Nowy numer 44/2020 Archiwum

Paciorki z miłością

Różaniec nie spadł z nieba. Z dojściem do nieba ma jednak związek – o ile jest dobrze używany.

Kasia z mężem postanowili codziennie przez dłuższy czas odmawiać wszystkie części Różańca. Było to związane z nowenną, której odprawienia się podjęli. – Z początku obawiałam się tego, wydawało mi się, że nie dam rady, że nie pogodzę tego ze zwykłymi obowiązkami – opowiada. A jednak, ku swojemu zaskoczeniu, dała radę. – Różaniec jakoś oplótł cały mój dzień. Robiłam wszystko, co trzeba, ale z większym skupieniem i jakby w bezustannej modlitwie. Nie przeszkadzało to w życiu, nawet przeciwnie: poprawiło jego jakość. I tak sobie myślę, że to dla nas było cenniejsze od tego, co chcieliśmy uprosić – uśmiecha się.

Podobne doświadczenia ma wielu ludzi, którzy chwytają za różaniec. Uświadamiają sobie, że najcudowniejszym owocem modlitwy jest… modlitwa.

Ewolucja

W Różańcu chodzi o to samo, o co chodzi w każdej modlitwie – o wzmocnienie więzi z Bogiem. Ta modlitwa też podlegała ewolucji i jej forma w ciągu wieków się zmieniała. Ba – wciąż się zmienia. Ostatnia znacząca zmiana miała miejsce w 2002 r., gdy Jan Paweł II ogłosił wprowadzenie czwartej części – tajemnic światła. Nie wszyscy byli wówczas zadowoleni. Pojawiały się opinie, że to ludzka ingerencja w tradycję, która nie powinna być zmieniana, bo została dana przez Boga.

Niesłusznie. Z pewnością Różaniec jest cenną modlitwą Kościoła katolickiego, jednak daną ludziom nie jako gotowe i nienaruszalne dzieło, lecz tworzoną przez wieki. Wbrew popularnej opinii, wedle której Różaniec został dany z nieba św. Dominikowi, fakty są inne. Dominik i bracia z jego zakonu bardzo rozpowszechnili tę modlitwę, ale jej początki są dużo wcześniejsze.

Jak psalmy

„Panie Jezu Chryste, Synu Boga, zmiłuj się nade mną, grzesznikiem” – mówili mnisi na Wschodzie już w starożytności. Powtarzali te słowa wielokrotnie w rytm oddechu, zanurzając się w obecności Bożej. Czasem przekładali przy tym kamyki. Pozwalało im to zliczyć powtórzenia i pomagało zachować modlitewne skupienie. Podobną metodę stosował żyjący w III wieku pustelnik Paweł z Teb, który każdego dnia odmawiał 300 razy „Ojcze nasz”. W tym celu kładł sobie na kolana 300 kamyków, które stopniowo zrzucał. Kilka wieków później do odliczania modlitw zaczęto stosować sznury z paciorkami. Także mnisi na Zachodzie, przejęci wezwaniem: „Nieustannie się módlcie” (1 Tes 5,17), wcześnie przyjęli praktykę uświęcania poszczególnych godzin dnia i nocy modlitwą psalmami – których jest 150.

W średniowieczu dla potrzeb niepiśmiennych chrześcijan tworzono na ścianach kościołów Zachodu coś w rodzaju obrazkowej historii biblijnej. Uczono ich też, szczególnie przy klasztorach, modlitw nawiązujących do tekstów Pisma Świętego – w pierwszym rzędzie Modlitwy Pańskiej. Powstało z tego coś, co świeckim zastępowało odmawiany przez kapłanów i osoby zakonne psałterz: 150 modlitw – tyle samo, ile jest psalmów w Biblii.

Tak stopniowo kształtowała się modlitwa medytacyjna związana z kultem Matki Bożej. Modlitwa „Zdrowaś, Maryjo” (Ave Maria) powstała około XIII wieku. Najpierw ukształtowała się jej pierwsza część, która zawiera połączone teksty z Ewangelii: fragment pozdrowienia Maryi przez archanioła w chwili zwiastowania i słowa Elżbiety wypowiedziane w czasie spotkania z Matką Bożą. Druga, modlitewno-błagalna część, czyli „Święta Maryjo”, powstawała dłużej. Przypuszcza się, że prośbę o wstawiennictwo Maryi „teraz i w godzinę śmierci” zaczęto dodawać do Pozdrowienia Anielskiego w czasie, gdy w Europie szalała zaraza dżumy.

Kontemplować, nie klepać

Liczni papieże zalecali modlitwę różańcową. Jej formę, która zasadniczo dotrwała do dziś, zatwierdził Pius V dokumentem z 1569 r. To za jego pontyfikatu doszło do wielkiej bitwy morskiej pod Lepanto, w której wojska chrześcijańskie pokonały Turków, oddalając zagrożenie islamską inwazją. Pamiątką tego dnia w Kościele jest święto Matki Bożej Różańcowej, bo to Jej wstawiennictwu powszechnie przypisano zwycięstwo nad półksiężycem.

Jednym z najważniejszych papieskich dokumentów o Różańcu w ostatnim półwieczu jest adhortacja Marialis cultus Pawła VI. Papież wyraził w niej potrzebę odnowienia kultu maryjnego, tak aby w pobożności maryjnej było więcej Chrystusa i Ducha Świętego. Wskazał na Różaniec i Anioł Pański, bo w tych modlitwach rozważa się tajemnice Chrystusa i działanie Ducha Świętego. Papież upomniał się, żeby odmawianie tej modlitwy nie było tylko zanoszeniem błagań, lecz by było kontemplacją. Jeśli brakuje kontemplacji, „Różaniec upodabnia się do ciała bez duszy i zachodzi niebezpieczeństwo, że odmawianie stanie się bezmyślnym powtarzaniem formuł oraz że będzie w sprzeczności z upomnieniem Chrystusa, który powiedział: »Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani«” – przestrzegał Paweł VI. Dodał, że Różaniec „z natury swej domaga się odmawiania w rytmie spokojnej modlitwy i jakby z zatopioną w myślach powolnością”. Chodzi bowiem o rozważanie tajemnic Chrystusa jakby sercem Maryi – o modlitwę z Maryją i na Jej wzór.

Pomoc ekumeniczna

Papieżem „różańcowym” był także św. Jan Paweł II. „To modlitwa, którą bardzo ukochałem. Przedziwna modlitwa! Przedziwna w swej prostocie i głębi zarazem” – dzielił się z wiernymi krótko po swoim wyborze na Stolicę Piotrową w 1978 r. „Oto bowiem na kanwie słów Pozdrowienia Anielskiego (Ave Maria) przesuwają się przed oczyma naszej duszy główne momenty z życia Jezusa Chrystusa. Układają się one w całokształt tajemnic radosnych, bolesnych i chwalebnych. Jakbyśmy obcowali z Panem Jezusem poprzez – można by powiedzieć – Serce Jego Matki” – mówił. Owocem miłości Jana Pawła II do modlitwy różańcowej stał się jego list apostolski Rosarium Virginis Mariae z roku 2002. Dokument ten przyniósł ważną zmianę – do trzech części dołączona została czwarta: tajemnice światła. Jednocześnie papież zawarł w liście osobiste świadectwo ukochania Różańca. „Od mych lat młodzieńczych modlitwa ta miała ważne miejsce w moim życiu duchowym” – napisał. „Różaniec towarzyszył mi w chwilach radości i doświadczenia. Zawierzyłem mu wiele trosk. Dzięki niemu zawsze doznawałem otuchy” – wyznał.

Papież Polak, podobnie jak jego poprzednik Paweł VI, zachęcił do modlitwy różańcowej „w towarzystwie” Matki Bożej. „Odmawiać Różaniec bowiem to nic innego, jak kontemplować z Maryją oblicze Chrystusa” – stwierdził.

Jan Paweł II zmierzył się także z zarzutem, że Różaniec może być przeszkodą w dialogu ekumenicznym. „W rzeczywistości przynależy on do najczystszej perspektywy kultu Matki Bożej, wskazanej przez sobór: kultu skierowanego ku chrystologicznemu centrum wiary chrześcijańskiej” – zapewnił, powołując się na stwierdzenie soboru: „gdy czci doznaje Matka, to i Syn [...] zostaje poznany, ukochany i wielbiony w sposób należyty”. W konkluzji stwierdził stanowczo: „Różaniec na nowo odkryty we właściwy sposób jest pomocą, a bynajmniej nie przeszkodą dla ekumenizmu!”.

Papież wskazał dwa „punkty krytyczne” naszych czasów, które należy dziś szczególnie polecać Bogu w modlitwie różańcowej: pokój i rodzinę. Rodzina bowiem jest „coraz bardziej zagrożona na płaszczyźnie ideologicznej i praktycznej siłami godzącymi w jej jedność” – wskazał. Budzi to „obawy o przyszłość tej podstawowej i niezbywalnej instytucji, a wraz z nią o losy całego społeczeństwa”. Pomocą w zapobieżeniu „zgubnym następstwom tego kryzysu znamiennego dla naszej epoki” jest „powrót do Różańca w rodzinach chrześcijańskich”.

Czemu nie?

Jan Paweł II był świadom trudności, jakie może nasuwać wielokrotne powtarzanie tej samej modlitwy. „Patrząc powierzchownie na to powtarzanie, można by traktować Różaniec jako praktykę jałową i nużącą. Jednak do zupełnie innych wniosków na temat koronki można dojść, kiedy uzna się ją za wyraz nigdy nieznużonej miłości” – napisał, podając przykład trzykrotnego pytania o miłość, jakie zadał Jezus Piotrowi, i trzykrotnej odpowiedzi apostoła. „By zrozumieć Różaniec, trzeba wejść w dynamikę psychologiczną właściwą miłości” – zauważył. Podkreślił, że modlitwa ta zachowuje całą swą moc i dobry głosiciel Ewangelii nie powinien go pomijać. Wreszcie stwierdził: „Dziś stoimy wobec nowych wyzwań. Czemuż nie wziąć znowu do ręki koronki z wiarą tych, którzy byli przed nami?”.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także