Nowy numer 48/2020 Archiwum

Kapelan na froncie

Od pacjentów, którzy wygrali walkę z koronawirusem, często słyszy: „Proszę księdza, ja wiem, że dostałem drugie życie i nie mogę go teraz zmarnować”.

Wojewódzki Szpital Zakaźny w Warszawie od marca zajmuje się głównie leczeniem osób chorych na COViD-19. Obecnie przebywa tam ponad stu pacjentów zmagających się z tą chorobą. Mają gorączkę i duszności, wielu podłączono do respiratorów. – Dziś sytuacja jest znacznie gorsza niż wiosną. W czasie pierwszej fali pandemii wirus dotykał głównie osoby starsze, a teraz nie oszczędza także wysportowanych i prowadzących zdrowy tryb życia 20- i 30-latków. Oni także bardzo ciężko przechodzą tę chorobę. Wszystkich cierpiących staram się podnosić na duchu – mówi „Gościowi” o. Łukasz Baran CSsR, kapelan warszawskiej placówki.

Kartka i długopis

Ojciec Łukasz jest trzydziestoletnim redemptorystą. Od dwóch lat posługuje w stołecznym szpitalu zakaźnym. Kiedy w marcu zaczęły do niego docierać pierwsze sygnały o prawdopodobnym rozwoju epidemii w naszym kraju, przestraszył się. Bardziej niż o siebie martwił się jednak o pacjentów, którzy będą musieli zmierzyć się z tą chorobą. – To była moja pierwsza myśl: w tak trudnej sytuacji nie mogę ich zostawić w potrzebie – opowiada.

Pierwsza pacjentka chorująca na COVID-19, która trafiła do warszawskiego szpitala, miała ok. 70 lat. Była w bardzo złym stanie, cierpiała także na kilka innych chorób. Ktoś z rodziny poprosił o wizytę kapelana. Pielęgniarki pokazały kapłanowi, jak założyć kombinezon ochronny, wytłumaczyły, jak prawidłowo zdezynfekować dłonie. Gdy podszedł do chorej, nie mógł z nią nawiązać kontaktu. Nie była w stanie wyspowiadać się ani przyjąć Komunii św. Udzielił jej sakramentu namaszczenia chorych oraz absolucji generalnej na wypadek śmierci. – Zmarła tydzień później, odprawiłem jej pogrzeb. Bliscy tej pacjentki bardzo przeżywali jej śmierć. Generalnie rodziny osób chorych na koronawirusa są w bardzo trudnej sytuacji, ponieważ nie mogą pożegnać się z krewnymi. Często proszą, abym przekazał im, że bardzo ich kochają i modlą się w ich intencji – mówi kapelan.

Innym razem o. Łukasz otrzymał od pielęgniarki informację, że do szpitala trafiła pacjentka, która ma duże trudności z oddychaniem. Leżała pod namiotem tlenowym. Gdy kapłan zaczął do niej mówić, cicho odpowiedziała, że nic nie słyszy. Wtedy sięgnął po kartkę i długopis. Zaczął zadawać kolejne pytania: czy jest pani katoliczką, czy jest pani wierząca, czy chciałaby pani pojednać się z Bogiem? Pokiwała głową. – Po jej twarzy widziałem, że bardzo tego pragnie. Napisałem jeszcze: „Proszę wzbudzić w sobie żal za grzechy” i udzieliłem rozgrzeszenia. Zrobiłem to w ostatniej chwili. Później trafiła na oddział intensywnej terapii – opowiada kapłan.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama