Nowy numer 15/2021 Archiwum

Pieniądze za nic?

Pandemia wywołała dyskusję o tzw. bezwarunkowym dochodzie podstawowym. Jakie byłyby konsekwencje wprowadzenia takiego rozwiązania?

Bezprecedensowe czasy wymagają bezprecedensowych rozwiązań społeczno-ekonomicznych. Dlatego warto rozważyć wprowadzenie tymczasowego dochodu podstawowego dla najbiedniejszych ludzi. Plany ratunkowe nie mogą się skupiać tylko na rynkach finansowych i wielkim biznesie – mówił Achim Steiner, administrator Programu Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju w lipcu 2020 r. Do tej pory na jego apel odpowiedzieli nieliczni, ale o samym pomyśle mówi się coraz głośniej.

Dla prekariatu

Dyskusja o bezwarunkowym dochodzie podstawowym (BDP) trwa od przełomu lat 70. i 80. XX w. W latach 90. na chwilę przycichła, ale po kryzysie 2008 r. rozgorzała na nowo. Postulaty wprowadzenia takiego rozwiązania zgłaszały wówczas m.in. Ruch Oburzonych w Hiszpanii oraz Okupuj Wall Street w USA. Dzisiaj ten temat powraca ze zdwojoną siłą. – Myślę, że gdyby jeszcze przed pandemią ludziom wypłacano takie świadczenie, mielibyśmy mniej problemów ze zwalczaniem skutków kryzysu – przekonuje w rozmowie z „Gościem” dr Maciej Szlinder, prezes zarządu Polskiej Sieci Dochodu Podstawowego.

Zgodnie z definicją belgijskiego ekonomisty Philippe’a Van Parijsa dochód podstawowy to dochód wypłacany przez wspólnotę polityczną wszystkim obywatelom, bez konieczności spełnienia jakichkolwiek wymogów. Celem jego wprowadzenia jest zapewnienie każdemu minimum socjalnego, pozwalającego na zaspokojenie podstawowych potrzeb. W Polsce w tym kontekście najczęściej mówi się o kwocie 1200 zł na osobę. Dlaczego warto byłoby wcielić ten pomysł w życie? – Chociaż dochód podstawowy otrzymywałby każdy obywatel, takie świadczenie polepszyłoby przede wszystkim sytuację tzw. prekariatu. To klasa społeczna, która w wyniku zmian na rynku pracy nie może liczyć na stałe zatrudnienie i związane z nim podstawowe zabezpieczenie ekonomiczne. Ponadto taki dochód wzmocniłby pozycję pracownika w negocjacjach płacowych z pracodawcą: nie musiałby już przyjmować jakiejkolwiek pracy umożliwiającej mu przetrwanie – mówi dr Szlinder.

Ostrożni Niemcy

Bezwarunkowy dochód podstawowy nie został jeszcze wprowadzony na szerszą skalę w żadnym państwie. W kilku krajach funkcjonują jednak rozwiązania bliskie tej idei. Od 1982 r. władze Alaski wypłacają każdemu obywatelowi od 331 do 2069 dolarów rocznie. Środki pochodzą z przychodów, które stan uzyskuje dzięki wydobyciu ropy naftowej. Mieszkańcy są zadowoleni, chociaż niektórzy twierdzą, że byłoby lepiej przeznaczyć te pieniądze na rozwój usług publicznych. W styczniu 2017 r. w Finlandii rozpoczęto natomiast eksperyment wypłaty dochodu podstawowego w grupie 2 tys. bezrobotnych. Każdy z nich otrzymywał po 560 euro miesięcznie. Po dwóch latach odnotowano, że jakość życia beneficjentów programu uległa poprawie, ale wbrew założeniom nie poczuli się oni zmobilizowani do podjęcia pracy.

W 2016 r. pomysł wprowadzenia bezwarunkowego dochodu podstawowego odrzucili w referendum Szwajcarzy. Ponad 70 proc. z nich zagłosowało zgodnie z sugestią rządu, który przekonywał, że to rozwiązanie byłoby zbyt kosztowne. W okresie pandemii na wdrożenie czegoś na kształt BDP zdecydowała się natomiast Hiszpania. Poparcie dla tego pomysłu od lat było tam bardzo wysokie. Uruchomiony w maju 2020 r. program Minimalnego Dochodu Narodowego miał objąć ok. 2,3 mln obywateli, których miesięczny dochód jest co najmniej o 10 euro niższy od pensji minimalnej wynoszącej 1015 euro. Takie osoby miały otrzymywać od 462 do 1015 euro miesięcznie. Realizacja programu okazała się jednak porażką. Wnioski były rozpatrywane z ogromnym opóźnieniem, a wiele osób, które zdążyły już utracić prawo do pobierania zasiłków, pozostało bez środków do życia. Warto jednak podkreślić, że nie był to sensu stricte bezwarunkowy dochód podstawowy, należało bowiem spełnić pewne wymogi.

Dość ostrożnie do idei BDP podeszli Niemcy. Wiosną br. ruszy tam pilotażowy program, obejmujący 125 osób, które przez trzy lata będą otrzymywać 1200 euro miesięcznie. W tym czasie naukowcy sprawdzą, jak dochód podstawowy wpływa na życie uczestników projektu. Dopiero później zastanowią się nad wprowadzeniem takiego rozwiązania dla szerszej grupy obywateli.

Kwestia sprawiedliwości

Zdaniem prof. Roberta Gwiazdowskiego, specjalizującego się w ekonomicznej analizie prawa, trudna sytuacja gospodarcza wywołana pandemią usprawiedliwia okresowe wypłaty środków finansowych osobom, które utraciły możliwość pracy zarobkowej. Ekspert w rozmowie z „Gościem” podkreśla jednak, że przyjęcie programu dochodu podstawowego dla wszystkich obywateli i – co gorsza – utrzymanie go już po przezwyciężeniu kryzysu, czego chciałaby lewica, byłoby bardzo złym pomysłem. – Nie ma teorii sprawiedliwości społecznej, która uzasadniałaby wprowadzenie takiego rozwiązania. Gdyby do tego doszło, ludzie straciliby bodźce do robienia czegokolwiek. Wśród najbogatszych, którzy w dużej mierze musieliby sfinansować takie świadczenie, pojawiłyby się natomiast pretensje o to, że zostali zmuszeni do oddawania zarobionych przez siebie pieniędzy komuś, kto nie pracuje – mówi nasz rozmówca.

Z raportu „Bezwarunkowy Dochód Podstawowy. Nowy pomysł na państwo opiekuńcze?”, przygotowanego przez Polski Instytut Ekonomiczny, wynika, że 73 proc. Polaków kontynuowałoby pracę zarobkową przy jednoczesnym pobieraniu świadczenia. Z jednej strony można stwierdzić, że wynik tego sondażu obala tezę prof. Gwiazdowskiego o utracie chęci do pracy, ale z drugiej pokazuje potencjalną skalę rezygnacji z wykonywania dotychczasowych obowiązków zawodowych – to, bagatela, 27 procent. A co z opisywanym przez eksperta zagrożeniem wybuchem niezadowolenia w grupie zamożnych obywateli? – Ta część społeczeństwa protestuje przeciwko każdemu rozwiązaniu, którego celem jest polepszenie sytuacji najsłabszych. Tak było także w przypadku 500 Plus, które jest przecież czymś na kształt BDP dla najmłodszych. Dzisiaj już właściwie nikt nie domaga się rezygnacji z tego programu – mówi dr Szlinder. I dodaje, że celem polityki społecznej powinno być stworzenie systemu, w którym do 18. roku życia otrzymuje się świadczenie w rodzaju 500 Plus, następnie dochód podstawowy, a po ukończeniu 65 lat emeryturę obywatelską.

Wyższe podatki

Autorzy raportu PIE szacują, że przy wypłacaniu kwoty 1200 zł miesięcznie wszystkim osobom w wieku produkcyjnym oraz 600 zł osobom w wieku przedprodukcyjnym (zwaloryzowane świadczenie 500 Plus) państwo musiałoby dysponować dodatkowymi 376 mld zł rocznie. Skąd wziąć takie środki? – Finansowanie świadczenia byłoby możliwe m.in. dzięki zwiększeniu poziomu zadłużenia. Pandemia pokazała nam, że możemy sobie na to pozwolić. Nie obyłoby się także bez podniesienia podatków oraz nałożenia nowych, zwłaszcza na gigantów technologicznych oraz inne korporacje – mówi dr Szlinder.

Profesor Gwiazdowski przyznaje, że zgodnie z niektórymi teoriami ekonomicznymi nie ma nic niewłaściwego w zwiększaniu poziomu deficytu budżetowego oraz wzroście długu publicznego. Jego zdaniem ciągłe zadłużanie się jest jednak niebezpieczne. Jako przykład podaje Grecję, która w 2009 r. pogrążyła się w kryzysie. Dług publiczny sięgnął tam wówczas poziomu 120 proc. PKB. Ponadto ekspert podkreśla, że podniesienie podatków najbogatszym nie przyniosłoby wpływów wystarczających na sfinansowanie dochodu podstawowego. – Około 97 proc. Polaków jest objętych pierwszym progiem podatkowym. Koszty wprowadzenia tego rozwiązania spadłyby na tych objętych drugim progiem, czyli nieco ponad milion osób. Jak dużo należałoby im zabrać, żeby wystarczyło dla wszystkich? – pyta nasz rozmówca.

Problemem byłaby nie tylko kwestia finansowania świadczenia, ale także jego wpływ na sytuację ekonomiczną. Profesor Gwiazdowski podkreśla, że w gospodarce bardzo istotna jest podaż. – Do codziennego funkcjonowania nie potrzebujemy w gruncie rzeczy pieniędzy, ale różnego rodzaju dóbr. Po wprowadzeniu dochodu podstawowego mniej osób zajmowałoby się ich wytwarzaniem, więc zmniejszyłaby się ich dostępność na rynku. Skutki takiej sytuacji byłyby fatalne dla nas wszystkich – podsumowuje nasz rozmówca.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama