Nowy numer 3/2021 Archiwum

Więcej światła!

Dlaczego męczennica pochodząca ze skąpanej w słońcu Sycylii jest najpopularniejszą świętą w protestanckiej Skandynawii? Dlaczego wierzono, że w noc z 12 na 13 grudnia świat jest najbardziej narażony na działanie demonów? Kim jest ta, która rozświetla gęsty mrok?

13 grudnia. Pierwsze skojarzenie? Ciemność i szaroburość, chlapa na chodnikach, zmarznięte na kość kikuty drzew i zduszona przez czołgi wolność raczkującej Solidarności. To wersja polska. Co ciekawe, tego dnia Szwedzi mają zupełnie inne skojarzenia. Cieplejsze i bardziej rozświetlone.

Światło we włosach

Bladym świtem, gdy rozespany świat tonie w mroku, na ulice Sztokholmu, Malmö, Göteborga, Uppsali i wielu innych szwedzkich miast wyrusza niezwykły pochód. Rozświetlają go jedynie świece trzymane przez dzieci i młodzież. Przypomina to scenę wejściową naszych Rorat, gdy pogrążone w mroku świątynie zaczynają iskrzyć światełkami lampionów i świec; tyle że szwedzkie dzieciaki ubrane są w białe szaty, a idącej na początku orszaku z pobożnie złożonymi rękami świętej Łucji dosłownie płonie głowa. Na czele pochodu dziarsko maszeruje jasnowłosa dziewczyna, która zgodnie z tradycją „niesie światło we włosach”.

Grupa śpiewa pieśni mające ponad sto lat, których muzyczne korzenie znajdziemy pod Wezuwiuszem. Zna je na pamięć każdy mieszkaniec Szwecji. Opowiadają o dzielnej Łucji, która przynosząc pożywienie ukrywającym się w katakumbach chrześcijanom, miała oświetlać sobie drogę wpiętą w wianek świecą. Jej skandynawska kontynuatorka stąpa ostrożnie, pilnując, by wieniec z czterema równo rozłożonymi świecami nie zsunął się z głowy.

Sankta Lucia odziana jest w długą białą suknię, przepasaną czerwoną szarfą symbolizującą męczeństwo sycylijskiej chrześcijanki. Tuż za nią maszerują jej ubrane na biało pomocnice (tärnor). Każda z nich „na głowie kwietny ma wianek”, a w ręku trzyma świecę. Jest i miejsce dla „gwiezdnych chłopaków” (stjärngossar), którzy idą w długich jasnych sukniach i wysokich spiczastych czapach, gnomów (tomtar) i „piernikowych ludzików”.

Tego dnia święta Łucja odwiedza szkoły, przedszkola, szpitale i domy spokojnej starości. W wielu miastach organizowane są wcześniej wybory dziewczyny, która ma przewodzić orszakowi.

Jeśli nie możesz wziąć udziału w tej migocącej światłami procesji, nic straconego. Co roku szwedzka telewizja SVT (która wcześniej również wybiera „krajową Łucję”) transmituje ją na żywo. Spotkania z Łucją nie unikniesz nawet w momencie, w którym zostałeś laureatem Nagrody Nobla (to czas przyznawania w Sztokholmie tych wyróżnień!). Laureaci, śpiący smacznie w swych hotelowych pokojach, są budzeni przez Łucję i jej rozśpiewaną świtę. Spoglądam na zdjęcie z 1957 roku, na którym uhonorowany Noblem 43-letni Albert Camus (na trzy lata przed swą tragiczną śmiercią) koronuje kobietę wybraną do roli św. Łucji.

Świętowanie nie byłoby pełne, gdyby nie pyszności i smakołyki, które związane są z tym grudniowym dniem. Mieszkańcy Szwecji i innych krajów Skandynawii pałaszują wtedy malutkie imbirowe pierniki i szafranowe bułeczki z rodzynkami (lussekatter). Popijają je solidną ilością kawy i niezwykle słodkiego grzanego wina (glögg), często w wersji bezalkoholowej.

Choć zwyczaj obchodzenia Dnia Świętej Łucji, który dotarł do Szwecji przez Niemcy, ma sięgać początków skandynawskiego chrześcijaństwa, jego prawdziwy renesans zaobserwować można było przed stu laty. W 1927 r. gazeta „Stockholms Dagblad” rozpisała konkurs na Świętą Łucję, która miała przejść w sztokholmskim orszaku, i odtąd co roku Królowa Światła króluje 13 grudnia w Skandynawii.

Czy te oczy mogą kłamać?

Podobno święta Łucja (283–304) miała tak piękne oczy, że ściągała na siebie uwagę wszystkich. Pochodziła ze skąpanych w słońcu sycylijskich Syrakuz. Najstarszy jej żywot napisany został w V wieku.

Urodziła się w znakomitej, szanowanej rodzinie, a jej matka przeznaczyła ją dla młodzieńca z nie mniej szlachetnego rodu. Gdy Łucja odwiedziła grób św. Agaty w Katanii, ta miała jej w mistycznym widzeniu przepowiedzieć męczeńską śmierć. Czy tak było w istocie? Nie wiemy. Wiadomo natomiast, że pielgrzymka zmieniła życie pięknej nastolatki, która po powrocie do Syrakuz nie tylko cofnęła wolę wyjścia za mąż i złożyła ślub dozgonnej czystości, ale i rozdała cały majątek ubogim. Gdy wybuchły niezwykle krwawe prześladowania chrześcijan, zainicjowane edyktami cesarza Dioklecjana, zraniony niedoszły małżonek zadenuncjował Łucję jako chrześcijankę. Miała być oddana na pohańbienie do domu publicznego, ale oprawcy żadną siłą nie mogli ruszyć jej z miejsca. Nie pomogło również to, że zaprzęgli parę wołów. „Ciało nie skala się, jeśli duch się na to nie zgodzi. Każdy gwałt zadany mi wbrew woli podwoi zasługę mego dziewictwa” – miała odpowiedzieć namiestnikowi Paschazjuszowi torturowana chrześcijanka. Nie chcąc porzucić wiary, pozbawiła się oczu. Podobno nawet ogień, który nakazał rozpalić sędzia, nie tknął jej ciała. Okrutne tortury nie załamały dziewczyny. 13 grudnia ok. 304 roku została ścięta mieczem.

Przez wieki chrześcijanie modlili się za jej wstawiennictwem w chorobach oczu, a ponieważ wśród czcicieli był również Dante, Łucja patronuje także pisarzom.

Wszystko jasne?

Dlaczego kult włoskiej świętej jest tak popularny w sekularyzowanych krajach skandynawskich? Myślę, że niebagatelny wpływ mają na to… czynniki pogodowo-atmosferyczne.

– Dlaczego to święto tak mocno zakorzeniło się w Szwecji? Myślę, że największy wpływ mają na to rytm pór roku i… ogromna tęsknota Szwedów za słońcem. Trzeba trochę posiedzieć na Północy, żeby zrozumieć tę tęsknotę – opowiada Weronika Pomierna, dziennikarka i lektorka języka szwedzkiego. – Wchodzący do ciemnego pomieszczenia orszak św. Łucji, która rozświetla mrok, robi zawsze ogromne wrażenie. Tym bardziej że towarzyszą mu piękne, majestatyczne, ale też radosne pieśni, w których przeplatają się tematy światła i nowego życia. Uczciwie trzeba przyznać, że byłoby nadużyciem twierdzenie, że wszyscy, którzy świętują ten dzień, znają korzenie tego święta i jego główną bohaterkę – młodą dziewczynę z Sycylii, którą zabito dlatego, że była chrześcijanką. Choć świętowanie jest rzeczywiście powszechne, wiele osób nie ma tej świadomości…

Co ciekawe, dwa najważniejsze szwedzkie święta – Dzień Świętej Łucji i Midsommar (czyli czerwcowy odpowiednik naszej nocy świętojańskiej) – związane są ze słońcem, światłem i przemianami pór roku. Dowcip: „»Lato minęło, a tyś się wcale nie opalił«. »Bo akurat tego dnia pracowałem«” – można usłyszeć w całej Skandynawii.

Pamiętacie fragment kultowej książki Tove Jansson, w której obudzony w środku zimowego snu Muminek czekał stęskniony na słońce? „Ranek za rankiem rozjaśniały się ledwie do brzasku, który przechodził wolno w długą noc zimową; samo słońce nie pokazywało się nigdy. Zagubiło się po prostu lub może potoczyło się gdzieś we wszechświat. Początkowo Muminek nie chciał w to wierzyć. I długo czekał. Chodził co dzień nad brzeg morza i siedział, wyczekując z pyszczkiem zwróconym na wschód. Ale nic się nie działo”. Nieprzypadkowo święta Łucja rozjaśnia mrok 13 grudnia, który uważano niegdyś za najkrótszy dzień w roku. Ta, której imię pochodzi od łacińskiego lux, czyli „światło”, niesie je pogrążonym w ciemności ludziom tęskniącym za jasnością i ciepłem.

W Polsce znane jest przysłowie: „Święta Łucja dnia przyrzuca”. Jak to? – można zapytać. Przecież dnia zaczyna przybywać dopiero po świętach Bożego Narodzenia. Skąd ten niemal dwutygodniowy poślizg? Do XVI wieku Dzień Świętej Łucji przypadał właśnie w okolicy świąt, gdy jednak nasi przodkowie zamiast kalendarza juliańskiego wprowadzili gregoriański, „cofnął się” właśnie do 13 grudnia.

Z piekła rodem

Wedle ludowych podań ta najciemniejsza noc roku miała być czasem harcowania demonów. Również w polskich ludowych tradycjach (m.in. górali podhalańskich) uważano, że noc ta jest porą graniczną, sprzyjającą nieczystym mocom. Część Skandynawów w ogóle nie kładła się wówczas spać.

Wkładam płytę do odtwarzacza i odpalam „Opowieść zimową” Armii. „Czy ryby jeszcze drżą w oceanie? Czy wiatr się zrywa, czy bije dzwon?” – śpiewa Tomek Budzyński. Nie bez powodu krytycy uważają „Legendę” za najważniejszą płytę rodzimego undergroundu i jeden z najważniejszych albumów w dorobku polskiego rocka. Ten genialny krążek, nagrywany w 1991 roku jest odzwierciedleniem duchowych poszukiwań lidera grupy. – Najważniejszym utworem na płycie jest „Opowieść zimowa”. Dramat kosmiczny rozgrywający się w pewną zimową noc. Niech nikt nie kojarzy jednak tego wyłącznie ze stanem wojennym – opowiadał Budzy Kubie Wojewódzkiemu w 1991 roku. – Otóż 13 grudnia jest wedle wierzeń ludowych dniem, kiedy szatan ma największe szanse urwać się z łańcucha i zapanować nad światem. Tego dnia lud modli się, odprawiając egzorcyzmy. Ta piosenka jest egzorcyzmem.

W przypominającej strukturą litanię „Opowieści zimowej” Budzyński śpiewał: „Niech bestia śpi”. Pamiętam, jak podczas nagrywania świadectwa do książki „Radykalni” opowiadał mi, że w noc wigilijną Dnia Świętej Łucji wedle tradycji „świat jest najbardziej narażony na działanie szatana”. Czy to przypadek, że właśnie tej nocy przybywa „ze światłem we włosach” Łucja, która rozjaśnia tę przerażającą ciemność? Czy nie jest to czytelny znak misji chrześcijaństwa, które jest pełnym paschalnego blasku „marszem życia przez cmentarze świata”? Nieprzypadkowo czytana tego dnia w kościołach kolekta brzmi: „Wszechmogący Boże, ożyw w nas gorliwość za wstawiennictwem świętej Łucji, dziewicy i męczennicy, abyśmy za jej przykładem postępowali na ziemi jak dzieci światłości”.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także