Nowy numer 3/2021 Archiwum

Komiksy na ekranie

Czy serial o przygodach Kajka i Kokosza otworzy nowe perspektywy dla przybliżenia polskich komiksów miłośnikom sztuki filmowej?

To już pewne: Netflix ogłosił, że pierwszą oryginalną polską serią animowaną, stworzoną na potrzeby tej platformy, będzie adaptacja cyklu komiksowego „Kajko i Kokosz”. Na tę wiadomość fani kultowej serii czekali od dawna, bowiem do ekranizacji przygód średniowiecznych wojów podchodzono już kilkakrotnie. Najpierw, na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku, miał powstać serial animowany na podstawie komiksów Janusza Christy. Przymierzał się do tego polski oddział Hanna-Barbera we współpracy ze Studiem Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej, jednak inicjatywa zakończyła się na etapie testów i wstępnych animacji. W 2001 r. rozpoczęły się z kolei przymiarki do filmu fabularnego zainspirowanego komiksowym albumem „Dzień Śmiechały”. Obraz miała wyprodukować firma Hegemont. Zapowiadano superprodukcję w reżyserii Olafa Lubaszenki, z udziałem największych gwiazd rodzimego kina wyłonionych w plebiscycie, ale prace zostały wstrzymane z powodu zbyt niskiego budżetu. Jedynym zrealizowanym dotąd projektem filmowym związanym z komiksową serią Janusza Christy pozostaje 16-minutowa animacja komputerowa „Kajko i Kokosz”, stworzona na bazie jednego z wątków albumu „Zamach na Milusia”. Głosu głównym bohaterom użyczyli wówczas Maciej Stuhr i Cezary Żak. Krótki obraz w reżyserii Daniela Zduńczyka i Marcina Męczkowskiego, wyprodukowany w studiu Virtual Magic, nie wzbudził jednak zbytniego entuzjazmu miłośników komiksu.

Filmowy samograj

Tym razem istnieje duża szansa, że stanie się inaczej. W prace nad serialem powstającym w studiu EGoFILM zaangażowali się twórcy związani ze środowiskiem komiksowym. Za scenariusz odpowiadają Maciej Kur i Rafał Skarżycki, zaś autorem projektów postaci jest Sławomir Kiełbus, którego Christa namaścił przed śmiercią na swojego następcę. Obecność tych osób w zespole pracującym nad filmem napawa optymizmem. Kur i Kiełbus mają już bowiem za sobą udaną kontynuację książkową dzieła Christy. W wydanym przed rokiem albumie „Królewska Konna” pierwszy jest scenarzystą, drugi – autorem rysunków, za kolory odpowiada natomiast Piotr Bednarczyk. Komiks posiadał wszystkie atuty oryginału: był zabawny, dobrze narysowany, z wartką akcją. Fani serii odkrywali w nim liczne nawiązania do pierwowzoru, ale także aluzje do współczesności. Na przyszły rok zapowiadany jest kolejny album tych samych autorów z nowymi przygodami Kajka i Kokosza.

Czy jednak dobry komiks zawsze jest materiałem na dobry film? To prawda, że komiks jest sztuką bliską filmowi ze względu na posługiwanie się sekwencjami obrazów. Jednak odpowiedź na to pytanie jest nieco bardziej skomplikowana. W świecie komiksu można znaleźć przecież wiele „podgatunków”. Należą do nich np. krótkie historyjki obrazkowe albo dzieła o bardziej poetyckim charakterze, mocno operujące symbolem i eksponujące silniej warstwę malarską niż fabułę. Z pewnością tego typu dzieła znacznie trudniej sfilmować. Jednak w przypadku „klasycznego” komiksu, jakim niewątpliwie jest „Kajko i Kokosz”, wszystkie zalety: ciekawie skonstruowana fabuła, galeria zabawnych postaci, szlachetna kreska – sprawiają, że mamy do czynienia niemal z filmowym „samograjem”. Warto przywołać tutaj przykład bardzo podobnej francuskiej serii przygód Asteriksa i Obeliksa, często zresztą z komiksami Christy porównywanej (aż do mocno przesadzonych oskarżeń o plagiat), która zrobiła furorę w świecie filmu. Na jej podstawie powstało już kilkanaście obrazów kinowych – zarówno animowanych, jak i aktorskich.

W poszukiwaniu superbohaterów

Wpływ komiksu na rozwój sztuki filmowej najsilniej widać na przykładzie tzw. superbohaterów. Dziś może nawet nie wszyscy miłośnicy licznych filmów o Supermanie, Batmanie czy Spider-Manie zdają sobie sprawę, że ich ulubieni bohaterowie narodzili się najpierw na kartach amerykańskich komiksowych serii. Rodowód pierwszych dwóch sięga aż lat 30. ubiegłego wieku, zaś Spider-Man został powołany do życia w roku 1962. Wszyscy oni do dziś cieszą się niesłabnącą popularnością.

Co nas tak urzeka w superbohaterach? W ich przygodach odnajdujemy przede wszystkim odwieczną walkę dobra ze złem. Przez swoje nadprzyrodzone zdolności (Superman, Spider-Man) albo dzięki niezwykłej inteligencji, znajomości psychologii czy sprawności fizycznej (Batman) bohaterowie amerykańskich komiksów budzą w odbiorcach wiarę, że dobro jest silne i ma szansę w tej walce zwyciężyć. Dodatkowym atutem tych postaci jest to, że w życiu codziennym zmagają się one ze zwykłymi problemami – nieszczęśliwą miłością, nieprzyjemnym szefem, chorobami czy bezsennością. Dzięki temu wielu z nas może się z nimi utożsamić. A jeśli dodamy do tego całą otoczkę niezwykłych zjawisk, będących polem do popisu dla twórców efektów specjalnych, trudno się dziwić, że przygody superbohaterów stanowią nieustanne źródło inspiracji dla branży filmowej.

Na tym tle polski komiks prezentuje się dość szczególnie, bo trudno w nim znaleźć podobne postaci. Niezwykłe moce posiada wprawdzie Thorgal – bohater komiksów rysowanych przez Grzegorza Rosińskiego do scenariusza belgijskiego autora Jeana van Hamme’a (ta sama para stworzyła także słynnego „Szninkla”, uznawanego za arcydzieło europejskiej sztuki komiksowej) – jednak mamy tu do czynienia z zupełnie innym gatunkiem, łączącym w sobie elementy baśni, legendy, mitu i fantasy. Mimo to trudno nie zadać sobie pytania, czemu rodzimy komiks nie miał dotąd szczęścia do ekranizacji.

Historie niesfilmowane

Pytanie jest tym bardziej zasadne, że co roku powstaje u nas prawie sto nowych tytułów komiksowych. Tymczasem filmów, które stworzono na ich podstawie, jest jak na lekarstwo. Najsłynniejsza, obok „Kajka i Kokosza”, polska seria komiksowa – „Tytus, Romek i A’Tomek” Henryka Jerzego Chmielewskiego – doczekała się zaledwie jednej realizacji filmowej. Trudno ją jednak nazwać ekranizacją, bo scenariusz dość dziwacznego obrazu animowanego Leszka Gałysza „Tytus, Romek i A’Tomek wśród złodziei marzeń” nie odzwierciedla treści żadnego z komiksów Papcia Chmiela. Trudno też odnaleźć w nim specyficzny humor obecny w komiksowej serii.

Udane ekranizacje można natomiast policzyć na palcach jednej ręki. Do sprawnie zrealizowanych produkcji zalicza się z pewnością „Jeż Jerzy” na podstawie komiksu Rafała Skarżyckiego i Tomasza Leśniaka, ale ta satyra na współczesną polską rzeczywistość z tytułowym „antybohaterem” jest rzeczą przeznaczoną zdecydowanie dla dorosłych odbiorców, podobnie jak krótkie, dosadne epizody oparte na przygodach „Wilqa Superbohatera” autorstwa braci Minkiewiczów. Dla dzieci pozostaje właściwie tylko serial „Żubr Pompik” na podstawie ilustrowanych książek Tomasza Samojlika, które jednak klasycznymi komiksami nie są. Wśród zapowiadanych produkcji zwraca natomiast uwagę „Diplodok” w reżyserii Wojciecha Wawszczyka na podstawie komiksu Tadeusza Baranowskiego, twórcy faktycznie osobnego na naszym rynku. Jego komiksy („Skąd się bierze woda sodowa i nie tylko”, „Na co dybie w wielorybie czubek nosa eskimosa”, „Antresolka profesorka Nerwosolka” czy „Podróż smokiem Diplodokiem”) odznaczały się ciekawą kreską. Z tego powodu zaproponowano mu wyjazd do Belgii, nazywanej stolicą komiksu. Nie mógł się tam jednak do końca odnaleźć, bo jego opowieści były w dużym stopniu oparte na nieprzetłumaczalnym humorze słownym. Film może okazać się szansą na przypomnienie tego niedostatecznie jeszcze docenionego autora. Miejmy nadzieję, że serial o Kajku i Kokoszu otworzy nowe perspektywy dla przybliżenia polskich komiksów widzom – nie tylko w naszym kraju. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Szymon Babuchowski

Kierownik działu „Kultura”

Doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa. Przez cztery lata pracował jako nauczyciel języka polskiego, w „Gościu” jest od 2004 roku. Poeta, autor pięciu tomów wierszy. Dwa ostatnie były nominowane do Orfeusza – Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego, a „Jak daleko” został dodatkowo uhonorowany Orfeuszem Czytelników. Laureat Nagrody Fundacji im. ks. Janusza St. Pasierba, stypendysta Fundacji Grazella im. Anny Siemieńskiej. Tłumaczony na język hiszpański, francuski, serbski, chorwacki, czarnogórski, czeski i słoweński. W latach 2008-2016 prowadził dział poetycki w magazynie „44/ Czterdzieści i Cztery”. Wraz z zespołem Dobre Ludzie nagrał płyty: Łagodne przejście (2015) i Dalej (2019). Jest też pomysłodawcą i współautorem zbioru reportaży z Ameryki Południowej „Kościół na końcu świata” oraz autorem wywiadu rzeki z Natalią Niemen „Niebo będzie później”. Jego wiersze i teksty śpiewają m.in. Natalia Niemen i Stanisław Soyka.

Kontakt:
szymon.babuchowski@gosc.pl
Więcej artykułów Szymona Babuchowskiego

 

Zobacz także