GN 15/2021 Archiwum

Demografia. "We Włoszech kołyski jeszcze bardziej puste"

Tak piszą gazety i obarczają winą COVID-19. Podkreślają także, że podobna sytuacja jest m.in. we Francji.

 

Massimo Calvi pisze w "Avvenire", największym włoskim dzienniku katolickim, że w 2020 r. w Italii urodziło się 400 tys. dzieci (albo nawet mniej) i podkreśla, że to negatywny rekord od czasów... zjednoczenia Włoch. Najgorszy wynik zanotowano w grudniu - spadek urodzin wyniósł -21,63 proc.

"Miasto wielkości Bari lub Katanii, które nagle znika, z roku na rok. Albo trzy miasta naraz: pustoszeją Ankona, Piacenza i Udine w jednym momencie" - obrazuje dziennikarz. "Tak można przedstawić liczbę 300 tys. Włochów mniej - jako saldo naturalne, którym zamyka się bilans demograficzny w 2020 roku".

W najbliższym czasie Włoski Urząd Statystyczny (Istat) poda dokładniejsze dane, ale z pierwszych szacunków wynika, że będzie to "efekt COVID-19" - nastąpił wzrost liczby zgonów i spadek urodzin.

"Taki negatywny wynik, jak wyjaśnił prezes Istat Gian Carlo Blangiardo, w historii naszego kraju zaobserwowano tylko w 1918 r., gdy epidemia hiszpanki była przyczyną ok. połowy z 1,3 mln zgonów tego katastrofalnego roku" - przypomina M. Calvi.

Te 300 tys. mniej osób wynika z dwóch szacunkowych danych. Pierwszy wskaźnik to ponad 700 tys. spodziewanych zgonów (w tej chwili już jest 726 tys.). Liczba, mimo że wysoka i szokująca, nie jest rekordem w ciągu ostatnich 100 lat, jeśli spojrzeć na rok 1920, a przede wszystkim na okres drugiej wojny światowej. Drugi wskaźnik to ok. 400 tys. narodzonych dzieci, przy czym ta liczba może się jeszcze pomniejszyć, gdy poznamy ostateczne dane, a stanowi ona negatywny rekord od czasu zjednoczenia Włoch.

"Kryzys demograficzny, a zwłaszcza spadek urodzin, który od jakiegoś czasu dotyka nasz kraj, wraz z pandemią COVID-19 nabrał znaczącego przyspieszenia" - zaznacza "Avvenire". "To zjawisko, które może stanowić unikat w Europie: studium przypadku pokazujące, jak naród, w którym bycie rodzicem nabiera cech heroicznego aktu w świetle strukturalnego braku wsparcia, wzrostu niepewności i strachu związanego z kryzysem zdrowotnym, otrzymał cios, z którego trudno będzie się podnieść" - gorzko konkluduje M. Calvi.

Wstępny raport urzędu statystycznego z 15 dużych miast włoskich pokazuje, że "efekt pandemii" na liczbie urodzin widać szczególnie wyraźnie pod koniec 2020 roku. W pierwszych 10 miesiącach roku średni spadek urodzeń wyniósł ok. 3,25 proc., w listopadzie osiągnął już 8,2 proc., a w grudniu, czyli w dziewiątym miesiącu od pierwszego lockdownu, Włosi mają już do czynienia z załamaniem: -21,63 proc. Te dane oznaczają, że ogólna liczba urodzeń w 2020 r. spadnie o 5,2 proc. w stosunku do 2019 roku. Ten trend, co nietrudno odgadnąć, biorąc pod uwagę spadek liczby małżeństw (średnio o 50 proc., a samych tylko kościelnych - o 70 proc.), powinien być jeszcze bardziej dramatyczny w 2021 roku.

Oczywiście pandemia to zjawisko globalne i wiele innych krajów notuje spadki narodzin. Ale - jak pisze "Avvenire" - warto przyjrzeć się Francji, gdzie wybuchł "ogólnokrajowy alarm" w związku ze spadkiem o 7 proc. urodzeń dzieci w grudniu i o 13 proc. w styczniu. I to mimo to, że wsparcie dla rodzin jest dużo hojniejsze we Francji niż we Włoszech. "Jednak, jak wskazał demograf Gérard-François Daumont, w ciągu 5 lat prezydentury Hollande’a (2012-2017) system opieki rodzinnej był systematycznie demontowany - znoszono powszechność świadczeń, zmniejszano ulgi podatkowe, wprowadzano mniej korzystne urlopy rodzicielskie. To wyścig do dna w kierunku »modelu włoskiego« (czy też tego, czym był do tej pory), który okazał się fatalny w skutkach" - ocenia dziennikarz "Avvenire".

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama