Nowy numer 49/2020 Archiwum

Czy Rosja wykorzysta prawosławie do interwencji w sprawy Białorusi?

Według agencji Rosja rozważa dwa scenariusze wydarzeń – pokojowy i siłowy.

Patriarszy egzarcha Białorusi metropolita Paweł może odegrać główną rolę w takim rozwoju sytuacji w tym kraju, aby pozostał on w kręgu wpływów Rosji po dobrowolnym lub wymuszonym odejściu Alaksandra Łukaszenki ze stanowiska głowy państwa. Tego rodzaju przewidywania przedstawiła 25 sierpnia Religijno-Informacyjna Służba Ukrainy (RISU), powołując się na rozgłośnię NW i na inne źródła.

Według agencji Rosja rozważa dwa scenariusze wydarzeń – pokojowy i siłowy. Ten pierwszy zakłada rozmowy z udziałem Łukaszenki, biskupów prawosławnych i niektórych przedstawicieli opozycji nt. przygotowania referendum w sprawie zmian w Konstytucji, drugi natomiast dopuszcza wojskowy zamach stanu i areszt domowy obecnego prezydenta. Zdaniem analityków kremlowskich Białorusini odwrócili się od „Baćki”, toteż na jego miejsce powinny pojawić się jakieś nowe wpływowe postacie, które byłyby w stanie kontynuować politykę prorosyjską.

Głównym kandydatem jest dla nich zwierzchnik podlegającego Patriarchatowi Moskiewskiemu Białoruskiego Kościoła Prawosławnego (BKP) metropolita Paweł (zresztą Rosjanin z pochodzenia). Politolodzy rosyjscy wiedzą bowiem, że na Białorusi rola religii i Kościoła jest większa niż w ich kraju i jeśli opozycja zacznie krytykować Pawła, to prosty lud może się do niej rozczarować i odwrócić się od niej.

Inną prorosyjską siłą może być, według moskiewskich specjalistów od technologii politycznej, jakiś działacz kultury, np. piosenkarz Jarosłau Jeudokimau lub ktoś z popularnego na Białorusi zespołu „Pieśniary” [w 1971 wystąpili oni na Festiwalu w Sopocie, wykonując utwory wyłącznie po białorusku]. Taka postać mogłaby uzupełnić obóz Łukaszenki w razie prawdopodobnych rozmów z opozycją i stworzyłaby przewagę liczebną dla sił prokremlowskich. Ponadto z ramienia prezydenta w takich rozmowach powinien uczestniczyć przedstawiciel białoruskich struktur siłowych, „ktoś w rodzaju białoruskiego Pinocheta [dyktatora Chile w latach 1973-90]” – twierdzi „źródło”, cytowane przez RISU.

Według tegoż źródła, administracja prezydenta Rosji uważa, że jeśli opozycja odmówi udziału w przyszłych rozmowach, będzie to podstawą do oskarżenia jej o niechęć do dialogu.

Gdyby doszło do tych rokowań, to należałoby omówić podczas nich reformę konstytucji, zwłaszcza zapowiedzieć przygotowanie referendum w tej sprawie i zwołanie narady konstytucyjnej. Referendum winno się odbyć w grudniu, a ponowne wybory prezydenckie zgodnie z nową konstytucją – między styczniem a marcem 2021. Według źródła przyjęcie takich dat wynika z konieczności pozostawienia Rosji wystarczająco dużo czasu do przeprowadzenia agitacji na rzecz „swojego”, promoskiewskiego kandydata, a zarazem aby Stany Zjednoczone nie mogły wpływać na proces przejściowy z powodu wyborów prezydenckich na swoim terenie.

Ostry wariant rozwoju wydarzeń bierze pod uwagę pucz wojskowy, który doprowadziłby do aresztu domowego Łukaszenki oraz surowe represje wobec tych niezadowolonych, którzy postanowią pozostać w kraju. Kreml podobno rozważa możliwość uczynienia „twarzą” przyszłej junty sekretarza stanu Rady Bezpieczeństwa Białorusi Andreja Rawkowa.

Przy takim rozwiązaniu nowe wybory – zdaniem analityków rosyjskich – należy odłożyć, trzeba zażądać ogłoszenia memorandów: w sprawie niemieszania się państw sąsiednich w sprawy Białorusi oraz zakazu strajków, które mieliby obowiązek podpisać wszyscy przedsiębiorcy i dyrektorzy dużych zakładów pracy.

Rosyjscy specjaliści od technologii politycznej zamierzają również skompromitować symbolikę trwających obecnie protestów, m.in. kojarząc narodową flagę białoruską biało-czerwono-białą z nazizmem. Proponuje się ponadto sztuczne utworzenie radykalnej białoruskiej struktury nacjonalistycznej w rodzaju istniejącego na Ukrainie „Sektora Prawicowego” (uważanego w Rosji za organizację faszystowską).

Masowe manifestacje i protesty w Mińsku i innych miastach Białorusi rozpoczęły się 9 sierpnia, wkrótce po zakończeniu wyborów prezydenckich, gdy okazało się, że wygrał je, i to z dużą przewagą nad pozostałymi kandydatami, dotychczasowy szef państwa Alaksandr Łukaszenka. Według Centralnej Komisji Wyborczej uzyskał on 80,08 proc. głosów, podczas gdy główna jego rywalka Swiatłana Cichanouskaja – jedynie 10,09 proc. Zdecydowana większość mieszkańców kraju uznała te wyniki za sfałszowane i w całym kraju ludzie wyszli na ulice. Doszło do starć z milicją i oddziałami specjalnymi, które brutalnie rozpędzały demonstrantów. Zginęło kilka osób (co najmniej trzy), było i jest wielu rannych a tysiące ludzi trafiły do więzień i aresztów, gdzie byli bici i torturowani.

Zarówno patriarcha moskiewski Cyryl, jak i głowa BKP metropolita Paweł szybko przesłali gratulacje Łukaszence z okazji ponownego wyboru, a ostatnio biskupi białoruscy wezwali duchowieństwo do „powstrzymania się od udziału w życiu politycznym” a wiernych – do „nieulegania prowokacjom”.

« 1 »
TAGI:

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama