Nowy numer 44/2020 Archiwum

Anioł bliski ciału

Jest mnóstwo duchów niebieskich. Te, które kontaktują się z ludźmi, jaśnieją potężnym blaskiem. Blasku innych byśmy nie znieśli.

Była niedziela rano, wokół żywego ducha. Asia szła na przystanek autobusowy usytuowany na skraju lasu. Po drodze, jak zwykle, modliła się na różańcu. Nagle poczuła, że powinna przejść na drugą stronę ulicy. – To było absurdalne, bo autobus miał podjechać z przeciwnej strony. W dodatku z tamtej strony nie było chodnika – wspomina. A jednak machinalnie zrobiła tak, jak podpowiedział jej głos wewnętrzny. Idąc lewą stroną jezdni, znalazła się na wysokości przystanku. Nagle z tyłu podjechał samochód i zatrzymał się w zatoczce autobusowej. Z pojazdu wyszło trzech facetów. „Bierzemy ją” – powiedział jeden z nich.

– Mnie zamurowało, nie mogłam się ruszyć. Gdybym była na przystanku, po prostu by mnie zgarnęli. A teraz musieli przejść na drugą stronę – opowiada Asia. Tamci chcieli tak zrobić, ale nagle zza zakrętu pojawiło się szybko jadące auto. Mężczyźni zatrzymali się wpół kroku, a jeden z nich warknął: „Widzieli nas, jedziemy”. – I pojechali – mówi Asia. – Jestem przekonana, że tu wmieszał się mój Anioł Stróż – uśmiecha się.

Drabina duchów

Wiele osób zaświadcza, że gdy znajdowały się w sytuacjach krytycznych, pojawiała się pomoc nie wiadomo skąd. Zainteresowani jednak zazwyczaj wiedzą: to pomoc od Boga, udzielona im za pośrednictwem aniołów.

Biblia mówi o aniołach wiele razy, zarówno w Starym, jak i w Nowym Testamencie. Kim są te niezwykłe duchy? Co o nich wiemy? Ilu ich jest?

– Niewątpliwie jest ich dużo i anioł od anioła bardziej się różni niż człowiek od człowieka – mówi dogmatyk o. Janusz Pyda, dominikanin. –Cheruby, serafinowie, trony, moce… – te nazwy pochodzą oczywiście z Pisma Świętego, ale używanie ich usystematyzował Pseudo-Dionizy Areopagita – dodaje.

Pseudo-Dionizy to teolog z V w., który opierając się na tradycji neoplatońskiej, opracował coś w rodzaju hierarchicznie uporządkowanego modelu świata, w którym znalazło się też miejsce dla duchów czystych. – Stworzył w ten sposób coś, co nazwał hierarchią niebieską. Motyw hierarchii i chórów anielskich pochodzi od niego – wyjaśnia zakonnik, zaznaczając, że hipoteza ta zakorzeniona jest nie tylko w tradycji neoplatońskiej, ale także żydowskiej.

Groźna wielkość

Aniołom nie jest obojętne, co dzieje się z człowiekiem. „Radość powstaje u aniołów Bożych z jednego grzesznika, który się nawraca” – zapewnia Jezus (Łk 15,10). Czy jednak posługiwanie ludziom to zasadnicza działalność wszystkich aniołów?

– Zdecydowanie nie – odpowiada o. Janusz Pyda OP. – Spośród dziewięciu chórów większość w ogóle nie zajmuje się sprawami ludzkimi. My, dzięki Pismu Świętemu, znamy działalność tylko dwóch najniższych chórów: archaniołów i aniołów. Archanioł Gabriel, przychodzący do Maryi, to nie jest sam dół drabiny, ale zaledwie szczebelek wyżej. Według Pseudo-Dionizego to jest drugi chór, czyli bardzo nisko. Gdybyśmy nawet nie przyjęli tej koncepcji, to warto sobie uświadomić, o co tu chodzi: gdyby człowiek zobaczył kogoś, kto jest za blisko Boga, to nie byłby w stanie tego przeżyć. Dlatego, jak widzimy w Biblii, gdy anioł pojawia się w imieniu Boga, zaczyna od słów: „Nie bój się”, skierowanych do tego, komu się objawia. Spotkanie z kimś, kto jest tak blisko Boga, jest dla śmiertelnego człowieka czymś zatrważającym – przekonuje duchowny.

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy aniołowie stróżowie „rekrutują się” tylko z najniższej hierarchii, czy też nie. Na ten temat trwały spory teologów. – Podstawowy argument za pochodzeniem aniołów stróżów z najniższej hierarchii był taki, że po prostu to jest dla człowieka najbezpieczniejsze. To jedyne istoty niebiańskie, z którymi człowiek może się zetknąć. W sposób bardzo niedoskonały można to porównać do kijka, na którym pieczemy kiełbaskę. Gdybyśmy się za bardzo zbliżyli do ognia, spłonęlibyśmy. Tym ogniem jest Boża chwała, dlatego lepiej nam dotknąć końca „kijka” niż jego początku – zauważa żartobliwie o. Janusz Pyda OP. Zwraca przy tym uwagę, że funkcję „stróża” w stosunku do Tobiasza sprawuje Rafał – a jest „jedynie” archaniołem, czyli przedstawicielem drugiego od końca chóru anielskiego.

Rafał to jeden z trzech, obok Michała i Gabriela, znanych nam z imienia archaniołów. „Ja jestem Rafał, jeden z siedmiu aniołów, którzy stoją w pogotowiu i wchodzą przed majestat Pański” – przedstawia się młodemu Tobiaszowi (Tb 12,15-17).

29 września przypada liturgiczne święto archaniołów. Czy to by znaczyło, że tego dnia wspominamy siedmiu archaniołów?

– Nie wiemy, ilu ich jest. Może siedmiu, ale liczba siedem w tradycji hebrajskiej oznacza pełnię, może więc to oznaczać, że jest ich „tylu, ilu trzeba” – tłumaczy dominikanin.

Nosi myśli

Zapewne tylu, ilu trzeba, jest też aniołów stróżów.

– Anioł Stróż ma nas chronić przed złem, przede wszystkim przed takim złem, które może nam zaszkodzić na wieczność. I ma nas prowadzić do Pana Boga. To jego główna rola. Ale wnioskując na podstawie ich natury, przypisywano im również role pomniejsze. Na przykład, że aniołowie stróżowie są bardzo pomocni w sytuacji, gdy nie możemy się z kimś dogadać. A ponieważ aniołowie porozumiewają się ze sobą w sposób bezcielesny, to znaczy, że są mistrzami w porozumiewaniu. Zawsze uznawano, że anioł jest tym, który pomaga „nosić myśli”. Czyli jeśli mam problem, żeby się z kimś dogadać, to dobrze jest pomodlić się do mojego Anioła Stróża i do jego Anioła Stróża – opowiada teolog.

Pewne jest, że Anioł Stróż jest blisko człowieka, bo blisko człowieka jest Bóg. – Aniołowie są narzędziami Bożej Opatrzności w naszym życiu, dlatego aniołowi nie jest obojętne, czy na przykład złamię nogę, czy nie. Oczywiście Bogu zależy przede wszystkim na tym, żebyśmy byli doprowadzeni do szczęścia wiecznego, czyli żeby wszelkie dobro, które nam się w życiu zdarza, było trwałe. Nie znaczy to jednak, że Bóg nie interesuje się naszą codziennością. Złamanie nogi może mieć ogromne znaczenie duchowe: może mi pomóc w drodze do Boga, a może mi przeszkodzić. Może mnie uczynić zgryźliwym leniwcem, użalającym się nad sobą, a może pokazać mi, jak cennym darem jest możliwość poruszania się, co wcześniej uważałem za oczywiste – przekonuje zakonnik.

Jak to robią?

Czy to możliwe, że aniołowie przybierają postać ludzi? Z Biblii znamy takie przypadki. – Ale dotykamy tu ważnego problemu: jak to się dzieje? – mówi o. Janusz Pyda. Wskazuje na średniowiecze, w którym na przykład dyskutowano o tym, czy Maryja widziała Gabriela metaforycznie, czyli w wyobraźni, czy też on się jakoś zmaterializował. Święty Tomasz był zdania, że Gabriel musiał się pojawić w sposób obiektywny, ponieważ zapowiadał wcielenie – przyjście Syna Bożego w ludzkiej naturze. Rzeczą odpowiednią w tej sytuacji było, żeby niebieski posłaniec zapowiedział to samym swoim pojawieniem się. A jak się to stało? To kolejna dyskusja.

Nie o sobie

Aniołowie są bardzo popularni w obecnej kulturze, i to niekoniecznie chrześcijańskiej. Filmy hollywoodzkie i obficie drukowana literatura są pełne postaci anielskich. – Czy to jest chrześcijańskie tylko dlatego, że mówimy o aniołach? Niekoniecznie. Tak samo chrześcijanie mogą się ekscytować różnymi anielskimi genealogiami, a wcale nie będzie to chrześcijańskie – zauważa dogmatyk. Zwraca uwagę na krytykę „przesadnej czci aniołów”, jaką św. Paweł skierował do Kolosan w swoim liście (2,18).

– Stale są w nas odruchy pogańskie. Z najświętszych rzeczy możemy zrobić przedmioty pogańskiego kultu. Nieodpowiednio czcząc anioły, możemy wrócić do jakiejś formy politeizmu. Raptem się okaże, że w anioły wierzymy tak, jak w starożytności wierzono w demony. Wiara w duchy była wtedy powszechna i Kościół bardzo przed tym przestrzegał. W pewnym momencie zabronił nadawania imion aniołom – mówi o. Janusz. Podkreśla, że sami aniołowie wielokrotnie mówią: nie na nas macie być skoncentrowani, lecz na Bogu. Znaczące jest zachowanie aniołów przy zmartwychwstaniu i po nim. Oni mówią: „Nie ma Go tu” albo zapewniają, że Jezus przyjdzie tak samo, jak wstąpił do nieba. Mówią o Jezusie, a apostołowie nie ekscytują się za bardzo ich obecnością. – Proszę zwrócić uwagę, że młody Kościół na aniołach się nie zatrzymuje i im się nie przygląda, koncentruje się na Zmartwychwstałym – zaznacza.

Ojciec Janusz Pyda ma osobisty stosunek do aniołów. – Konsekwentnie modlę się do aniołów, do swojego Anioła Stróża. I chociaż żaden mi się nie pojawił, to wiele było takich przypadków, w których widzę, że ominęło mnie jakieś duże niebezpieczeństwo. Albo kompletnie nieświadomie potrafiłem cudem wykorzystać jakieś dobro. Po prostu wiem, że to było nie ze mnie. Jeśli Opatrzność Boża dociera do mnie poprzez anioły, to doświadczam opieki anielskiej. Oczywiście aniołowi jestem bardzo wdzięczny, ale bardziej odnosi mnie to do Bożej Opatrzności niż do niego – zapewnia.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także