Nowy numer 49/2020 Archiwum

Wolność i samodyscyplina

W tym roku Maria Montessori skończyłaby 150 lat. Stworzona przez nią metoda nauczania ma zarówno zwolenników, jak i przeciwników.

W klasie próżno szukać tablicy i biurka nauczyciela. Co prawda nie brakuje ławek, ale siedzenie przy nich nie jest obowiązkowe. W czasie lekcji można zająć miejsce np. na dywanie. Na znajdujących się przy ścianie regałach znajdują się materiały z różnych dziedzin: język polski, matematyka, przyroda itd. Uczeń wybiera najciekawszy w jego opinii zestaw i rozpoczyna pracę. W wykonywaniu zadania nie przeszkadzają mu obwieszczające przerwy dzwonki ani narzucający tempo nauczyciele. – Zależy nam na tym, aby dziecko jak najszybciej zdobyło umiejętność samodzielnego uczenia się, rozwiązywania problemów i oceny własnych możliwości. Zadaniem nauczyciela jest obserwowanie jego rozwoju i udzielanie pomocy w sytuacjach, w których rzeczywiście jej potrzebuje – mówi Agnieszka Guzik, wiceprezes Fundacji Wspierania Idei Montessori Ziarnko Maku.

Polaryzacja uwagi

Urodzona w 1870 r. Maria Montessori była włoską lekarką, która przez lata zajmowała się obserwacją dzieci niepełnosprawnych umysłowo. Poszukując sposobu na przyspieszenie ich procesu rozwojowego, poszerzała wiedzę nie tylko z zakresu psychiatrii, ale także pedagogiki. Początkowo w pracy z najmłodszymi czerpała inspiracje z dorobku naukowego francuskiego lekarza Edouarda Séguina. Wkrótce wypracowała własną metodę, która szybko przyniosła dobre efekty: jej podopieczni zaczęli osiągać lepsze wyniki w nauce niż ich w pełni sprawni rówieśnicy. – Maria zauważyła, że dzieci najszybciej uczą się przez zaangażowanie kilku zmysłów. Stąd pomysł na nietypowe pomoce naukowe, czyli np. cyfry wykonane z szorstkiego materiału. Dziecko może je nie tylko zobaczyć, ale także dotknąć – tłumaczy Agnieszka Guzik.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama