Nowy numer 48/2021 Archiwum

Dzień, w którym zachwiał się internet

Coraz częściej kontakt ze znajomymi i przyjaciółmi utrzymujemy tylko poprzez platformy społecznościowe. Możemy się przekonać, jak ważną rolę pełnią w naszym życiu, gdy nieoczekiwanie przestają działać. Na czym polegała niedawna awaria Facebooka?

W poniedziałek 11 października życie wielu osób zatrzymało się. Wczesnym popołudniem polskiego czasu doszło do jednej z największych awarii serwisów Facebook, WhatsApp i Instagram. W jej efekcie na kilka godzin cały świat został pozbawiony dostępu do związanych z nimi usług, a miliardy użytkowników nie mogły skorzystać z ulubionych mediów społecznościowych. Wydarzenie to pokazało, w jak wielkim stopniu jesteśmy uzależnieni od stałego dostępu do infrastruktury informatycznej oraz jak drobny błąd może wywołać trudne do wyobrażenia skutki.

Jak adres pocztowy

Na pierwszy rzut oka internet, w odróżnieniu od prądu, wody czy gazu, nie jest niezbędny do życia w cywilizowanym świecie. W praktyce jednak coraz częściej zdajemy sobie sprawę z tego, że stopniowo stał się niewidocznym elementem codziennego życia, zarówno poszczególnych ludzi, jak i firm, organizacji czy państw. Trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie bez ułatwień oferowanych przez globalną sieć. Nie chodzi przecież jedynie o utrzymywanie kontaktu ze znajomymi czy dostęp do rozrywki. Przecież coraz większa część gospodarki, handlu i usług jest uzależniona od komunikacji w sieci.

Internet, jak sama nazwa wskazuje, to wielka, globalna sieć. W rzeczywistości jest zbudowana z mniejszych, autonomicznych sieci, które są połączone i wymieniają między sobą informacje. Każda z nich może rządzić się własnymi prawami, może mieć inną strukturę i wykorzystywać urządzenia o odmiennej konstrukcji. Wspólnych jest tylko kilka kluczowych cech: umiejętność odnajdywania w sieci innych systemów, przekazywania do nich wiadomości w możliwie najprostszy i najszybszy sposób, a także wspólny format przesyłanych wiadomości. Internet przypomina zatem trochę światowy system pocztowy, w którym rozwiązania stosowane wewnątrz państw, miast i wsi mogą różnić się pod niemal każdym względem. Muszą jedynie posiadać ujednolicony schemat adresów, kodów pocztowych oraz system drogowskazów, pokazujących listonoszom i furgonetkom, w jakim kierunku należy przekazać przesyłkę. Gdy dotrze ona do właściwej sortowni, zostanie skierowana dalej najkrótszą drogą.

W odróżnieniu od poczty internet jest jednak znacznie bardziej dynamicznym i złożonym systemem, w którym nieustannie zachodzą zmiany: sieci pojawiają się i znikają, zmieniają się adresy, nazwy i połączenia. Aby nadawcy i odbiorcy mogli się wzajemnie odnaleźć i nawiązać kontakt, muszą najpierw się o sobie nawzajem dowiedzieć, a następnie znaleźć najlepszą drogę, która ich połączy. W sieciowym gąszczu nie jest to łatwe nawet dla komputerów i urządzeń sieciowych, dlatego każda sieć stanowiąca część internetu prowadzi ożywioną działalność „marketingową”, cyklicznie informując sąsiadów o swojej obecności, podając swój adres i sposoby dotarcia do siebie. Informacje te muszą być aktualne, dlatego sieci dość często rozsyłają je do siebie za pomocą specjalnego protokołu BGP. Trochę to przypomina nieustanną wymianę wizytówek pomiędzy znajomymi: każdy z nich regularnie przekazuje pozostałym aktualne informacje o sobie oraz, przy okazji, także o innych osobach, które zdążył wcześniej poznać.

Samochód na skrzyżowaniu

Taka metoda wymiany informacji jest w teorii bardzo odporna na awarie, ponieważ nie ma jednego ośrodka centralnego, a żadna informacja o sieciach i prowadzących do nich trasach nie jest przechowywana w pojedynczym miejscu. Uszkodzenie czy wyłączenie pojedynczych sieci nie powinno zatem wpływać na pozostałe, które w takiej sytuacji automatycznie na nowo się odnajdą. Niestety, zbieg kilku pozornie prostych usterek może dać zaskakujący efekt w postaci potężnej awarii obejmującej zasięgiem cały świat. Tak było i tym razem. Jak wynika z oficjalnych informacji przekazanych przez firmę Face- book, podczas rutynowych prac konserwacyjnych urządzeń sieciowych jeden z inżynierów omyłkowo wydał urządzeniom polecenie wyłączające system „drogowskazów”, pokazujących innym sieciom, pod jakimi adresami dostępne są serwisy Facebooka. Zwykle takie polecenia są monitorowane przez specjalny program nadzorujący, który uniemożliwi ich przypadkowe wykonanie, jednak błąd istniejący w tym właśnie programie spowodował, że polecenie zostało zrealizowane. W efekcie w kilka minut Facebook wirtualnie zniknął z internetu; wprawdzie sam serwis nadal działał prawidłowo, ale użytkownicy nie mogli się z nim skomunikować, bo urządzenia przekazujące wiadomości nie wiedziały, gdzie można go znaleźć. A najprostsze rozwiązanie, czyli wydanie polecenia odwracającego skutki poprzedniego, okazało się niewykonalne: w tym czasie wszyscy administratorzy pracowali zdalnie, a dla nich Facebook również stał się „niewidoczny”. W teorii możliwe było wykonanie odpowiedniej modyfikacji bezpośrednio w centrum danych, z pominięciem internetu, jednak i tutaj czaiła się pułapka: w obawie przed fizycznym włamaniem urządzenia były tak dobrze zabezpieczone przed bezpośrednim dostępem, że pokonanie kilku poziomów zabezpieczeń wymagało od szturmujących go administratorów sporo wysiłku. A to już wystarczyło, aby zdestabilizować sporą część internetu. Sytuację dodatkowo zaogniła reakcja użytkowników. Gdy strony i aplikacje ich ulubionych serwisów przestały działać, wielokrotnie próbowali je ponownie załadować, generując coraz więcej ruchu i zwiększając obciążenie sieci. Ponadto, czując potrzebę skomentowania sytuacji i podzielenia się emocjami z innymi użytkownikami, szybko przepłynęli oni do… innych serwisów społecznościowych, wywołując efekt domina i wystawiając na próbę ich możliwości obsługi zwiększonego ruchu.

Przyczynę i przebieg awarii obrazowo przedstawił jeden z inżynierów: jeżeli wyobrazimy sobie Facebooka jako duży samochód znajdujący się na środku wielkiego, ruchliwego skrzyżowania, problemy zaczynają się, gdy jego kierowca przez nieuwagę zamknie w nim kluczyki. W tym momencie wszystkie proste i szybkie rozwiązania okazują się niedostępne, a pozostałe wymagać będą czasu. I choć inne samochody w teorii mogłyby nadal swobodnie się poruszać po ulicach, to jednak powstały korek rozładowuje się godzinami. W pewnym sensie Facebook stał się zatem ofiarą swojej własnej ważności i przezorności: kluczowy system wprawdzie odpowiedział na awarię zgodnie z planem, jednak sama sytuacja awaryjna miała inny przebieg, niż się tego spodziewano.

Lepiej się przyzwyczaić

Przypadek ten nie był pierwszym i zapewne nie ostatnim tego typu zdarzeniem w dziejach internetu. Wcześniejsze duże awarie były zwykle wywołane celowymi działaniami, np. odłączeniem od internetu całych obszarów przez władze lub przypadkowym uszkodzeniem kluczowych podmorskich łączy światłowodowych, np. przez okręty podwodne. Zdarzały się jednak już sytuacje zbliżone do obecnej. W 2019 roku podobny błąd w konfiguracji urządzeń dużego operatora telekomunikacyjnego w USA spowodował, że cały ruch sieciowy kierowany do dużych serwisów przechodził przez sieć małego dostawcy, który nie wytrzymał naporu i uległ awarii. Choć zatem internet jako system jest bardzo odporny na uszkodzenia, to jednak nie można tego powiedzieć o jego poszczególnych częściach, które czasowo mogą stać się niewidoczne dla użytkowników i siebie nawzajem.

Przypadek Facebooka po raz kolejny pokazał, jak bardzo jesteśmy uzależnieni od technologii. Choć na co dzień medium to może kojarzyć się z mało istotną informacją i rozrywką, w rzeczywistości stało się elementem infrastruktury niezbędnym dla naszego życia, bez którego nie możemy normalnie funkcjonować. Jest to szczególnie widoczne np. w Stanach Zjednoczonych, gdzie wiele usług jest oferowanych i świadczonych właśnie za pośrednictwem Facebooka. W takich sytuacjach wyłączenie komunikatora może przynieść znacznie większe konsekwencje niż jedynie ograniczenie ciągłego kontaktu ze znajomymi.

Z drugiej strony awaria pokazuje, jak złożonym systemem jest internet i działające w nim usługi. Często pozornie nieistotna decyzja lub drobna awaria może doprowadzić do wielu niespodziewanych konsekwencji, które mogą mieć wpływ na ludzkie życie. Wprawdzie rozproszona struktura internetu powoduje, że jest on stosunkowo odporny na przypadkową usterkę, szybko rekonfigurując połączenia i utrzymując dostępność sieci, jednak niebezpieczeństwa awarii nie da się całkowicie przewidzieć i wyeliminować. I zapewne będziemy musieli się do takich sytuacji przyzwyczaić. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama