Nowy numer 8/2021 Archiwum

Światło u niechrześcijan

Dlaczego Kościół rozmawia z przedstawicielami religii pozachrześcijańskich, mówi bp Rafał Markowski, przewodniczący Rady KEP ds. Dialogu Religijnego oraz Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem.

Franciszek Kucharczak: Dzień Judaizmu w Kościele katolickim, Dzień Islamu w Kościele katolickim – do czego nam, katolikom, to potrzebne?

Bp Rafał Markowski: Te dni są zwieńczeniem tego, co dokonuje się w ciągu roku: dialogu międzyreligijnego i ekumenicznego. Ekumenizm to dialog wewnątrzchrześcijański, zaś dialog międzyreligijny to spotkanie ludzi, którzy reprezentują odmienne pojęcie Boga, świata i człowieka. Dialog międzyreligijny nie ma na celu stworzenia jednego wielkiego systemu religijnego, który by ogarnął cały świat. To jest dyskusja dotycząca wartości, które mogą być wspólne.

Czy doświadczenie duchowe przedstawicieli religii pozachrześcijańskich może być przydatne dla katolika, który ma pełnię objawienia?

Należy pamiętać, że Chrystus, wchodząc w historię świata, nie wkroczył na pustynię religijną. Już za Jego czasów istniało doświadczenie religijne świata w postaci judaizmu, ale też hinduizmu, buddyzmu, religii plemiennych. Kościół od początku stał przed wielkim wyzwaniem odniesienia się do tego doświadczenia religijnego. Nie było to łatwe, bo chrześcijaństwo w punkcie wyjścia podkreślało swój absolutny charakter, czyli pełnię objawienia, która dokonała się w Chrystusie. Na przestrzeni wieków zrodziło się przekonanie, że religie pozachrześcijańskie oparte są na ludzkim tylko wysiłku w odkrywaniu prawdy o Bogu. Ponieważ zaś ludzkie poznanie jest ograniczone, dokonywano surowej oceny tych religii, mówiąc jednoznacznie, że nie są przydatne do zbawienia. To przekonanie, wyrażone określeniem św. Cypriana: „Poza Kościołem nie ma zbawienia”, naznaczyło historię relacji chrześcijaństwa z religiami pozachrześcijańskimi. Co za tym idzie – utrudniało dialog. Ta surowa ocena nie stwarzała płaszczyzny do jego prowadzenia.

A jednak teraz jest inaczej.

Upływające wieki – dogłębna wiedza na temat świata, jak również jego życia religijnego, związana z rozwojem nauk religioznawczych – sprawiły, że dokonano pewnej rewizji religii pozachrześcijańskich. Zaczęto doceniać pewne elementy życia religijnego i duchowego. I to znajdujemy w dokumentach Soboru Watykańskiego II, szczególnie w dokumencie „Nostra aetate”. Powiedziano tam wyraźnie, że w religiach pozachrześcijańskich odnajdujemy elementy dobra i prawdy, które są promieniami tej prawdy, którą w całej pełni znajdujemy w chrześcijaństwie. To stwierdzenie stworzyło możliwości zmiany nie tylko stosunku do innych religii, ale podjęcia dialogu międzyreligijnego. Toczy się on wokół wartości, które mogą być ubogaceniem również dla chrześcijanina. „Nostra aetate” bardzo wyraźnie odnosi to do religijności Wschodu, która pochyla się nad największymi problemami ludzkiej egzystencji. Na przykład buddyzm dotyka problemu cierpienia, próbuje go rozwiązać. Oczywiście to rozwiązanie nie idzie w parze z pojęciem i interpretacją cierpienia, które odnajdujemy w chrześcijaństwie. Są też istotne różnice w podejściu do osoby ludzkiej, nie zmienia to jednak faktu, że istnieją elementy, wokół których dialog międzyreligijny można prowadzić. „Nostra aetate” mówi też o tym, co jest bliskie chrześcijaństwu w islamie. Wreszcie odnosi się do judaizmu, któremu poświęca najwięcej uwagi. Z prostej przyczyny: młode chrześcijaństwo wyrasta w kręgu religii judaistycznej.

Wielu katolików jednak, słysząc hasło „dialog międzyreligijny”, obawia się, że jest to droga do rozmycia tożsamości chrześcijańskiej. Czy ten dialog nie niesie takiego niebezpieczeństwa?

Istotne są zasady, które dialogowi muszą towarzyszyć. Poczynając od pokory, przez szacunek, który należy okazywać partnerowi dialogu, przez dogłębną wiedzę religioznawczą i teologiczną, aż do dialogu w prawdzie, który dotyka zarówno tego, co jest nam bliskie, jak i tego, co nas zdecydowanie różni. Prawdziwy dialog, prowadzony zgodnie z tymi zasadami, nie grozi utratą tożsamości. Kościół, prowadząc dialog z religiami pozachrześcijańskimi, mówi o istocie chrześcijaństwa, o tym, na czym polega jego specyfika. Zestawiając postać Chrystusa z wielkimi założycielami czy też mistrzami duchowymi, jak Budda, Konfucjusz, Mahomet, widzimy, że Chrystus nie jest jednym z nich. Założyciele wielkich religii byli mistrzami duchowymi na zasadzie wskazywania prawdy czy drogi, która do niej prowadzi. Ale oni nie byli przedmiotem wiary swoich uczniów. Chrystus natomiast pojawia się jako ten, który nie tylko przynosi objawienie, ale stanowi przedmiot tego objawienia. Jezus mówi o sobie: „jestem drogą, prawdą i życiem”. A zatem w Chrystusie odnajdujemy pełnię objawienia, pełnię prawdy. Kościół, prowadząc dialog międzyreligijny, może tylko coraz wyraziściej wyrażać tę prawdę.

A jednak zdarzają się zachowania wątpliwe. Na przykład w przypadku misjonarza, który chwalił się w internecie: „Wraz z kapłanem religii andyjskich oddaliśmy cześć Bogu Słońca”. Czy o to chodzi w dialogu?

Odpowiadając, wskazałbym na rozwój katolickiej teologii po Soborze Watykańskim II. Ta teologia rozwinęła się w trzech punktach. Pierwszy to tzw. nurt eksluzywistyczny, zwany nurtem zerwania. Polega on na przekonaniu, że religie pozachrześcijańskie nie tylko nie są pomocą w dojściu do objawienia chrześcijańskiego, ale są pewnego rodzaju przeszkodą. Drugi kierunek to nurt relatywistyczny. Ponieważ Chrystus przyszedł dla zbawienia każdego człowieka, przedstawiciele tego nurtu próbują odnaleźć Jego obecność w rytach, symbolach i doktrynach religii pozachrześcijańskich. Mówią o tzw. ukrytej obecności Chrystusa, a co za tym idzie, o anonimowym chrześcijaństwie i ukrytej wierze, która nadaje religiom pozachrześcijańskim wartość zbawczą. To są dwa krańcowe kierunki w katolickiej teologii religii.

A trzeci nurt?

To droga środka, którą wyznacza nurt soborowy, reprezentowana przez wybitnych teologów, takich jak Yves Congar, Henri de Lubac, Jean ­Daniélou czy Joseph Ratzinger. Ta droga, zgodnie z zaleceniem soboru, próbuje odnajdywać elementy dobra i prawdy w religiach pozachrześcijańskich, nie przesądzając o ich zbawczej wartości. Podejście to nadaje dialogowi międzyreligijnemu wymiar personalistyczny. Ponieważ chrześcijaństwo wychodzi z głoszeniem Ewangelii do wszystkich, do których posyła nas Chrystus, najważniejszym partnerem rozmowy jest człowiek, a nie instytucja religijna, którą reprezentuje. W tym wypadku dialog międzyreligijny, prowadzony w dobrej woli, z pokorą, szacunkiem i wiedzą, wysłuchaniem i zrozumieniem, ma sens, uzasadnienie i może przynieść coś dobrego. Może to zaowocować określeniem wspólnych wartości, służących godności człowieka.

Nurty skrajne mogą być zatem niebezpieczne?

Jeśli chodzi o nurt zerwania, niebezpieczna jest daleko idąca surowa ocena religii pozachrześcijańskich i jednoznaczne przekreślanie pozytywnych elementów w tych religiach, które mogą służyć duchowemu rozwojowi człowieka. Z kolei nurt ciągłości jest niebezpieczny, bo może zacierać różnicę między Kościołem a religiami pozachrześcijańskimi. Według przedstawicieli nurtu ciągłości różnica między chrześcijaninem a niechrześcijaninem istnieje tylko w świadomości. Chrześcijanin, jak twierdzą, ma świadomość swojej wiary, przynależności do Chrystusa i życia w Jego łasce, a niechrześcijanin nie ma tej świadomości. Czyli żyje Chrystusem, tylko o tym nie wie. To jest bardzo niebezpieczne podejście i na to zwracają uwagę teologowie nurtu środka, wskazując, że to jest daleko idące zacieranie tożsamości chrześcijańskiej.

Czy w takim razie zbliżenie międzyreligijne nie osłabia zapału misyjnego chrześcijan?

Należy pamiętać, że dialog międzyreligijny dokonuje się na płaszczyźnie teoretyzowania i przekonywania się argumentami, ale najbardziej przemawiającym argumentem jest świadectwo życia. To, co grozi Kościołowi, to nie utrata tożsamości w wyniku dialogu międzyreligijnego, lecz utrata tożsamości i siły oddziaływania wskutek zaniku wiary swoich dzieci. To jest największe niebezpieczeństwo. Kościół przemawia do świata najmocniej świadectwem wiary.

Deklaracja z Abu Zabi zawiera stwierdzenie, że „pluralizm i różnorodność religii, koloru skóry, płci, rasy i języka są wyrazem mądrej woli Bożej, z jaką Bóg stworzył istoty ludzkie”. Jak to rozumieć?

Odniósłbym to do początku Listu do Hebrajczyków: „Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna”. Historia religijna świata istnieje tak długo, jak długo istnieje człowiek. Wszędzie, gdzie pojawił się człowiek, tam również pojawia się życie religijne. Inaczej mówiąc: człowiek tęsknił za Bogiem, i zawsze próbował Go odkryć. Ten wysiłek został dopełniony. Momentem kluczowym było przyjście Syna Bożego, który przynosi pełnię objawienia i pełną prawdę o Bogu. W tym kontekście ta różnorodność w świecie jest i funkcjonuje, a zadaniem Kościoła jest, mimo upływających wieków, nadal tę pełnię prawdy o Bogu nieść światu. I Kościół czyni to między innymi w ramach dialogu międzyreligijnego. •

Biskup Rafał Markowski

Biskup pomocniczy warszawski, doktor habilitowany nauk teologicznych, przewodniczący Rady ds. Dialogu Religijnego i Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama