Jej głos wydaje się ciemny, nasycony emocjami, jakby nieustannie odgrywała jakąś rolę dramatyczną. Ale kiedy dostawała taki tekst jak „Tomaszów” Tuwima, zaglądający do kobiecej duszy, jasno i czule dotykała rozświetlających ją uczuć. Uczyła, że głosem nie można „wystukiwać wszystkiego na maszynie”, jak w śpiewanym przez siebie wierszu Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Nieraz wydawało mi się, że tak bezgranicznie eksploatuje się na scenie, bo chce dać poezji całą swoją siłę, którą – jak Samson we włosach – ona ma w głosie. To było coś więcej niż śpiewanie, podczas każdego koncertu jakby składała ofiarę z samej siebie. Płaciła wysoką cenę, tworząc niepowtarzalne teatrum głosu i ekspresji, pokazując, co może zdziałać prawdziwa sztuka.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








