześladowani. To była nieustanna walka Polaków – najpierw o to, by stworzyć państwo po I wojnie światowej, następnie o to, by to państwo utrzymać, później, by je odzyskać, a wreszcie walka o to, by to państwo odzyskało suwerenność. Trudno zatem, by tematyka martyrologiczna nie wyróżniała się w nauczaniu historii.

Nie byłoby jednak źle, gdyby młody człowiek już w szkole dostawał narzędzia do zmierzenia się także z mniej chlubnymi kartami historii – prędzej czy później spotka się z nimi w publicystyce, może więc wtedy uznać, że w szkole nie mówiono mu całej prawdy.

Szkoła uczy krytycznego myślenia i to się pojawia w bardzo wielu miejscach podstawy programowej historii, gdzie jest mowa nie tylko o bohaterach, ale też postawach, których nie powinniśmy naśladować. Nie można jednak kwestionować faktów podstawowych, a w dzisiejszej publicystyce zdarza się to nazbyt często, łącznie z kwestionowaniem tego, kto był agresorem w czasie II wojny światowej, kto był katem, a kto ofiarą.

Środowiska naukowe zwracają jednak uwagę na sformułowania, np. „ideologia poprawności politycznej”, które mają miejsce w publicystyce, ale nie powinny znajdować się w pracach naukowych i podręcznikach. Nie są one próbą wywarcia presji na nauczycielach, jaką narrację mają tworzyć w opowiadaniu o dziejach najnowszych?

To są określenia, które nam dzisiaj towarzyszą, młodzież też się z nimi spotyka, trudno byłoby używać jakiegoś archaicznego języka. Podobnie po II wojnie światowej trzeba było pisać o pewnych zjawiskach, używać określeń, które przed wojną nie przyszłyby nikomu do głowy. Dzisiaj również mamy do czynienia z procesami, które trzeba nazywać po imieniu.

Komitet Nauk Historycznych PAN twierdzi, że przedstawiacie historię głównie przez pryzmat tzw. wielkiej polityki. Lokalność jest pominięta, ludzkie historie są ignorowane.

Ale ta „wielka polityka” się dzieje, to rzeczywistość, w którą jesteśmy wpisani. W czasie II wojny światowej czy w czasie zimnej wojny Polska też była wpisana w wielką politykę. Nie mogliśmy odzyskać suwerenności po II wojnie światowej nie dlatego, że byliśmy słabi jako Polacy, ale dlatego, że zostaliśmy wpisani w politykę trzech mocarstw, z których jedno czyhało na naszą suwerenność. Wielka polityka stale nam towarzyszy.

Podstawa programowa HiT-u sięga aż 2015 roku. Obejmuje więc wydarzenia, które ciągle są źródłem głębokich podziałów. Pojawiają się zarzuty, że podstawa narzuci wizję tych wydarzeń według wzorców obecnie obowiązujących na czerwonych paskach TVP.

Są pewne obawy, że to „może pójść” w jakimś kierunku. W jakim, w dużej mierze będzie zależało od nauczyciela. W podstawie nie ma konspektu, w jaki sposób mają być dane tematy omawiane.

Pytanie, jak będą wyglądać lekcje HiT obejmujące lata 2005, 2010, Polskę po katastrofie smoleńskiej…

Ja się tego nie obawiam. W latach 50. czy 60. XX wieku też mówiono o II wojnie światowej, choć to była bardzo świeża historia. W Niemczech, we Francji czy Włoszech też nie unikano tych tematów, choć podziały między tymi, którzy byli nazistami, faszystami czy kolaborowali z okupantem, a tymi, którzy tego nie robili, były ciągle żywe. To, że będą różne zdania, preferencje wyborcze, to dobrze. Młodzi wchodzą w dorosłe życie i jeśli ominiemy te tematy, to w jaki sposób nauczymy ich debaty, prezentowania swoich poglądów i poszanowania poglądów innych?

Zaskakujący jest zarzut części środowisk naukowych, że nowa podstawa programowa zbyt mocno promuje rolę Kościoła katolickiego w historii po II wojnie światowej, że jego znaczenie jest przeakcentowane.

Rola Kościoła katolickiego była kluczowa, nie tylko w XX wieku. A jeśli patrzymy na historię najnowszą, to Solidarność miała oparcie w Kościele. Ten proces został zainicjowany w momencie wyboru kard. Karola Wojtyły na papieża. Czyj wizerunek zawieszono na bramie Stoczni Gdańskiej podczas strajków? Jana Pawła II. Strajkujący modlili się. Nie mieli broni, odmawiali Różaniec, spowiadali się, celebrowano dla nich Mszę św. Kiedy doszło do konfrontacji komunistów ze społeczeństwem, kiedy na ulice wyjechały czołgi, a wojsko i milicja wchodziły do zakładów pracy, Solidarność nie strzelała, nie odpowiadała w ten sposób, w jaki była atakowana przez komunistów. To jest ogromne zwycięstwo nie tylko społeczeństwa, ale również Kościoła. Przecież jeszcze w latach 70. XX wieku w Europie Zachodniej nie wyobrażano sobie, by Europa Środkowo-Wschodnia mogła się wyzwolić bez wybuchu III wojny światowej. Uznano, że te kraje są skazane na wieczne panowanie ZSRS. Okazało się, że jest inna droga, że ludzie szukają oparcia w Kościele. Jeśli ktoś chce bagatelizować rolę Kościoła, to trudno będzie mu znaleźć potwierdzenie w faktach. Podczas II wojny światowej, gdy Warszawa jest bombardowana, Polacy się modlą. To samo podczas powstania warszawskiego i gdy obejmujemy tzw. ziemie odzyskane, gdzie przewożeni są ludzie z Kresów – to życie tworzone było w dużej mierze w oparciu o Kościół. Był on bardzo ważnym spoiwem narodowym.

Czym będą się odróżniać wiedza i zdolność analizy młodego człowieka, wychowanego na nowej podstawie programowej historii i na nowym przedmiocie, od tego, co z edukacji wynoszą aktualnie uczniowie szkół średnich?

Chcemy zaproponować uczniom większe możliwości poznania historii najnowszej w szkole średniej. Jestem przekonany, że nauczyciele tę szansę wykorzystają i uczniowie będą mogli szerzej zapoznać się na przykład z dziedzictwem Solidarności. Dzięki temu, kiedy dorosną, przekażą to dziedzictwo historii naszych przodków kolejnym pokoleniom.•

Dr Robert Derewenda

jeden z ekspertów odpowiedzialnych za nową podstawę programową historii i nowego przedmiotu historia i teraźniejszość; od niedawna dyrektor Oddziału IPN w Lublinie, wcześniej wieloletni nauczyciel historii w lubelskich szkołach i dyrektor Instytutu im. ks. Franciszka Blachnickiego, a także pracownik naukowy i wykładowca na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. specjalizuje się w historii najnowszej Polski, archiwistyce i dydaktyce historii; jest znanym z mediów i spotkań z młodzieżą popularyzatorem wiedzy historycznej.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama