Nowy numer 37/2021 Archiwum

Autoportret, fryzjer i czerwona szmata

Niektóre obrazy pokazane na wystawie „Czapski z Kurozwęk” przypominają selfie i zdjęcia robione aparatem komórkowym. Malarstwo Józefa Czapskiego genialnie trafia w gust dzisiejszego odbiorcy.

Taka refleksja przychodzi na myśl podczas oglądania wystawy z kolekcji Jolanty z Wańkowiczów markizy de Boisgelin i Gilles’a markiza de Boisgelin w zbiorach Michaela Popiela markiza de Boisgelin w Kurozwękach, prezentowanej w Pawilonie Józefa Czapskiego w Krakowie. Czapski portretował błahe – wydawać by się mogło – a jednak dla niego znaczące fragmenty otaczającego świata. Czynił to w myśl konsekwentnie realizowanego przeświadczenia, które zapisał w „Dziennikach”, że nie liczy się ilość, ale intensywność przeżyć związanych z jakimś fragmentem otaczającego świata, które otwierają na cały wewnętrzny świat. Na jego minimalistycznych płótnach widzimy a to puste krzesła w „Café de la Concorde”, a to „Żółte stoliki i popielniczkę”, to znów „Pieska w zielonym płaszczyku”. Utrwalone przedmioty i zwierzęta oddają klimat przywołanych miejsc, jednocześnie będąc zapisem jakiegoś znaczącego wspomnienia, którego tylko możemy się domyślać. „Błysk elektryczny na kaflach białych metra jest dla mnie milion razy piękniejszy i godny wyrażenia niż diamentowy diadem cesarzowej Eugenii czy Salome (…)”– te słowa Czapskiego są kluczem do jego twórczości będącej apoteozą codziennego życia.

Protektorzy i przyjaciele

„Całe życie pisałem dzienniki, przesypując je rysunkami, cytatami z książek” – zanotował. Dzięki tej praktyce zostało po nim ponad 270 tomów z notatkami. Oprócz zapisków związanych z bieżącymi wydarzeniami, oglądaniem dzieł sztuki, a także ilustrujących wszystko rysunków i wklejonych miniatur obrazów, utrwalał w nich robiony codziennie, jak to nazywał, „rachunek dnia” i rachunek sumienia, czyli po prostu historię własnego życia. Znajdują się w nich także rozważania o własnym malarstwie. Określa je jako dziedzinę, której „zawsze było bliżej modlitwy niż myśli teoretycznej”, co potwierdza przygotowana przez Agnieszkę Kosińską wystawa.

Jak już wspomniałam, nie byłoby jej, gdyby nie zbiory małżeństwa markizów – Jolanty, żyjącej w latach 1923–1964, i jej męża Gilles’a, urodzonego w 1919 r., a zmarłego w 1990 r. Składają się na nią dwadzieścia trzy najbardziej znane obrazy olejne Czapskiego, dzięki czemu jest jedną z najciekawszych prywatnych kolekcji jego malarstwa na świecie i drugą pod względem wielkości po kolekcji Barbary i Richarda Aeschlimannów z Chexbres w Szwajcarii. „Z paru moich protektorów kupujących jest Jola Boisgelin, ona Polka bez grosza, on bardzo bogaty, i oni jedni mnie jeszcze kupują, ale wieszają tylko moje studia do ostatnich granic holenderskie. Wszystkie pamięciowe od wizji – te, które są moim widzeniem ludzi itd., stawiają za szafą w służbowych pokojach – bo im ściany wyłamują” – tak Czapski napisał do swojego przyjaciela Ludwika Heringa w liście z 9 listopada 1960 r. Miał przy tym wielkie szczęście, że jego mecenasi stali się też jego przyjaciółmi. Po przedwczesnej tragicznej śmierci Joli w liście do Heringa z 12 października 1965 r. zanotował: „To była moja tu najserdeczniejsza przyjaciółka”. Zresztą z przyjemnością portretował Jolę, uznawaną za wielką piękność, i Gilles’a. Jak uważa Agnieszka Kosińska, dość liczne w zbiorze obrazy o tematyce morskiej mogły powstać pod urokiem surowego wybrzeża Bretanii, kiedy odwiedzał małżonków w ich zamku rodowym Coatguelen w Pléhédel.

Dobre „Zielone gruszki”

Po śmierci Jolanty jej mąż nadal kupował obrazy Czapskiego, pragnąc go wspierać. Dzięki temu zgromadził jego najsłynniejsze płótna, z których najwcześniejsze – „Zadumany fryzjer” powstało w 1953 r., a ostatnie – „Klatka schodowa”, przedstawiające schody wiodące do pokoiku Józefa Czapskiego i wyżej, do pokoiku jego siostry Marii Czapskiej, pochodzi z 1977 r. Rodzeństwo połowę życia mieszkało w miejscu przedstawionym na płótnie – w Maisons-Laffitte pod Paryżem, w siedzibie Instytutu Literackiego i „Kultury”. Sam Czapski napisał o zbiorach markizów de Boisgelin w dzienniku pod datą 12 maja 1978 r.: „Moje tam dobre obrazy 3 martwe natury: Zielone gruszki; Pomarańcze; Wazon; Słomiane krzesła w kawiarni; Stara kobieta z różańcem; Czerwona kobieta przy barze. Uczucie, że tam są może moje najlepsze obrazy, najostrzej, jakby na świeżo przeżyte, jakbym dopiero teraz odkrył, co warte w moim malarstwie, a malowałem je, nie bardzo wiedząc [widząc?]”.

Gilles markiz de Boisgelin zmarł bezpotomnie, a swoją kolekcję i majątek zapisał Michałowi Popielowi, synowi Jana Marcina Popiela, siostrzeńca Jolanty Wańkowicz. Ostatni właściciele Kurozwęk, gdzie na stałe zagościła ekspozycja – Popielowie herbu Sulima – są dla Krakowa zasłużeni przez Pawła Popiela, jednego z najważniejszych polskich myślicieli konserwatywnych XIX w., autora pism politycznych i pamiętników, założyciela i akcjonariusza krakowskiego dziennika „Czas”, miłośnika zabytków, pełniącego funkcję pierwszego konserwatora budownictwa i sztuki Krakowa oraz okręgu, który przyczynił się do odbudowy miasta szczególnie po pożarze w 1850 r. W 1996 r. ojciec Jan Marcin Popiel i jego syn Michał Popiel de Boisgelin za namową kuzyna Bogumiła Książka sprowadzili kolekcję z Coatguelen do Kurozwęk, gdzie od 2022 r. będzie można ją podziwiać w nowej galerii sztuki współczesnej na najwyższym piętrze rezydencji.

Uniesienie

Obrazy i akwarele eksponowane są w oryginalnych ramach. Interesujące, że podczas rozramowania obrazów olejnych odkryto nie tylko daty i sygnatury, ale też notatki poczynione ręką artysty. Na przykład na blejtramie „Café de la Concorde” został umieszczony napis: „Chaises vides” (Puste krzesła). A na blejtramie „Starej kobiety w czerni” notatka: „Rosaire, 1956 (różaniec, modlitwa różańcowa)”. W zbiorach znajdują się też prace niedatowane i niesygnowane, np. „Łódka z czerwonym żaglem” czy „Zadumany fryzjer”. Na szczęście zapiski z dzienników artysty dotyczące procesu ich malowania pozwoliły przyporządkować je do konkretnych dat.

Według Kosińskiej fascynującym tematem, godnym osobnej rozprawy, są tytuły, jakie Czapski nadawał swoim obrazom. Preferował nazwy lakoniczne, takie jak „Fryzjer”, „Autoportret”, podkreślające istotny detal: „Voile rouge” (Czerwony żagiel), „Chaussettes rouges” (Czerwone skarpetki), niekiedy dowcipne, jak „Szmata czerwona”, która w literaturze przedmiotu została zapisana jako „Czerwona draperia”. Ważnym uzupełnieniem wystawy są: sześć akwarel, rysunek Joli powstały w 1954 r. oraz rzadkie książki, zdjęcia, listy, ręcznie zrobiony przez artystę kalendarz, a także sygnet rodowy ze zbiorów Michaela Popiela de Boisgelin z Kurozwęk. Za czasów PRL-u w Polsce miały miejsce tylko dwie wystawy malarstwa Czapskiego – w muzeach w Poznaniu i Krakowie. Trzecia, już w latach 80., została zaprezentowana w Muzeum Archidiecezjalnym w Warszawie. Artysta napisał wtedy, że całe życie czekał na ten moment, kiedy jego dzieła obejrzą rodacy. Dzień premierowego wernisażu w Polsce nazwał dniem uniesienia. Teraz my przeżywamy uniesienie, obcując z malarstwem tak wszechstronnie utalentowanego twórcy i człowieka z wyjątkową biografią.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Barbara Gruszka-Zych

od ponad 30 lat dziennikarka „Gościa Niedzielnego”, poetka. Wydała ponad dwadzieścia tomików wierszy. Ostatnio „Nie chciałam ci tego mówić” (2019). Jej zbiorek „Szara jak wróbel” (2012), wybitny krytyk Tomasz Burek umieścił wśród dziesięciu najważniejszych książek, które ukazały się w Polsce po 1989. Opublikowała też zbiory reportaży „Mało obstawiony święty. Cztery reportaże z Bratem Albertem w tle”, „Zapisz jako…”, oraz książki wspomnieniowe: „Mój poeta” o Czesławie Miłoszu, „Takie piękne życie. Portret Wojciecha Kilara” a także wywiad-rzekę „Życie rodzinne Zanussich. Rozmowy z Elżbietą i Krzysztofem”. Laureatka wielu prestiżowych nagród za wywiady i reportaże, m.innymi nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w dziedzinie kultury im. M. Łukasiewicza (2012) za rozmowę z Wojciechem Kilarem.

Kontakt:
barbara.gruszka@gosc.pl
Więcej artykułów Barbary Gruszki-Zych

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także