Nowy numer 2/2021 Archiwum

O. Maciej Zięba: Decyzja o nominacji McCarricka nie kładzie się cieniem ani na wielkości, ani na świętości Jana Pawła II

Raport nt. McCarrica nie pokazuje jakiegokolwiek „tuszowania” czy „zamiatania pod dywan” przestępstw seksualnych ze strony Jana Pawła II – mówi o. Maciej Zięba OP w wywiadzie dla KAI. – A jeśli ktoś stawia takie zarzuty, to znaczy, że albo nie czytał raportu albo po prostu kłamie – dodaje. Tłumaczy jak bardzo przełomowy był pontyfikat Jana Pawła II w sensie rozpoczęcia w skali globalnej walki z przestępstwami wykorzystywania seksualnego małoletnich w Kościele.

Oto pełen tekst wywiadu:


Marcin Przeciszewski, KAI: Ogłoszony we wtorek 10 listopada raport Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej nt. byłego kardynała Theodore'a Edgara McCarricka wywołał falę negatywnych dla Jana Pawła II komentarzy w mediach światowych, a także polskich. Fakt, że w 2000 r. Jan Paweł II mianował McCarricka arcybiskupem Waszyngtonu, ma być rzekomo dowodem na to, że „zamiatał pod dywan” sprawy pedofilii. Jak ma się to do tego, co znajdujemy w raporcie i do prawdy historycznej?

O. Maciej Zięba OP: Jestem załamany tym, jak światowe, a także polskie media stronniczo przedstawiają tę sprawę. Raport przeczytałem dwukrotnie, a fragmenty dotyczące Jana Pawła II jeszcze bardziej szczegółowo. Widzę, że wymowa raportu jest zupełnie inna. Jeżeli pan Obirek oraz inni publicyści, a pan Zandberg i inni politycy mówią, że Jan Paweł II tuszował pedofilię, to albo nie czytali raportu, albo po prostu kłamią. Innej możliwości nie ma.

Z raportu wynika, że pierwsze oskarżenie o wykorzystywanie seksualne małoletniego przez McCarricka pojawiło się dopiero w 2017 r. - ponad 12 lat po śmierci Jana Pawła II. Wtedy natychmiast rozpoczęło się śledztwo, w wyniku którego pozbawiono McCarricka wszelkich godności, z usunięciem ze stanu duchownego włącznie.

Wcześniej jest mowa wyłącznie, o nieudokumentowanych oficjalnie jego zachowaniach seksualnych wobec osób dorosłych: kleryków i księży. Pojawiły się one po raz pierwszy w połowie lat 90-tych w kontekście podróży Jana Pawła II do USA i odwiedzin jakie miał złożyć w Newark, gdzie biskupem był McCarrick. Jednak ówczesne badanie je oddaliło i Jan Paweł II przybył do tego amerykańskiego miasta, gdzie spotkał się z nim także Bill Clinton.

Powtarzam, zarzuty o pedofilię wobec McCarricka pojawiły się dopiero w czerwcu 2017 r. więc nie ma mowy o żadnym ukrywaniu tego problemu przez Jana Pawła II. Dlatego dobrze, że zapadła decyzja o przygotowaniu tego wielkiego raportu, który został opracowany na podstawie źródeł z sześciu watykańskich kongregacji oraz nuncjatury w Stanach Zjednoczonych, a także w oparciu o zeznania ponad 90 świadków. Najkrótsze z nich trwało godzinę, a najdłuższe aż 30 godzin! Przesłuchiwany był również kard. Stanisław Dziwisz. Do tego dochodzą materiały z mediów, Białego Domu i Departamentu Stanu.

Generalnie rzecz biorąc, jeśli chodzi o bagatelizowanie ostrzeżeń, jakie dochodziły do Watykanu w sprawie McCarricka, raport nie pokazuje jakiegokolwiek „tuszowania” ze strony Jana Pawła II. Wynika zeń w sposób ewidentny, że Jan Paweł II podejmował decyzje w oparciu o informacje, jakie były mu dostarczane, że badał sprawę wnikliwie i nigdy niczego nie tuszował.

Czytaj również:


Raport ukazuje natomiast daleko posuniętą biurokratyczną niewydolność służb watykańskich. Wskazuje również na klerykalną, korporacyjną mentalność decyzyjnych gremiów w Kościele - zarówno na poziomie amerykańskiego Episkopatu jak i urzędów Stolicy Apostolskiej. A to zawsze dla Kościoła jest szkodliwe. Raport nt. McCarricka należy więc uznać za poważny materiał, wskazujący jak dużo trzeba w Kościele zmienić.

Mówi Ojciec o „biurokratycznej niewydolności” struktur watykańskich w okresie poprzedzającym nominację McCarricka na arcybiskupa Waszyngtonu. Na czym konkretnie ta niewydolność polegała?

W listopadzie 1999 r.. papież dostaje list od kard. Johna O’Connora, metropolity Nowego Jorku, którego bardzo wysoko cenił, a który wówczas był już śmiertelnie chory. Kardynał ostrzegał, że nominacja McCarricka na nowy urząd będzie błędem i grozi skandalem. W bardzo obszernym liście ów kardynał pisał o informacjach, które zebrał na temat nadużyć seksualnych wobec kleryków i młodych księży z udziałem McCarricka, zaznaczając jednocześnie, że zarzuty te dotyczą czasów zamierzchłych i nie ma dowodów ani zeznań pod przysięgą, które by je potwierdzały.

Wtedy Jan Paweł II zwraca się do abp. Giovanniego Battisty Re sekretarza Kongregacji ds. Biskupów, aby przesłał ten list do oceny osób, które znają realia amerykańskie, a zarazem by skierował prośbę do nuncjusza w USA abp. Gabriela Montalvo o przeprowadzenie śledztwa w tej sprawie. Nuncjusz pisze list do czterech amerykańskich biskupów ze stanu New Jersey, którzy od dawna znają McCarricka i którzy z nim ściśle współpracowali, z prośbą o ustosunkowanie się do zarzutów wysuniętych przez kard. O’Connora. Raport podkreśla, że biskupi ci odesłali odpowiedzi zbyt ogólne i niewystarczające w świetle tego, co mogli wówczas wiedzieć. Ogólna wymowa tych odpowiedzi jest taka, że żadne oskarżenia się nie potwierdzają, a McCarrick jest wybitnie utalentowanym, niezwykle pracowitym oraz godnym zaufania biskupem. Następnie, w końcu maja 2000 r. ów pozytywny raport czterech biskupów zostaje przekazany osobom doradzającym papieżowi oraz jemu samemu. Opinie te znacznie osłabiły negatywną wymowę listu kard. O’Connora, który zmarł parę tygodni wcześniej. Zwłaszcza, że równocześnie z USA przychodzi do Watykanu wiele listów od biskupów i księży wychwalających zasługi McCarricka. Wreszcie, na początku sierpnia 2000 r. Jan Paweł II otrzymuje za pośrednictwem ks. Dziwisza list od McCarricka, który – mówiąc wyraziście – łże w żywe oczy i przysięga, że jest absolutnie niewinny.

Papież – wbrew temu co mówią media – nie podejmuje wtedy decyzji o nominacji, ale – po przeprowadzonym śledztwie i po liście McCarricka – zwraca się z prośbą do kongregacji ds. Biskupów o dołączenie go z powrotem do listy kandydatów na urząd arcybiskupa Waszyngtonu. To Kongregacja nadal prowadzi i rozeznaje tę sprawę, zbiera opinie, analizuje dokumenty, włącznie z listami O’Connora i McCarricka. W końcu, ponad dwa miesiące po liście McCarricka, przekazuje papieżowi do podpisu nominację. Dopiero wtedy – po spełnieniu wszystkich procedur – papież podpisuje ją 14 października 2000.

A zasadniczym powodem błędnej decyzji – oprócz listu samego McCarricka – jest fakt, że ci czterej biskupi amerykańscy z Newark i okolicznych diecezji, do których pisał nuncjusz, naginają prawdę, broniąc wewnątrzkościelnej mentalności korporacyjnej. Chcą wybronić swojego współbrata. Takie właśnie, mocne oskarżenie należy im postawić, zresztą nie tylko im. Raport dowodzi dobitnie, że praca wszystkich urzędów Stolicy Apostolskiej, które w to były zaangażowane, włącznie z nuncjaturą w USA, okazała się mało skuteczna. Bowiem wszystkie te sita przepuściły kandydaturę człowieka, który był przestępcą i zdrajcą powołania. Raport jest więc przede wszystkim dowodem na instytucjonalną niewydolność kościelnych struktur, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Rzymie.

Jest też jeszcze inny wątek, o czym – nie wiem czemu – media milczą. To fakt, że McCarrick od 1996 do 2014 r. współpracował z Departamentem Stanu i Radą Bezpieczeństwa Narodowego USA oraz z prezydentami Billem Clintonem, Georgem Bushem i Barakiem Obamą. Uczestniczył w różnych działaniach dyplomatycznych. Posyłamy był z misjami m. in. do Chin, na tereny b. Jugosławii, Bliskiego Wschodu, na Kubę. Bill Clinton w 2000 r. wręczył mu Nagrodę Praw Człowieka. Bush z kolei w 2004 r. publicznie mówił, że „jest dumny, że może nazywać go swoim przyjacielem”.

Dowodzi to smutnego faktu, że również służby amerykańskie, które są znane ze swej skuteczności oraz zdolności prześwietlania osób współpracujących z administracją USA – także niczego niepokojącego nie wykryły. Nic nie wykryły także amerykańskie media, które wówczas zajmowały się aferami pedofilskimi jako jednym z głównych tematów. Stało się tak, pomimo, że niektóre z nich dostały materiały obciążające McCarrika. Najważniejsze z nich „New York Times” czy „Washington Post”, uznały, jednak że są to niewiarygodne plotki. W związku z czym zawiesiły swoje śledztwa. Co więcej, McCarrick występuje w nich jako ten, który walczy z pedofilią. W takie bowiem piórka stroił się w czasie, gdy wybuchały głośne afery na tle pedofilskim w Kościele w USA. Mamy więc z jego strony prawdziwy festiwal hipokryzji, który zwiódł zarówno administrację watykańską, jak i administrację Stanów Zjednoczonych i tamtejsze media. Świadczy to wyłącznie o tym jak był to skuteczny, błyskotliwy i utalentowany, a zarazem totalnie zakłamany człowiek.

Jak w kontekście tego wszystkiego o czym mówi raport można ocenić decyzję Jana Pawła II, który w końcu jednak podpisał jego nominację?

Była to zła decyzja. Z pewnością było też parę innych słabych nominacji, a dwie wręcz fatalne: ta dotycząca McCarricka oraz kard. Hansa Groëra, metropolity Wiednia. Byli to ludzie, którzy zdradzili swoje powołanie, hipokryci i szkodnicy niszczący bezbronnych ludzi. Niestety – przy takiej ilości działań jakie prowadził Jan Paweł II na całej kuli ziemskiej – zdarzały mu się błędne decyzje personalne. Pamiętajmy jednak, że w ciągu 27 lat Jan Paweł II mianował kardynałami aż 261 osób. Także święci popełniają błędy. Podobnym błędem również było docenianie przezeń Marciela Maciela Degollado, założyciela Legionistów Chrystusa – jako trzeciej takiej ponurej postaci. Są to ewidentne błędy, ale nie ma tam cienia premedytacji czy tuszowania przestępstw seksualnych. O tym po prostu Jan Paweł II nie wiedział. Po grzechu pierworodnym błędy są nieuchronnie wpisane w ludzka kondycję i nikt nie jest od nich wolny, ani najwybitniejsi politycy, ani najlepsi managerowie, ani ludzie Kościoła, nawet święci.

Decyzja o nominacji McCarricka – w świetle dokumentacji jaką Jan Paweł II miał na swoim biurku – wydaje się nawet uzasadniona. Bo jeśli miał tyle pozytywnych opinii nt. McCarricka a jedną negatywną, to trudno się dziwić…

Jeśli przestudiujemy wszystkie dokumenty, jakie są w raporcie, to faktycznie tak było. Jest tam krytyczny wobec McCarricka list kard. O’Connora, ale ze strony wielu innych są wręcz peany na jego temat, włącznie z przewodniczącym Konferencji Amerykańskich Biskupów Katolickich bp. Josephem Fiorenzą, abpem Jamesem Harvey’em, prefektem Domu Papieskiego, kard. Maidą z Detroit, czy kard. Hickeyem z Waszyngtomu, który w McCarricku widział swojego następcę. A pomimo to, papież nakazał zbadać negatywną opinię przedstawioną przez kard. O’Connora.

Oczywiście nie można zdjąć odpowiedzialności z Jana Pawła II, gdyż jego podpis widnieje pod nominacją, ale w tym układzie prawdopodobnie każdy popełniłby taki sam błąd. Owszem, kładzie się to cieniem na polityce personalnej Jana Pawła II, ale w żaden sposób nie kładzie się cieniem ani na jego wielkości, ani na świętości.

Czytaj dalej na kolejnej stronie

« 1 2 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama