Nowy numer 48/2020 Archiwum

Chodzenie po wodzie nie będzie żadnym problemem

Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie.  Mt 14,28

Mt 14, 22-36

Gdy tłum został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał.

Łódź zaś była już o wiele stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze.

Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się, myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: «Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się!»

Na to odezwał się Piotr: «Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!» A On rzekł: «Przyjdź!»

Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie, podszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: «Panie, ratuj mnie!»

Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: «Czemu zwątpiłeś, człowiecze małej wiary?»

Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: «Prawdziwie jesteś Synem Bożym».

Gdy się przeprawili, przyszli do ziemi Genezaret. Ludzie miejscowi, poznawszy Go, posłali po całej tamtejszej okolicy i znieśli do Niego wszystkich chorych, prosząc, żeby ci przynajmniej frędzli Jego płaszcza mogli się dotknąć; a wszyscy, którzy się Go dotknęli, zostali uzdrowieni.

Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie.  Mt 14,28

Ewangelia z komentarzem. Chodzenie po wodzie nie będzie żadnym problemem
Gość Niedzielny

Przyjdź – to słowo, które Jezus kieruje do nas. I przychodźmy nieustannie. Wierzmy, prośmy i ufajmy, bo jeśli On nam się pokaże, chodzenie po wodzie nie będzie żadnym problemem. Nie bójmy się upadków i podtopień, bo jeśli krzykniemy: „Ratuj”, nie będziemy musieli długo czekać, lecz natychmiast zostaniemy złapani i uratowani. Tonący ma wzrok skierowany zawsze w stronę jakiejś nadziei, czyli czegoś, czego może się chwycić. Tak jak Piotr. Gdy zaczął tonąć, z pewnością nie stracił swego Mistrza z oczu. Szukajmy Go podczas wzburzonych nocy, ale i spokojnych dni, i nasłuchujmy, czy pomimo głębi pod nami nie woła do nas: PRZYJDŹ. 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama