GN 37/2021 Archiwum

Bułgarski pat

Drugie wybory parlamentarne, które w ciągu trzech miesięcy odbyły się w Bułgarii, zamiast zakończyć polityczny kryzys, tylko go pogłębiły.

Wyniki ostatnich wyborów do bułgarskiego parlamentu do końca pozostawały niewiadomą. W powyborczą noc z 11 na 12 lipca wydawało się, że znowu wygra rządząca od 2009 roku partia GERB – Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii. Jednakże spływające na koniec głosy bułgarskiej diaspory przeważyły szalę zwycięstwa na korzyść ugrupowania Jest Taki Naród. Nie zmienia to faktu, że – tak samo jak po wyborach z kwietnia 2021 r. – Bułgaria pozostaje w politycznym klinczu. Potencjalna koalicja trzech formacji antyestablishmentowych (Jest Taki Naród, Demokratyczna Bułgaria i Powstańmy! Precz z Mafią!) nie zgromadziła większości parlamentarnej, a żadna z nich nie chce współpracować z pozostałymi partiami (GERB, socjaldemokraci i partia tureckiej mniejszości), oskarżanymi o doprowadzenie do przeżarcia struktur państwa przez korupcję. Jakby tego było mało, lider zwycięskiej partii – muzyk i osobowość telewizyjna Sławi Trifonow – zaskoczył wszystkich, ogłaszając po wyborach, że nie ma zamiaru budować koalicji, tylko zaproponuje autorski rząd mniejszościowy.

Polityczna agonia Bojko Borisowa

Ekspremier Bojko Borisow i jego partia GERB, którzy doszli do władzy z hasłem rozprawienia się z korupcją, po dwunastu latach odchodzą oskarżani… o korupcję. Ostatni rok urzędowania Borisowa upłynął na kurczowym trzymaniu się stołka i odpieraniu zarzutów związanych z kolejnymi aferami. Latem 2020 r. w kraju wybuchły masowe protesty, gdy wyszło na jaw, że prominentni politycy bezprawnie zagarniają dla siebie fragmenty bułgarskiej riwiery. W czasie demonstracji, trwających z różnym natężeniem do listopada 2020 r., wykrystalizował się nowy porządek polityczny. GERB zaczął tracić w sondażach na rzecz partii Jest Taki Naród, Demokratycznej Bułgarii (której lider Hristo Iwanow zaczął protesty, nagłaśniając rozkradanie riwiery) i założonej w trakcie protestów koalicji Powstańmy! Precz z Mafią!

Zaprawiony w politycznych bojach Borisow dokonał rekonstrukcji gabinetu i przeczekał kryzys. W wyborach parlamentarnych 4 kwietnia 2021 r. znów zajął pierwsze miejsce. Stracił jednak 20 mandatów w stosunku do poprzedniego głosowania i skonfliktowany z pozostałymi ugrupowaniami nie zdołał zebrać parlamentarnej większości. W maju 2021 r. zapowiedziano kolejne wybory na 11 lipca, a władzę przejął rząd techniczny pod wodzą byłego ministra obrony Stefana Janewa. To polityk blisko związany z prezydentem Rumenem Radewem – największym przeciwnikiem Bojko Borisowa. Na światło dzienne zaczęły więc wychodzić kolejne skandale rządów GERB. W maju okazało się, że bułgarskie służby podsłuchiwały najważniejszych polityków opozycji pod pretekstem tropienia rosyjskiej siatki szpiegowskiej. Następnie minister finansów w rządzie Janewa, Kirił Petkow, ujawnił, że Bułgarski Bank Rozwoju dotował grupy przedsiębiorstw powiązanych z politykami partii GERB. W tym samym czasie potentat bułgarskiej branży rolnej Swestosław Ilchowski oskarżył Borisowa o wymuszanie łapówek i defraudowanie unijnych funduszy.

USA karzą, Unia milczy

Skandal na skalę międzynarodową wybuchł 2 czerwca 2021 r. Departament Stanu USA ogłosił wówczas objęcie sankcjami (zakaz wjazdu do USA, zamrożenie aktywów) pięciu bułgarskich polityków i biznesmenów oraz 64 kontrolowane przez nich firmy i podmioty. Amerykańskie władze ukarały ich na mocy tzw. ustawy Magnitskiego, która służy ściganiu osób dokonujących na masową skalę korupcji i łamania praw człowieka. W złowrogim gronie, obejmującym m.in. szyickich bojówkarzy z Iraku, afrykańskich watażków czy Chińczyków prześladujących Ujgurów, znaleźli się politycy z kraju Unii Europejskiej. Najważniejsi z nich to były wiceminister gospodarki Aleksander Manolew, deputowany do parlamentu i magnat medialny Delian Peewski oraz Wasil Bożkow – przedsiębiorca branży hazardowej, założyciel partii Bułgarskie Lato (nie dostała się do parlamentu), uważany za jednego z liderów bułgarskiej mafii.

Działania Amerykanów w kompromitującym świetle stawiają Unię Europejską. Przez lata unijni politycy byli pobłażliwi względem rządu Bojko Borisowa, afery wokół defraudacji funduszy z UE uchodziły mu na sucho. Bułgarski premier dobrze lawirował w europejskiej polityce. W przeciwieństwie do Viktora Orbána nigdy nie uciekał się do antyunijnej retoryki. Pozostawał za to w dobrych relacjach z Angelą Merkel, a jego partia GERB w Parlamencie Europejskim zasiada we frakcji Europejskiej Partii Ludowej. Nawet w szczycie politycznych protestów latem 2021 r. szef EPL w europarlamencie Manfred Weber przekonywał, że Bułgaria to dobrze funkcjonująca demokracja z wolnymi mediami, gdzie „sprawy idą w dobrym kierunku”.

Z telewizji do polityki

Głównym beneficjentem zmian na bułgarskiej scenie politycznej został Sławi Trifonow. Dołącza on do coraz liczniejszego grona postaci przechodzących z show-biznesu do pierwszej ligi polityki, jak Yair Lapid w Izraelu czy Wołodymyr Zełenski na Ukrainie. Budzący respekt Trifonow (dwa metry wzrostu, łysina, niski głos) przez trzydzieści lat związany był z bułgarską telewizją, najpierw jako kabareciarz, a potem gospodarz najpopularniejszego w kraju wieczornego talk-show. Równocześnie z powodzeniem rozwijał karierę muzyczną. Nagrał kilkanaście płyt, prezentuje muzykę z pogranicza rocka, pop i bałkańskiego folku.

Trifonow w swoich programach nigdy nie stronił od polityki, ale pierwszym poważnym wejściem w ten świat było zgłoszenie w 2016 r. referendum na temat finansowania partii politycznych. Zakończyło się ono niepowodzeniem z powodu niewystarczającej frekwencji. W 2019 r. bułgarski showman ogłosił założenie własnej partii, której nazwę – Jest Taki Naród (Ima takăv narod – ITN) – zaczerpnął z tytułu jednej ze swych płyt. Trifonow wbrew oczekiwaniom nie stał się liderem antyrządowych protestów w 2020 r. Krytycy zarzucają, że de facto jest to osoba związana z polityczno-biznesowym establishmentem.

Kluczem do sukcesu ITN wydaje się program, celowo ogólnikowy, stanowiący mieszankę haseł populistycznych (zmniejszenie o połowę parlamentu, walka z korupcją), socjalnych (pieniądze na wsparcie rodzin) i centrowych (pogłębienie integracji z UE). Faktycznie w dużej mierze przypomina on program partii GERB, która w podobnych okolicznościach przejęła w 2009 r. władzę w Bułgarii. Trifonow unika telewizyjnych wywiadów – jeżeli już, to pojawia się tylko we własnym kanale 7/8 TV; z wyborcami najchętniej komunikuje przez Facebooka.

Woli grać solo

Wkrótce po wejściu do wielkiej polityki dała o sobie znać ekscentryczność Trifonowa. Gdy w kwietniowych wyborach jego partia Jest Taki Naród zajęła drugie miejsce, na kilka dni stał się nieuchwytny dla mediów, tłumacząc to później koronawirusem. Trifonow odrzucił też próbę budowania większości rządzącej. Gdy nie udało się to Borisowowi, prezydent powierzył tę misję partii z drugim wynikiem, czyli ITN. Trifonow ograniczył się do politycznej demonstracji. Jako kandydatkę na premiera zaproponował niezwiązaną z polityką mistrzynię szachową Antoanetę Stefanową, wkrótce potem kazał jej zrezygnować, określając potencjalnych koalicjantów jako „chciwych, szkodliwych i skompromitowanych”.

Kolejne miesiące pokazały jednak, że taktyka Trifonowa była słuszna. GERB tracił poparcie wraz z kolejnymi ujawnianymi aferami, a antyestablishmentowe nastroje nie sprzyjały też socjaldemokratom. W rezultacie 11 lipca Jest Taki Naród z minimalną przewagą zajął pierwsze miejsce. 24,08 proc. głosów przełożyło się na 65 mandatów w parlamencie.

12 lipca Trifonow kolejny raz zaskoczył opinię publiczną. Po pierwsze, podkreślił brak zainteresowania funkcją premiera (nie startował też w wyborach, nie ma więc nawet mandatu poselskiego). Po drugie, odmówił przystąpienia do budowy koalicji rządzącej. Partie Demokratyczna Bułgaria i Precz z Mafią! wydawały się naturalnymi sojusznikami. Razem miałyby minimalnie mniej niż połowę głosów, zapewne z nadziejami na wyrwanie posłów z coraz mniej stabilnego GERB. Tymczasem Trifonow zaproponował gotowy skład gabinetu, domagając się jego bezwarunkowego poparcia. Autorski rząd partii Jest Taki Naród wywołał rozczarowanie wśród Bułgarów domagających się walki z korupcją i radykalnych zmian. Kandydatem na premiera został Nikołaj Wasiliew, były wicepremier w rządzie Symeona II w latach 2001–2005. Z tego samego gabinetu wywodzą się też kandydaci na inne ważne stanowiska – proponowany na ministra spraw zagranicznych Radi Najdenow i typowany na ministra gospodarki Lubomir Datsow. Ledwie trzy dni później – 15 lipca – Trifonow ogłosił, że wycofuje jednak kandydaturę Wasiliewa i wkrótce zaproponuje nową osobę.

Te zaskakujące ruchy mogą świadczyć o braku politycznego doświadczenia ze strony Sławiego Trifonowa, o sondowaniu skłonności potencjalnych koalicjantów do ustępstw lub też o przygotowaniach do kolejnych wyborów, które mogłyby przynieść jego partii jeszcze lepszy wynik. Muzyk i showman podejmuje jednak ryzykowną grę. Kraj od ponad roku pogrążony jest w politycznym chaosie, boryka się z kolejnymi falami koronawirusa i kryzysem gospodarczym. Jeżeli Trifonow przelicytuje, jego kariera polityka okaże się znacznie krótsza niż muzyczna i telewizyjna.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama